Ciąg dalszy sprawy pani Leny skazanej za dokarmianie dzikich kotów


16 marca odbyła się druga rozprawa w sprawie karmicielki ze Stopki koło Koronowa, skazanej za dokarmianie dzikich kotów (skarżono ją na podstawie przepisu zanieczyszczania terenu i niesprzątania po kotach). Specjalnie dla nas napisała sama pani Lena.



16 marca odbyła się druga rozprawa w sprawie karmicielki ze Stopki koło Koronowa, skazanej za dokarmianie dzikich kotów (skarżono ją na podstawie przepisu zanieczyszczania terenu i niesprzątania po kotach). Pisaliśmy o tym tutaj.
Zapytaliśmy panią Lenę (naprawdę nazywa się Leonarda Biedak, ale wszyscy używają imienia Lena), o przebieg rozprawy, jej odczucia, o to, co zmieniło się w jej życiu po całej aferze sądowej i czy nadal będzie pomagać kotom wolno żyjącym. Oddajemy jej teraz głos.
 
"Wczoraj odbyła się druga rozprawa mojej kociej afery. Zakończyła się, ale niestety wyrok będzie odczytany dopiero w przyszłą środę tj.23 marca o godz.15:00. Boję się zapeszyć, ale mam nadzieję, że będzie on dla mnie pozytywny. Nie wyobrażam sobie, by  po odwołaniu od wyroku o nałożeniu na mnie grzywny, sąd znów ukarał mnie za pomoc potrzebującym.
Jestem optymistką po wczorajszym zeznaniu dzielnicowego: że otrzymał skargę od dwóch osób, iż karmię koty i one wszystko zanieczyszczają na działkach i pod moim blokiem. (Skarżący pan G. mieszka z drugiej strony wsi w innym bloku). Zeznania ich i trzech świadków podanych przez nich spisywał w domu pana G.  u mnie nie był, zostałam wezwana do komisariatu, gdzie zeznałam, że to nie są moje koty tylko dzikie i nie robię nic złego. On nigdy nikomu nie dał mandatu za psie kupy. Jest to jego pierwsza taka sprawa. Nie zwracał uwagi, czy pod balkonem gdzie budka są zanieczyszczenia. Poprzednio wszystkie panie zeznały ze zdziwieniem, że po swoich psach i kotach nie sprzątają, po co? Nie przeszkadzają psie kupy ale kocie, bo te to siedlisko chorób.
Jeszcze do niedawna nikt nawet nie przypuszczał, że to może być prawdą. Zaczynając dokarmiać koty nawet przez myśl mi nie przeszło, że komuś kiedyś będzie to przeszkadzało.
Tym bardziej, że normą było prawie w całej wsi, że rzucano kotom resztki jedzenia przy śmietnikach, balkonach i na działkach. Moje oskarżycielki, mające swoje własne zwierzaki, nosiły kociętom mleczko w miseczkach.
 Pewnie, że było kotów mniej, ale z roku na rok przybywało, bo to normalne skoro nie były sterylizowane. Nie były one też tak widoczne, ponieważ przebywały na wielu działkach, na kilku były regularnie karmione duże ilości kotów i małych kociąt.
 Praktycznie nigdy nie wyrzucałam resztek jedzenia do śmietnika tylko dawałam kociakom, a czasem pojawił się jakiś bezdomny pies. Wtedy żyła jeszcze moja suńka, to nawet z nią chodziłam rzucić jedzonko kotom. 
 Kiedyś pod blokiem znalazłam rannego kotka.  Zaopiekowałam się nim, potem wzięłam na działkę. Mąż zrobił budkę na naszej działce i tam karmiłam. Potem okazało się, że kotek ma małe…. Znalazłam całej rodzince domek u dobrych ludzi na wsi. Są tam do dziś.
Nasz piesek odszedł, ciężko chorował. Pojawiły się koty. Zaczęłam dokarmiać jak inni. Była zima i przychodziło ich 6, 7. Zrobiłam pod zadaszeniem altanki schronienie pod stojącą ławą. Na wiosnę sąsiadka z córką zaczęły krzywo patrzeć na mnie i na koty.
Wtedy zarząd działkowców wywiesił zakaz karmienia kotów na działkach. Dzwoniąc do Animals z zapytaniem czy to słuszne, że nie mogę na mojej działce nakarmić dzikiego kota, uraziłam dumę dwóch panów. Otrzymali pismo, a ja w odwecie dostawałam od nich w kość przez przeszło rok. Cierpiały też koty, bo była sroga zima, tęgi mróz, na działki trudno dojść tyle śniegu (ale do mojej była udeptana droga przez tych panów). W tym czasie zainteresowałam się też losem kociaków koło bloku. Mąż zrobił małą budkę stawianą od jesieni do wczesnej wiosny. Zdarzało się, że psy goniły moje koty, ku uciesze niektórych. Koty powypędzano z kryjówek na działkach, przestano karmić, więc zaczęły szukać zimą jedzenia w moich miejscach dokarmiania. Stały się widoczne, więc zarzucano mi, że karmię i dlatego się tak rozmnożyły. Latem nie dokarmiałam, ale wiadomo, że były przyzwyczajone do mojego widoku więc taka kocia natura, że biegnie za daną osobą nawet jak nie jest głodny ani dokarmiany. Mamy na działce altankę, lodówkę. Jak coś niosłam większego w reklamówce…To znaczyło, że tyle jedzenia noszę kotom i są przekarmiane i nie patrzą na myszy. A wiele razy znajdowałam przy altance w podziękowaniu martwe gryzonie….
Codzienne ataki na mnie i męża przez kilka osób trwające ponad rok nawróciły depresję, którą dopiero podleczyliśmy po tragedii (syn Państwa Biedaków zmarł – dopisek Redakcji). Byłam załamana, nie chciało mi się żyć, do tego mąż mi też uprzykrzał, że przez koty tyle problemów. Ciągle było „A nie mówiłem”.  
Zwróciłam się o pomoc do Animals, a oni na Policję.
W zamian dostałam wezwanie od dzielnicowego na przesłuchanie, że robię źle, a potem karę grzywny z sądu. Bardzo dużo pomogła mi w tym czasie jedyna sąsiadka i mój świadek w sądzie. Gdyby ona nie podała mi ręki, nie wiem co by było.
Dziwnym przypadkiem poprosiła mnie o kontakt Gosia z For Animals z Grudziądza. Od tego  wszystko się zaczęło. To ona jest moim dobrym duchem. Nie sądziłam, że sprawa nabierze takiego rozgłosu. Tyle organizacji, fundacji i mediów zaczęło się do mnie zwracać. Kilka z nim bardzo mi pomogło np. pismami czy  karmą dla kotów oraz wsparciem duchowym i psychicznym.
 Bardzo dużo sił dodali mi ludzie z całej Polski na Forum Miau. Wtedy odzyskałam  werwę i zapał do działania, by pokazać moim wrogom, że można było inaczej i ja to potrafię.
Miałam też wsparcie we władzach koronowskich. Z-ca Burmistrza, Burmistrz, Prezes Spółdz. Mieszkaniowej i Administrator Spółdzielni wspomagali jak mogli. Wiedząc o tym, dostałam też skrzydeł.
 
 Obecnie jestem  znów na lekach, ale już czuję się lepiej. Odzyskałam chęć życia. Jest kasa, zaczęły się sterylki. Łapię koty z mężem. Parę sąsiadek też chętna do pomocy. Ale koty przy innych zwiewają. Mam samochody do ich wożenia do Bydgoszczy do schroniska, gdzie są przetrzymywane po zabiegu. Pomogła w tym Prezes Animals i Dyrektor Bydgoskiego Schroniska. Pomagały wolontariuszki z kilku miejscowości i przemili pracownicy schroniska oraz sympatyczna pani doktor.
 
Koty oczywiste, że będę dokarmiać. Nie mój charakter, by teraz to zostawić. Wolałabym sama nie jeść. Planuję tylko, by w uzgodnieniu z administratorami terenu zrobić jedno miejsce do karmienia i koty działkowe też tam „przenieść”, tym bardziej, że jest ich tylko kilka. Muszę też pozałatwiać budki. Już wstępnie obgadałam z Prezesem S-pni (dałam pomysł).
Dziękuję wszystkim za okazane wsparcie moralne i materialne. Za ciepłe słowa, dodawanie mi sił, za przesłaną karmę dla kotów. Dziękuję Małgosi Ziółkowskiej z Fundacji For Animals, pani Irenie Łęgowskiej ze Stowarzyszenia Obrońców Zwierząt Animals w Bydgoszczy, Cezaremu Wyszyńskiemu z Fundacji VIVA! za piękne pismo do sądu w mojej sprawie, pani Monice Nowickiej Prezes TOZ Oddział Warszawa oraz Redakcji Koty.pl.
Asiu, wielkie ukłony w Twoją stronę. Ty, podobnie jak Gosia jesteście moimi dobrymi duszkami."

Leonarda Biedak

 

 

FFA udostępniła konto do wpłat na karmę dla kotów Leny.

Bank DnB Nord
49 1370 1170 0000 1706 4855 2204 
Nasz KRS : 0000265307
Fundacja For Animals Oddział Grudziądz

dopisek: dla kotów pani Leny