Koty.pl

Zapisz się
do serwisu

Obaszar logowania się do serwisu

Blog użytkownika Sadakicia

Kot w dom... i wszystko staje na głowie cz. 2

Właściciel: Sadakicia

22-02-2010

"My w sprawie kota". Mniej więcej tak brzmiał głos w słuchawce. Zabrałam więc znajdę pod pachę i dalej w długą do parku, by oddać koci problem w ręce właścicieli. Niestety okazało się, że nasz kot to nie jest kot, którego szukali ludzie z ogłoszenia. W sumie to nawet nie za bardzo wiedzieli czy to ich kot czy nie. Dopiero, kiedy sprecyzowałam, że ten tutaj to dziewczynka to się okazało, że owszem zginął im kot, ale najwyraźniej nie ten, bo oni mieli chłopczyka. Potem zaczęło się całe gadanie, że tamten był większy i trochę inaczej umaszczony. Dziewczynka, która przyszła z babcią i bratem (?) odebrać kota bardzo chciała zabrać naszą sierotkę, ale stanowczo stwierdziłam, że jej nie oddam. Przecież mógł się jeszcze zgłosić prawdziwy właściciel... i co wtedy? Ale właściciel się nie zgłaszał. Dlatego trzeciego dnia kupiliśmy kuwetę i jakoś podświadomie oswajaliśmy się z faktem, że kotka z nami zostanie. Nadal jednak nikt nie wyszedł z inicjatywą nadania jej imienia - czuliśmy, że jeśli ją nazwiemy to stanie się ona częścią naszej rodziny, a członków rodziny się przecież w obce ręce nie wydaje. Kociak tez najwyraźniej za bardzo za poprzednim domem nie tęsknił, a i do nas zaczął się przyzwyczajać. Najważniejsze, że zagoił się nosek i skończyło się kichanie. Problem pojawił się po kąpieli. Po pierwsze wyszło na jaw jak bardzo kociak był umorusany, po drugie okazało się, że jest siedliskiem pcheł (wcześniej w gęściutkim futerku nie było ich widać, z resztą specjalnie nie szukaliśmy), po trzecie robaki. W kocim brzuszku było ich pełno. Postanowiliśmy, że następnego dnia zabierzemy naszą kocią pociechę do weterynarza, ale niestety plan nie wszedł w życie, bo odezwał się prawdziwy właściciel zwierzaka. Nie było mnie jeszcze w domu, kiedy zadzwonił telefon. "Oddałem kota właścicielom, nie wiem po jaka ch****ę rozwiesiliśmy te ogłoszenia" - usłyszałam w słuchawce. Kociak był u nas cztery dni, a ja zaczęłam płakać jak głupia, a kiedy w domu zobaczyłam pustą kuwetę rozryczałam się na dobre.

Łapka po kąpieli.

Rekomendacja

Oceń artykuł:

Wasza ocena:

5.0

Komentarze

Musisz się zalogować aby dodać komentarz

Opinii użytkowników: 0