„To kot, niech sobie upoluje”. Czym naprawdę karmione są koty na wsi?


Wydawałoby się, że w XXI wieku, gdy kocią karmę można kupić w każdym markecie i nawet małym sklepie spożywczym, nikt nie ma wątpliwości, czym powinien się żywić kot. A jednak - to wcale nie jest tak oczywiste, jak się niektórym wydaje...

Ten artykuł subskrybenci newslettera Koty.pl mogli przeczytać już miesiąc wcześniej. Też miej wcześniejszy dostęp do treści! Zapisz się: www.koty.pl/newsletter.

Czy koty na wsi karmione są mięsem? W pewnym sensie tak… Ale nie takim, jak to rozumieją miastowi. Czy w ogóle różnica w podejściu do żywienia kotów zależy wyłącznie od miejsca zamieszkania? A może to kwestia pokoleniowa? Oddajmy głos opiekunom kotów, którzy wyjaśnią, jak i dlaczego karmią swoje koty w wybrany sposób.

Barbara, lat 72. Małe miasto w województwie podlaskim

Ja to tam karmię kota tym, co mam. To znaczy co mi zostanie z gotowania. Ledwo mam siłę sobie coś szykować, to przecież nie będę osobno kotu gotować, to nie człowiek. Zresztą powiem pani coś – zawsze miałam gospodarstwo i w gospodarstwie to jest tak, że każde zwierzę jest po coś. Krowa to mleka da, kury jajka znoszą, koń w pole idzie. A taki kot? Myszy łapie i obory pilnuje, takie ma zadanie. Więc żywi się tymi myszami i mleka trochę sobie przy tych krowach popije, to mu wystarczy. Zawsze tak było. Ale że teraz gospodarstwa już nie ma, to i kot ma mniejszą szansę się wyżywić. Dlatego mu wystawiam w wiadrze te resztki, co mi zostaną z kuchni, to sobie tam co wybierze. No a jak będzie głodny, to sobie upoluje, przecież to kot.

Janina, lat 59. Małe miasto w województwie podlaskim

W domu są dwa koty, rodzeństwo, córka kiedyś przywiozła. Kociaki takie, małe były i zostały, a to zaraz 10 lat będzie, jak u nas są. Co jedzą? Kupuję im karmę na targu. Przyjeżdża do nas taki pan, co ma wszystko dla zwierząt, i ma też kocią karmę. Ale nie wiem jaką, nie pytałam nigdy. To jakaś różnica? Małe ma takie ziarenka, więc koty chętnie jedzą. Kupuję kilo albo dwa i rano i wieczorem im się sypnie do miski. W ciągu dnia, jak mi coś zostaje, to też im dam – jakaś resztka mleka czy woda z puszki po tuńczyku. O, to to kochają! Mąż to bardzo lubi te nasze koty i czasem im nawet pasztetowej kawałek odkroi, ale krzyczę na niego, że to już przesada. Moim zdaniem ta karma, co im kupuję, to by im wystarczyła.

Jerzy, lat 48. Wieś w województwie mazowieckim

U nas każdy ma kota z sąsiadów. Zawsze tak było i będzie. Koty są potrzebne, żeby szczurów i myszy nie było, pilnują czy to obory, czy teraz to częściej garaży. Ja jestem zadowolony z ich pracy, mam trzy koty. Ale myślę, że one to polują bardziej dla rozrywki, bo na pewno nie z głodu. Kupuję im karmę w Biedronce, ładnie ją jedzą i nie narzekają. Tą suchą, nie puszki – z puszkami to za dużo zachodu, są cięższe i droższe. Czasem przyniosą jakąś jaszczurkę albo ptaszka nawet, sporo polują, ale mi to przynoszą, więc chyba tego nie zjadają.

Marian, lat 86. Wieś w województwie mazowieckim

Mam jednego kota, bardzo często siedzi ze mną w fotelu i razem oglądamy telewizję. Karmię go trzy razy dziennie – rano dostaje trochę mielonego mięsa i podroby. On to po prostu kocha. W południe, gdy gotuję obiad, otwieram saszetkę i daję mu mokrą karmę. Na kolację jeszcze do niedawna dawałem mu suchych granulek, żeby w nocy mógł sobie też podjadać, gdyby zgłodniał. Ale wnuk był z kotem u weterynarza i się okazało, że mój kot ma jakieś problemy z nerkami. Lekarz odradził suche jedzenie. Skoro ma jeść tylko mokre i to jakieś puszki specjalne, to poprosiłem wnuka, żeby mi je zamówił w internecie. Zobaczymy, czy kot będzie chciał to jeść. No ale chcę, żeby był zdrowy. Chociaż z tego mięska rano nie będę rezygnował. On tak to lubi, że aż się trzęsie.

Autor: Aleksandra Więcławska
Array
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments