Niebezpieczne błędy właścicieli kotów – sprawdź, czy ich nie popełniasz!


Uważasz, że dobrze zajmujesz się swoim kotem? Upewnij się, że na pewno tak jest.

Opieka nad kotem wydaje się całkiem łatwa – przecież „wystarczy” zapewnić pełną miskę, pamiętać o sprzątaniu kuwety i poświęcać czas na zabawę z mruczkiem… Czy aby na pewno? Wbrew pozorom nawet doświadczonym kociarzom zdarzają się niedopatrzenia, które mogą mieć poważne konsekwencje. Oto częste, potencjalnie niebezpieczne błędy właścicieli kotów – upewnij się, że ich nie popełniasz!

Błąd nr 1 – obcinanie pazurów kotom wychodzącym

błędy właścicieli kotów
fot. Shutterstock

Pazury to bardzo ważna sprawa – nie bez powodu natura wyposażyła koty w możliwość chowania tego cennego narządu. Mruczki instynktownie je oszczędzają i nic dziwnego – korzystają z nich intensywnie przez całe życie. Pazury pozwalają im efektywnie polować, bronić się przed napastnikami, wspinać się na wysokości… Cóż, czasem także niszczyć meble – m.in. z tego powodu wielu opiekunów decyduje się na skracanie ostrych pazurków swojego pupila. Jednak o ile w przypadku kotów niewychodzących nie ma problemu, sytuacja wygląda inaczej, jeśli nasz mruczek odbywa wycieczki na zewnątrz. Nie należy obcinać pazurów kota wychodzącego – to dla niego bardzo niebezpieczne. Na zewnątrz czyha wiele zagrożeń – nasz kot po prostu ich potrzebuje, by w razie potrzeby móc się obronić lub sprawnie uciec np. na drzewo.

Błąd nr 2 – unikanie weterynarza

Wiemy, że wizyty w lecznicy to żadna przyjemność – kolejki, zestresowane zwierzęta, niemałe koszty… To wszystko sprawia, że wielu opiekunów kotów (i nie tylko) zabiera je do weterynarza tylko wtedy, gdy jest to absolutnie konieczne. To błąd, bo mruczki doskonale kamuflują wiele problemów zdrowotnych, których początkowe symptomy może wychwycić jedynie oko specjalisty. Nawet jeśli nasz kot cieszy się dobrym samopoczuciem, przynajmniej raz w roku powinniśmy odbyć z nim wizytę kontrolną u weterynarza – regularna ocena stanu zdrowia pupila to nasz obowiązek.

Błąd nr 3 – pełna po brzegi miska przez cały dzień

błędy właścicieli kotów
fot. Shutterstock

Na liście pt. „błędy właścicieli kotów” ten jest jednym z najczęstszych. I łatwo zrozumieć, dlaczego tak się dzieje – wychodząc do pracy, wielu kocich opiekunów czuje wyrzuty sumienia, że mruczek zostaje sam w domu. To oczywiste, że chcą być pewni, że przynajmniej nie będzie głodował – zostawiają więc kotu miseczkę wypełnioną po brzegi. Niestety, według specjalistów podobne postępowanie to prosta droga do kociej otyłości. Dlaczego? Wyobraź sobie, że przez cały dzień leży przed tobą duża tabliczka czekolady lub pudełko ulubionej pizzy. Nawet jeśli nie jesteś głodny, prawdopodobnie i tak zjesz wszystko w ciągu kilku godzin, bo… po prostu możesz. Z kotami jest podobnie – niezależnie od tego, czy jest im to potrzebne, mając do dyspozycji pełną miskę karmy, będą ją po trochu opróżniały. Warto pamiętać, że niektóre koty jedzą też… z nudów.

Jakie jest rozwiązanie tego problemu? Przede wszystkim kot powinien dostawać tyle pożywienia, ile potrzebuje (konkretna rekomendowana ilość zależy od kilku czynników: wieku, wagi, stanu zdrowia itd.), w kilku porcjach dziennie o stałych porach. Gdy nie ma nas w domu przez większość dnia, zostawiamy kotu odpowiednią ilość „dawek” w misce (pod warunkiem, że jest to sucha karma – mokra szybko straci świeżość) – będzie sobie jadł, kiedy zechce, ale będziemy mieli pewność, że przyjmie maksymalnie tyle pokarmu, ile dla niego przewidzieliśmy. Innym rozwiązaniem może być specjalna miska z podajnikiem. Możemy też poukrywać małe porcyjki karmy w różnych miejscach w domu, inscenizując w ten sposób „polowanie” – mruczek będzie mógł odkrywać je podczas naszej nieobecności i jednocześnie zaspokajać głód.

Błąd nr 4 – brak kryjówek w domu

Cenisz sobie ascetyczne wnętrza i nie lubisz „zaśmiecać” mieszkania? W porządku, masz do tego prawo, ale jeśli mieszka z tobą kot (i nie chcesz „odnaleźć się” na liście piętnującej błędy właścicieli kotów) – uwzględnij także jego potrzeby. Koty uwielbiają się chować i znikać na długie godziny, ucinając sobie drzemkę w jakimś zacisznym miejscu. Brak potencjalnych kryjówek w domu ma na nie zły wpływ – obniża poczucie bezpieczeństwa i może skutkować przewlekłym stresem (a jak wiemy, ten jest bardzo niebezpieczny dla mruczków). Karton w kącie pokoju lub kocia budka w sypialni to niewielkie poświęcenie, a mruczek z pewnością będzie nam wdzięczny.

Błąd nr 5 – niebezpieczne rośliny w domu

błędy właścicieli kotów
fot. Shutterstock

Wielu ludzi wciąż wierzy w szkodliwy mit, według którego kot nigdy nie zje niczego, co mogłoby mu zaszkodzić. Niestety, życie pokazuje, że od czasu do czasu zje – z nudów, z ciekawości, „bo tak”. A później się pochoruje… Oprócz potencjalnie niebezpiecznych, drobnych przedmiotów (jak np. gumki do włosów) na „czarnej liście” znajduje się też wiele roślin doniczkowych, które są po prostu trujące. Prym wiodą tu wszelkie odmiany liliowatych – choć ładnie wyglądają w wazonie, dla ciekawskiego kota stanowią śmiertelne zagrożenie. Nawet jeśli wydaje nam się, że nasz kot nie interesuje się kwiatkami, nie sprawdzajmy, czy tak jest w istocie – naprawdę nie warto. Wyeliminujmy z domu wszelkie trujące dla kota rośliny, a w zamian hodujmy te, które są dla mruczka nieszkodliwe – przykładową listę znajdziesz TUTAJ.

Błąd nr 6 – „bo on tak ma”

Czasem bagatelizujemy pewne kocie zachowania i przypadłości, tłumacząc wszystkim wokół i sobie, że „ten typ tak ma”. Mowa tu głównie o wymiotach, które faktycznie od czasu do czasu zdarzają się każdemu mruczkowi (przysłowiowy „kłaczek” czy „trawka”), ale zawsze powinny wzbudzić naszą czujność. Gdy zwierzę zwraca regularnie, powinniśmy jak najszybciej ustalić, dlaczego tak się dzieje – rzecz jasna, z pomocą specjalisty. Pomyślcie sami – wymiotujący człowiek zawsze wzbudza niepokój. Dlaczego inaczej traktujemy koty? No właśnie.

Nie należy też ignorować wyraźnych zmian w zachowaniu naszego mruczka, tłumacząc sobie, że „może ma zły dzień/tydzień”. Zaczął się chować, choć do tej pory polegiwał całymi dniami na środku pokoju? A może marudzi bardziej niż zwykle? Na wszelki wypadek weźmy go do weterynarza – kot może nam w ten sposób sygnalizować jakiś problem: zdrowotny lub behawioralny. Im szybciej ustalimy, co jest na rzeczy, tym lepiej.

Błędy właścicieli kotów – zdarza wam się jakieś popełniać?

Mamy nadzieję, że nie! Powyższa lista to garść najczęstszych zaniedbań i niedopatrzeń. Zdajemy sobie sprawę, że błędy właścicieli kotów zwykle wynikają nie z ich złej woli, ale ze zwykłej niewiedzy. Nie oznacza to jednak, że można je bezkarnie popełniać – zawsze starajmy się być jak najlepszymi opiekunami dla naszych mruczków. W zamian będziemy mieli pewność, że cieszą się dobrym zdrowiem i samopoczuciem.

Autor: Agata Kufel