27 kotów w spadku – i co dalej?


Wyborcza donosi: W spadku po zmarłej mamie Zbigniew Grodecki, łodzianin mieszkający w Londynie, odziedziczył mieszkanie z... 27 kotami. - Nie mogę zabrać ich ze sobą - mówi zrezygnowany. - My kotów nie weźmiemy, to obowiązek opiekuna- mówi schronisko.

Wyborcza donosi: W spadku po zmarłej mamie Zbigniew Grodecki, łodzianin mieszkający w Londynie, odziedziczył mieszkanie z… 27 kotami. – Nie mogę zabrać ich ze sobą – mówi zrezygnowany. – My kotów nie weźmiemy. Zaopiekowanie się zwierzętami to moralny obowiązek pana Zbigniewa – argumentuje dyrektor łódzkiego schroniska.

Ok. 30 marca na Facebooku na tablicy Ruchu Palikota pojawił się apel: Szukamy domu dla 27 kotów, które zostały bez opieki w mieszkaniu w Łodzi. Ich właścicielka poważnie zachorowała i nie będzie mogła się nimi zajmować.

Starsza pani dzwoniła do schroniska, odmówiono jej przyjęcia zwierząt (bo mają właściciela, czyli nie są bezdomne).
Po kilku dniach pani zmarła. Syn nie może zabrać kotów do Anglii, dzwonił do schroniska, kontaktował się z fundacjami.

– Kotami obiecał zaopiekować się właściciel schroniska dla zwierząt, znajdującego się na ulicy Kosodrzewiny w Łodzi – mówi Anna Jobczyk z Fundacji Azyl – Koty zostaną w hotelu do czasu znalezienia dla nich właścicieli. Przez ten czas właściciel będzie je utrzymywał.

 

Sprawa wywołała burzę na forum. My zacytujemy jedną, bardzo merytoryczną wypowiedź:

Schronisko jest dla zwierząt bezdomnych, nie dla właścicielskich. W Polsce kuleje świadomość odpowiedzialności. Schronisko nie jest miejscem dla tych kotów. Są taką samą masą spadkową jak mieszkanie po zmarłej mamie. Obowiązkiem nowego właściciela, czyli syna, jest opieka nad nimi. Jeśli nie może ich zatrzymać, lub ze sobą zabrać, to musi sam, we własnym zakresie znaleźć im nowe domu. To, że mieszka w Londynie w niczym nie przeszkadza. Można odpłatnie znaleźć osobę, która opiekowałaby się kotami w mieszkaniu i szukała im nowych domów. Jak wszystkie poszłyby do domów, wtedy syn może sprzedać mieszkanie. Za granicą nikt by z tym nie dyskutował. W Polsce, dyskutuje z tym w zasadzie każdy. Jeśli ktoś uważa, że tym kotom byłoby lepiej w schronisku, to zapraszam na kociarnię i do rozmowy z pracownikami schroniska o tym jak szybko odchodzą koty po zmarłych osobach wyrwane ze swojego środowiska. Dla dobra tych kotów, które powinny być w tej dyskusji najważniejsze, powinno być zostawienie ich w środowisku, które znają do czasu znalezienia nowych opiekunów, którzy otoczą je opieką i miłością. (interauta AM).

My też zabraliśmy głos w dyskusji:

Przede wszystkim – schronisko jest dla kotów bezdomnych, a te 27 ma prawnego opiekuna – syna tej pani. W Łodzi mieszkają tysiące kotów, miejsc w schronisku na Marmurowej jest dla około setki. W tej chwili kotów jest ok. setki, mimo intensywnych akcji adopcji, ogłoszeń – bo co jedne koty dom znajdą, inne na ich miejsce przybywają. Szkoda, że nie odpowiedziano na apele fundacji, które deklarowały pomoc w ogłaszaniu tych kotów i szukaniu im domów, ew. pomocy w ich zaszczepieniu (nieszczepione do schroniska? wiecie, co to znaczy dla tych kotów? pomijając już stres i przegęszczenie?). mało która fundacja polska ma własny azyl. Własnego przytuliska nie ma żadna łódzka fundacja. Działają w oparciu o domy tymczasowe – tych dt jest może z 5 na jedną fundację. I te miejsca najczęściej są ZAJĘTE, bo potrzebujacych kotów jest wiele więcej niż miejsc.

Fundacje oferują pomoc w ogłaszaniu i szukaniu domów, ew. w pomocy wet. Ale miejsc nie mają. Kazdy może być dt dla tych kotów. Ilu jest mieszkańców Łodzi? Ilu z nich umiera albo idzie do DPS, a ich koty trafiają do schroniska? Albo znajdują domy prosto z domu dotychczasowego, bez trafiania do schroniska, bo zanim starsza pani poszła do DPS, koty były pogłaszane z pomocą fundacji. To najlepsze rozwiązanie – DLA KOTÓW. O tym jakoś nikt nie mówi.

Miejmy nadzieję, że koty nie "utkną" na Kosodrzewiny, ale będą aktywnie ogłaszane.
Oczywiście im sprawa bardziej medialna, tym większe szanse na domy dla kotów i pozytywny PR dla jednych, a negatywny dla drugich (niekoniecznie oddające prawdziwy stan).
Bo podobne przypadki (choć rzadko jest to aż tyle kotów na raz), to chleb powszedni organizacji prozwierzęcych i schronisk. Tylko niewiele z tych spraw się nagłaśnia medialnie.

I schronisko i fundacje odwalają kawał dobrej roboty.  Ale nie można zrzucać na nie odpowiedzialności za każdego kota w mieście. Bo pojemność schroniska i dt jest bardzo ograniczona.
Fundacje potrzebują nowych domów tymczasowych – jeśli jesteście chętni, zgłoście się do Azylu, NiZ, FFA, Kotyliona – każdy dobry dt jest na wagę złota.

Pamiętajmy: za koty właścicielskie – odpowiadają właściciele. Także za znalezienie im nowych domów, w razie konieczności.
Można wykorzystać nasze porady Jak napisać dobre ogłoszenie adopcyjne.

Najważniejsze jest dobro kotów. Przychylamy się do zdania AM z cytowanej wyżej wypowiedzi: "Dla dobra tych kotów, które powinny być w tej dyskusji najważniejsze, powinno być zostawienie ich w środowisku, które znają do czasu znalezienia nowych opiekunów, którzy otoczą je opieką i miłością."

Mamy nadzieję, że ta sprawa znajdzie szczęśliwy finał, że wszystkie koty znajdą nowe domy, a cała sprawa czegoś nauczy nas wszystkich.

 

Więcej oraz zdjęcia kotów można obejrzeć tutaj: http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35153,11486161,Dostal_w_spadku_27_kotow__Kto_sie_nimi_zajmie_.html#ixzz1rAVmiBj9