Gdy idziesz ulicą i znajdziesz kota… – świadectwo


Można by pomyśleć, że kot prosto z ulicy to niebezpieczeństwo. Tykająca bomba która tylko czeka, żeby wybuchnąć nam w twarz. Dlatego omijamy szerokim łukiem miauczące nieszczęście i idziemy dalej. A gdyby tak zatrzymać się? Pogłaskać? Pogadać? Poznać...

Nie miał imienia. Nazwałam go, a on mnie pokochał.

Ostatnio śledzę strony różnych fundacji dla zwierząt z całej Polski. Często przy historiach znalezionych, wyłapanych kotów powtarza się to, iż przechodnie nie zwracali uwagi na biedne kocisko, które ledwo co było w stanie miauczeć, a uciekać wcale. Dlatego piszę dla tych wszystkich, którzy przeszli obojętnie, albo stwierdzili "biedny kotek" i poszli dalej. Fundacje, domy tymczasowe i schroniska są przepełnione. Nie wzięłam stamtąd kota, wyłapałam raz dwa kociaki z ruchliwego skrzyżowania, inny zaś jest bohaterem tego tekstu.

Znalazłam się tam przypadkiem, rozpoczęcie roku szkolnego 2011. Przed szkołą pierwszaki z rodzicami czekają na wychowawców, wszyscy są zajęci sobą. Stałam tam trochę jak odludek – ani nie uczeń, ani nie rodzic. I wtedy go zobaczyłam, biegnie mała pręgowata kulka do szkoły. Zwinnie przemyka pod nogami wchodzących do środka i znika. Czekam, co dalej. Może szkoła jest na tyle otwarta, że trzyma matkę z kociakami gdzieś na tyłach? Może jacyś dobrzy ludzie tam pracują i wcale nie jest tak z nami źle? Kotek ląduje na zewnątrz. Myliłam się. Wcale nikt go tam nie chce, ale on się tym nie przejmuje. Ponawia próbę. Noga zastawia wejście. Jakieś dzieciaczki zaczęły zwracać uwagę na niego. Któreś go chwyciło, rodzic skarcił dzieciaczka. Kotek wylądował bezpiecznie na ziemi. Jakiś chłopiec przechwycił kociaka, zebrała się grupka i zaczęli się zachwycać.

Nie mogłam stać bezczynnie. Podchodzę do nich, zabieram kota i się zastanawiam: co dalej? Tam za szkołą jest ubocze, może tam go przeniosę, żeby był bezpieczny. Tylko że on nie chce być tam, gdzie nic nie ma. Chce do tych dzieciaków. Zaczyna się do nich łasić. Myślę sobie, że to się źle skończy, bo są niebezpiecznie blisko ulicy. Jeszcze raz chwytam kociaka , siadam z nim na murku i zaczynam myśleć.

W tym czasie całe to zbiegowisko zaczyna wchodzić na inaugurację. Co ja teraz mam począć? Natłok myśli, jestem w kropce. Wyglądało na to, że wiedział, co chce z tej szkoły, ale to niemożliwe, żeby tam miał dom, skoro wywalili go. Oczka średnio wyglądają, trzeba do weterynarza iść z nimi – jeśli ma właścicieli, to lepiej dla niego, jeśli więcej się z nimi nie spotka. Jeśli nikt nie zadbał o niego, znaczy się że jego przyszłość jest dosyć niepewna. Okolica niby spokojna (osiedle domków jednorodzinnych), ale samochody tutaj też szybko jeżdżą, może być kiepsko…

Kociak w tym czasie zaczął się we mnie wtulać, łapkami ugniatać, pyszczkiem miętolić moją bluzkę. Przecież nie jest na tyle mały, żeby jeszcze pić mleko matki. A może jest? Po tym "rytuale" zasnął. Może jednak nie był głodny? Z tak młodymi kociakami nie miałam doświadczenia… Jak ktoś przechodził obok mnie, to nic nie wiedział o maluchu. Dlaczego to wszystko musi być takie niejasne? Zaraz, zaraz… nad czym ja się zastanawiam? Biorę go do domu. Najwyżej po podleczeniu znajdę dla niego dom. Słodkie malce szybko "schodzą", więc nie powinno być większego problemu.

Kotek po przyjściu do domu rzucił się na jedzonko, zdrzemnął się i czuł się, jakby od zawsze u mnie mieszkał, jakby czekał, kiedy wreszcie tam się zjawi. Wyglądało to tak, jakby na to czekał.

Jesteś Feliks.

Mówi się, że jak się woła kota, to zwróci na nas uwagę, kiedy mu się będzie chciało. Ja mogę z drugiego końca domu go zawołać, a on przyjdzie. Zawsze. Widocznie czekał na swoje imię. Temu niepoprawnemu optymiście, zabójczo pięknemu rozrabiace, tylko tego w życiu brakowało. Aby ktoś dał mu imię, bo tego mu brakowało, aby był kompletny.

Wyłapałam dorosłe koty z ruchliwego skrzyżowania, one już nie pamiętają biedy, ale są mi wdzięczne za to, że są ze mną a nie na ulicy. Jednak one są umiarkowanymi entuzjastami. Tylko Feliks, kiedy tylko mnie zobaczy, w swoich oczach ma to, jakby chciał mi przekazać całą swoją kocią mową, że mnie kocha.

Jeśli spotkasz na swojej drodze kota, który woła do człowieka – odpowiedz mu. Być może tak jak ja w tej właśnie chwili, będziesz mógł kiedyś spojrzeć na swoje łóżko i zobaczyć szczęśliwego kota, który chciał, żebyś z nim. był. W nieskończoność.