Gabryś, Klemens i Rudolf – nasze dzieci


Obudziłyśmy się rano, i na poduszce, pośrodku spał kotek. Mały, szary kotek. Radość, niedowierzanie, pytania do mamy „Naprawdę nasz?”... 22 lata temu zamieszkał ze mną pierwszy kot. I potem koty mieszkały z nami już zawsze.

Obudziłyśmy się rano, i na poduszce, pośrodku spał kotek.
Mały, szary kotek.
Radość, niedowierzanie, pytania do mamy „Naprawdę nasz?”…
 

22 lata temu zamieszkał ze mną pierwszy kot. I potem koty mieszkały z nami już zawsze.
 
Wiedziałam, że w moim dorosłym życiu też będzie kot. Niedługo po tym jak zamieszkaliśmy razem pojawił się Klemens, a później Rudolf. Nasze koty.
 
Zawsze po 21, gdy Gabryś już śpi, naczynia zmyte, a owoce zjedzone Rudolf staje na parapecie i zaczyna miauczeć.
Czasem obudzi Gaba, a czasem nie.
Zawsze na podłodze naszego mieszkania można znaleźć rozniesione ziarenka kociego żwirku.
Czasem Gab je zje, a czasem nie.
Zawsze po nocy w trybie pilnym trzeba odkurzyć kanapę. Prześcieradło. Dywan. I podłogę też.
Czasem? Nie! Zawsze mamy sierść na ubraniu.
Kocie miski stoją na blacie w kuchni, chociaż wcale nie tam jest ich miejsce.
Czasem koty i tak zrzucą mu chrupka do schrupania, którego nie da sobie żadną siłą odebrać.
Drapak to obowiązkowy mebel naszego mieszkania.
Lubią go koty. Czasem Gabryś też.
Żwirek w kuwecie tak fajnie się przesypuje. Wie o tym cała nasza trójka.
  
Koty nauczyły Gaba cierpliwości. Dzielenia się. Delikatnego dotyku. Rzucania.
Gabryś rozumie, że kot może nie mieć ochoty na głaskanie (zaskakujące, że analogicznie, nie może zrozumieć, że ja nie mam siły nosić go przez cały dzień).
Nawet gdy Gab płacze, a kot przejdzie obok niego – pogłaszcze go. To taki piękny dotyk, tych jego małych, pulchnych rączek. Wita się z nimi każdego dnia. Dzieli posiłkiem. Bawi.
Godzinam biega i ciągnie za sobą sznurek z przyczepioną myszką – byleby kot za nim biegł. Ściga się z nimi w tunelu.
Nawet patrzenie na kota, który się myje lub goni własny ogon, sprawia mu radość. Skąd wiem? Bo śmieje się wtedy jak nigdy.
 
Gabryś wie, że kot to również obowiązek.

Gdy tylko usłyszy, że żwirek w kuwecie jest przesypywany, przerywa zabawę i pędem biegnie do łazienki. W tym momencie ja porzucam czynności wszelakie i pędzę za nim.
Gab staje w drzwiach ubikacji. Palcem pokazuje na kota i kuwetę. Po chwili przepędza okrzykami wystraszonego Rudolfa, któremu natura każe przysypać co wydalił.
Próbuję Gaba przekonać, żeby wyszedł z ubikacji. On ma jednak inne plany. Pokazuje paluszkiem, że mam wziąć łopatkę w rękę. Sam podnosi deskę i czeka aż wszelkie nieczystości wrzucę do toalety. Na moją prośbę z wielkim hukiem ją opuszcza (dobrze, że opuszcza ;)). Czeka aż spuszczę wodę i biegnie do łazienki, gdzie myjemy ręce.
Mam nadzieję, że jak dorośnie z takim samym zapałem i chęcią będzie sprzątać po kotach.  
 

tekst i zdjęcia: Mama Gabrysia

Gabrysiowo