Alik powędrował za Tęczowy Most


Imię kota? Alik. Który Alik? Większość Polaków skojarzy imię z kotem Jarosława Kaczyńskiego. Alik cierpiał na niewydolność nerek, dzięki dobrej opiece przeżył w przeliczeniu na ludzkie 64 lata. Niedawno odszedł tam, gdzie odchodzą koty - za Tęczowy Most.

 

Imię kota? Alik. Który Alik? Większość Polaków skojarzy imię z kotem Jarosława Kaczyńskiego. Alik cierpiał na niewydolność nerek, dzięki dobrej opiece przeżył 12 lat – w przeliczeniu na ludzkie 64 lata. Tydzień temu odszedł tam, gdzie odchodzą koty – za Tęczowy Most.

Alik bywał nazywany "najsławniejszym kotem w Polsce". Trafił do Jarosława Kaczyńskiego, gdy polityk znalazł go na szosie w okolicach Wyszogrodu i – ciężko poturbowanego – zawiózł do weterynarza. Jak przypomina "Fakt", w lipcu bieżącego roku kot przeszedł skomplikowaną operację w zwierzęcym szpitalu warszawskiej przychodni weterynaryjnej na Bemowie.

Kotów były premier miał w swoim życiu osiem, ale to Alik był tym Naj. Jak pisze Rzeczpospolita, wcześniej ukochanym kotem przywódcy Prawa i Sprawiedliwości był Busio. Kiedy odszedł, mówienie o nim było w rodzinie Kaczyńskich zakazane.

Alik był szarą eminencją mediów – wielu o nim pisało, a niewielu go widziało.

Alika osobiście poznał Zbigniew Hołdys, który w minione wakacje leczył swojego psa w tej samej warszawskiej klinice. Muzyk napisał na Facebooku:

 Dowiedziałem się, że Alik nie żyje, kocur Jarosława Kaczyńskiego. Schorowany znajda, o którego zdrowie właściciel walczył bezustannie. Poznałem go pewnego razu – Bronek i Suseł odwiedzali tę samą klinikę weterynaryjną, co Alik. Niekiedy mijali się w hallu, a ja mijałem się z panem Alika, bez słowa. W lipcu tego roku Alik i Bronek wylądowali w weterynaryjnym szpitalu w tym samym czasie, na kroplówkach, klatka przy klatce. Gadali całymi godzinami. Nakręciłem wówczas filmik komórką, na pamiątkę, ale nie miałem zamiaru go pokazywać, bo to sprawy osobiste.  

W lipcu tego roku Hołdys wspomniał o Aliku w swoim felietonie dla Wprost:

Wylądowały w tej samej klinice weterynaryjnej, w tym samym pokoju szpitalnym, klatka przy klatce. On, kocur Jarosława Kaczyńskiego – Alik, i mój jamnik Bronek. Tamten ciemnobury, mój – czarny. Obydwa w podobnym, dojrzałym wieku – Alik ma lat 13, Bronek lat 15. (…) Gdy wszedłem – oba mówiły naraz. Alik jest kotem gadatliwym i sprzecza się bez przerwy. Bronek to dla odmiany pies wyniosły, jego zamknięte w klatce ego kazało mu bezustannie pojękiwać. Gdy do klatek zbliżyła się moja żona Gusia, Alik zamiauczał, zamruczał i zaczął się łasić. (…)Wyciągnąłem palec i już chciałem dotknąć poczochrańca, ale wtedy Alik znieruchomiał, wolno uniósł łapę i przełożył ją przez pręty klatki. Trzymał ją w górze, czekając na mój ruch. Był gotów dziabnąć mnie do krwi.

Najmniej o nim mówił sam Kaczyński. Ale czasem opowiadał.

– Kiedy wieczorem wracam do domu, Alik wpija mi się w nogę i tak chodzę z nim, uwieszonym na łydce, po mieszkaniu albo siedzę przy biurku, gdy pracuję, aż pójdę spać – opowiadał kiedyś Jarosław Kaczyński o swoim kocie w rozmowie z Super Expressem.

Koty ocieplają ludzi.

Co mówią inni znani o swoich kotach, możecie przeczytać w Kwestionariuszach.