Dziękujemy Ci, Marcjanno!


Sidney, gdy zamieszkała z nami, zrobiła wszystko, a właściwie nie musiała robić nic, aby zaskarbić sobie nasze uczucia… I od tej chwili nic nie jest takie samo… Dziękujemy Ci, Marcjanno!

 

Wstęp
Cześć! Mam na imię Marcjanna . Za pięć miesięcy będę miała dziesiąte urodziny.
Ale nie to jest najważniejsze w mojej historii.. Otóż za tydzień będę miała kota! Pięknego kota! Jeśli macie książkę z rasami kotów, to poszukajcie tam rasę cornish rex. Kornisz to piękny i elegancki kot z pofalowaną sierścią.
Moja kotka, bo to będzie samiczka, ma na imię Mutina, ale my będziemy nazywać ją Sidney. Jest ubarwiona trójkolorowo: białym, brązowym i czarnym. Tak naprawdę to dokładnie nie wiem jak wygląda, bo przecież zobaczę ją dopiero za tydzień!!!
Rozdział I
W tym rozdziale napiszę jak doszło do tego, że będę miała swojego upragnionego kota
Zaczęło się od wystawy kotów w Opolu , o której dowiedział się mój tatuś z pewnej gazety. Kiedy powiedział mi, że pojedziemy na tę wystawę zaczęłam podskakiwać na łóżku
z radości. Usłyszałam tylko:
– Ale nie myśl sobie, że kupimy tam kota!
Zawsze to słyszę, kiedy są jakieś kociaki do sprzedania, bo tatuś, jak twierdzi, jest uczulony na koty, a ponadto ich nie cierpi!
Więc nigdy o tym, jak bardzo chciałbym mieć kota nie wspominałam , tylko marzyłam. Marzyłam w duchu…
Ale wystawa, to co innego!
Kiedy wreszcie dojechaliśmy na miejsce, pobiegłam przodem, a za mną zadyszani rodzice! Weszliśmy, a tam było setki kotów! Mówię wam, raj! Aż nie wiadomo, od którego zacząć oglądanie! Było tam wiele ras; persy, Maine Coony, norweskie, devony a nawet zwykłe koty domowe. No i oczywiście małe kornisze! Zanim zobaczyliśmy Sidney[1], całą naszą rodzinę zachwycił jej brat. Był koloru bitej śmietany, więc mamusia od razu nazwała go Śmietanowiec. Ale z kocurkami są wielkie problemy, bo sikają po kątach, więc wybraliśmy kotkę! Jak mówiłam w pierwszym rozdziale- piękną kotkę![2]
Więc nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie do nas przyjedzie! Już rozmyślam,
jak to będzie, gdy zacznę hodować małe kotki..
Opowiem wam, jaki mam plan:
  1. Nasza Sidney urodzi swój pierwszy miot. Wśród kociąt będzie brzydki rudo- czarny kotek, którego nikt nie będzie chciał, więc zostanie z nami i przyjmie imię Amarant..
  2. Następnie Sidney urodzi drugi miot, dla którego znajdziemy inne domy.
  3. Z trzeciego miotu Sidney zostawimy sobie przepiękną koteczkę, którą nazwiemy Chichotka…
…Na razie to tyle z mojego planu, bo muszę się jeszcze dużo o kotach uczyć, jeśli chcę być dobrym hodowcą..
Rozdział II
W tym rozdziale opiszę, jak wyglądało moje pierwsze spotkanie z kotkiem…
Nareszcie dziś zobaczę moją wymarzoną Sidney! Musimy pojechać po nią aż
do Wrocławia, bo tam umówiliśmy się z jej właścicielami. Strasznie mi się to wszystko dłuży,
a jeszcze musimy wstąpić do sklepu po kilka najpotrzebniejszych rzeczy dla kota.
Wreszcie dotarliśmy na umówione miejsce, a była to Galeria Dominikańska. I tam stało się coś strasznego. Tatuś musiał jeszcze coś załatwić , więc zostawił mnie i mamusię w galerii.
I kiedy zadzwoniła właścicielka, że kot jest już do odebrania, nie mogłyśmy się dodzwonić
do tatusia. Nie byłoby to takie straszne, gdyby nie fakt, że to właśnie tatuś miał pieniądze
na tego kotka. Wtedy pomyślałam sobie najgorsze: tatuś się rozmyślił i udaje, że nie słyszy telefonu…Tak jednak się nie stało i już niedługo podpisywałam dokumenty , a kiedy
to zrobiłam, mamusia powiedziała, żeby wyciągnąć kota , bo to było prawdziwe kupowanie kota w worku! [3]
Gdy zobaczyłam moją Sidney i wzięłam ją wreszcie na ręce, poczułam jakbym przytulała kogoś najbliższego na świecie, kogoś, na kogo czekałam całe swoje dziecięce życie! Byłam tak szczęśliwa , że do końca nie wiedziałam, czy to jest na pewno mój kotek…
Nie będę opowiadać, co było dalej, bo niczego nie pamiętam!!!
Od czasu naszego pierwszego spotkania minął dokładnie rok, i od tamtej pory moja kotka jest zawsze ze mną : zasypiam przy jej mruczankach, odrabia ze mną lekcje i czeka na mnie przy drzwiach , gdy wracam do domu, omiaukując mnie przy tym z pretensją, dlaczego
ją zostawiłam.
Dziękuję Ci, Sidney!
Rozdział III
W tym rozdziale moja mamusia napisze kilka słów o kocie
Przecudowny koci świat pokazała mnie i mojemu mężowi nasza córka Marcjanna.
To ona od najmłodszych lat, najpierw przebierając się za słodko miauczącego kotka , potem wymuszając na nas kupno specjalistycznego czasopisma, jakim jest „KOT”[4], przygotowywała swoich niczego nie spodziewających się rodziców na przyjście kota do naszego domu.
 Ja szybko dałam się przekonać, że koty to wspaniałe zwierzęta, ale mój mąż długo
nie wykazywał entuzjazmu. Wszystko jednak uległo zmianie od momentu rzeczonej wystawy kotów, na której poznaliśmy cornish rexa. Mąż uświadomił sobie, czym tak naprawdę dla naszej córki są koty. Zobaczył w jej oczach przeogromną miłość i wielką nadzieję, że jej wieloletnie marzenie nareszcie się spełni. Dlatego razem z mężem postanowiliśmy, że kupimy tego kotka, pomimo astronomicznej, jak nam się wtedy wydawało, sumy.
A Sidney, gdy zamieszkała z nami, zrobiła wszystko, a właściwie nie musiała robić nic, aby zaskarbić sobie nasze uczucia… I od tej chwili nic nie jest takie samo…
Dziękujemy Ci , Marcjanno!

 


[1] Sidney- moja kotka
[2] przypis rodziców: Tak naprawdę dopiero na drugi dzień po wystawie, po przeprowadzeniu bardzo długich dyskusji, zdecydowaliśmy się, że weźmiemy kota do siebie do domu.
[3] przypis rodziców: naszą uwagę na wystawie przykuł Śmietanowiec, ale po powrocie do domu zdecydowaliśmy się na kotkę , dlatego tak naprawdę nie wiedzieliśmy, jak ona wygląda.
[4]przypis rodziców: ponieważ córka miała wówczas ok. 5 lat, to ja musiałam czytać jej do poduszki ciekawostki z życia hodowców.

Autorem opowiadania jest Marcjanna Maryszewska, lat 13.

Na zdjęciach: CH MUTINA Orgo*PL

Marcia jest dziewczynką. I kocha koty. Jej koty to koty rasowe – wraz z mamą prowadzą hodowlę kotów cornish rex Kicikicimiau*PL. Marcia kocha Artisto (o Artisto jeszcze będzie). I ma niewątpliwy talent literacki. Wierzymy, że będzie go rozwijać 🙂

Wszystkie zdjęcia udostępnione przez hodowlę Kicikicimiau*PL.