Historia Klementynki


Klementynka opowiada o tym co się jej przytrafiło...

Jestem Klementynka.

Jestem jeszcze bardzo malutka, ale szczęścia to na razie mi brakowało. Nie mam tylnej łapki. Jest ucięta w połowie. Nie mogę biegać tak szybko jak inne koty, wywracam się. Strasznie mi tej łapki brakuje, dlaczego mi się to przytrafiło? Dlaczego właśnie mnie? Mama mi lizała tę łapkę, pamiętam okropny ból i strach, ale w końcu się rana zagoiła. Dobrze że nasza mama znalazła dla nas dość spokojne miejsce.

Przyszłam na świat wraz z rodzeństwem w takiej wnęce w murze, ot kilka cegieł wyjętych, ale dla nas wystarczyło miejsca. Potem mama przeniosła nas w bardziej bezpieczne miejsce. Woźny ze szkoły i inni ludzie przynosili nam jedzenie, bo przyszłam na świat właśnie na terenie szkoły. Całe szczęście, że trafiliśmy na ludzi, którzy lubią koty. Woźny to bardzo dobry człowiek, zresztą inni też. Dostaliśmy miseczki i suchą, i mokrą karmę do jedzenia. Mama zaczęła chodzić z moim rodzeństwem gdzieś dalej, ja nie dałam rady, wywracałam się, a że ulica blisko – bałam się, że nie zdążę uciec przed takimi szybko pędzącymi, ogromnymi machinami. Wyskakiwały też wyżej, a ja nie dawałam rady. Zostawałam na dole, bo wyskoczyć wyżej – to było dla mnie za wiele. Nie dałam rady. Nie miałam siły. Pewnego dnia jakby tego było mało, zniknęła moja mama. Po prostu przepadła wraz z dwoma moimi braciszkami. Nie wiem co się stało. Wtedy pojawili się ludzie z fundacji, która pomaga kotom.

Woźny mnie złapał i wsadził do transporterka. Teraz wiem co to jest. Wtedy byłam przerażona, co oni ze mną zrobią, dlaczego mnie zamknęli w jakimś pudełku? Pamiętam moje małe serduszko, strasznie waliło. Przyjechał po mnie taki człowiek i zabrał. O rany co ja przeżyłam, myśli kłębiły się w mojej głowie i gnębiło pytanie – gdzie on mnie zabiera? Dotychczas znałam ten malutki kawałek świata a tu teraz on mnie gdzieś zabiera. Widzę teren całkiem dla mnie obcy, rany jaki ten świat jest wielki! No nie, pakuje mnie do jednej z tych pędzących wielkich machin. Co mnie czeka? Nie wiedziałam. Bałam się. Jakże okrutnie się bałam!

Pojechaliśmy do jakiegoś miejsca, tam była taka pani, która mnie obejrzała, coś wcisnęła w kark i wepchnęła mi coś w pyszczek. I znowu gdzieś pojechaliśmy tą machiną. Transporterek otworzyli mi dopiero w nowym miejscu i umieścili w takiej dużej klatce. Teraz wiem, że po to, abym im gdzieś nie uciekła ze strachu. Wszystko dla mnie było nowe. Od razu załapałam po co jest ten żwirek w takim dużym pojemniku. Zaglądała do mnie Tosia przez kratki – Tosię przygarnęli, bo okazało się że ma śrut w głowie. Rany jak ludzie mogą być tak okropni! Dlaczego nam to robią!? Tosia długo chodziła ze śrutem, na szczęście utkwił na kości czaszki, trafiła do fundacji do sterylizacji i okazało się wtedy że ma śrut w głowie. Szybko zdałam sobie sprawę, że tu mi nikt nic złego nie zrobi. Dawali mi dużo przeróżnych smakołyków i mnie głaskali. Po kilku dniach otworzyli klatkę i mogłam z niej wychodzić kiedy tylko chcę. O rany, mogłam biegać, bawić się po całym pomieszczeniu i nie bać się już ani tych wielkich machin, ani ludzi. Tu było spokojnie i bezpiecznie. Przez pierwsze dni poznawałyśmy się Tosią. Tosia strasznie mi się przyglądała, ciekawiło ją gdzie mam brakującą łapkę, nie wiem myślała że jak mam trzy łapki to nie jestem kotem? Teraz biegamy i bawimy się. Naprawdę biega to Tosia, ja się wywracam. Jak za dużo mnie goni, to się chowam – mam kilka takich miejsc. Ale Tosia fajna jest. Wytłumaczyła mi, że mam szczęście, że nic mnie tu złego nie spotka. Że nikt mi krzywdy nie da zrobić. Już to wiem, choć na początku nie wiedziałam co ci ludzie ode mnie chcą, głaskają i głaskają, coś mi mówią, a ja nie wiem co, bo nikt tego wcześniej nie robił. Tosia mówi, że robię postępy. No pewnie że robię. Mam dużo jedzonka, mam kilka miejsc gdzie mogę wygodnie spać. Nie wiem co ze mną będzie, będę rosnąć. Jak ja będę żyć bez tej tylnej łapki? Czy dam sobie radę? Widzę przez okno jak inne koty biegają, widzę co Tosia potrafi, ja zdaję sobie sprawę, że tak nie dam rady. Nie wiem czy tu zostanę, czy znajdą mi inny domek? Tosia mówi, że tu spotkała wiele kotów i ludzie znaleźli im fajne domki. Mówi, że nie jest pewna czy to dobre miejsce dla mnie, bo ten dom jest blisko ulicy i czy będę na tyle mądrą, aby trzymać się z daleka od ulicy. Ja jeszcze wiele rzeczy nie wiem, uczę się wielu rzeczy, każdego dnia coś nowego poznaję. Czy będę na tyle mądra? Ale co to znaczy, o co chodzi Tosi? Może znajdą mi nowy domek z daleka od ulicy? Wszystko przez tę łapkę. Pamiętam tylko straszny ból i strach. Nawet nie wiem dokładnie, jak to się stało. Stało się, a ja uciekałam i uciekałam. Jak ja uciekłam? Dobrze że mama była przy mnie. Co się z nią stało? No cóż, już się nigdy nie dowiem.

No dobrze, póki co mam dach nad głową, przyjaciółkę Tosię, zawsze pełną miskę i dobrych ludzi. Jestem mała, moje życie przecież dopiero się zaczyna. Jak już jestem bezpieczna, to jakoś to będzie. Obym tylko przestała się wywracać jak próbuję biegać. Ta jedna tylna łapka musi pracować za dwie. Tosia czasem mi mówi, że biegam za wolno, ale co ja poradzę. Ale dobrze, dzięki niej mam ruch i tylnia łapka się wzmacnia. Przecież jestem dzieckiem, dopiero rosnę, będę tak duża jak Tosia.

Niedługo napiszę co nowego w moim kocim życiu… Dziękuję, że chcieliście przeczytać moją historię. To niezwykłe uczucie wiedzieć, że są inni, którzy się interesują losem takiego malego kociaka jak ja. Koty na podwórkach, które widziałam, mówiły, że nic ludzi nie obchodzimy, jesteśmy im obojętni, a nieraz robią nam krzywdę. Tak jak Tosi kiedyś zrobili. Myślałam niedawno, że całe życie spędzę w zakamarkach, piwnicach, kto wie gdzie jeszcze. I że nikogo nie będę interesować. Ludzi się bałam, przynosili mi jedzenie, ale nie dałam się pogłaskać. No chyba, że byłam strasznie głodna to … prawie prawie. Ale teraz się nie boję i daję się głaskać. Jak ja długo będę rosnąć i będę taka jak Tosia? Chciałabym już być taka duża. No dobrze – muszę być cierpliwa…

 

Klementynka

 

Klementynka jest podopieczną Fundacji "Zmieńmy Świat", jednym z wielu uratowanych istnień  – szuka domu.

Fundacja "Zmieńmy Świat" posiada status organizacji pożytku publicznego (numer KRS 0000124918), dlatego wspierając fundację można skorzystać z 1% odpisów podatkowych. Utworzona została w Tarnowie w 2002r. Wszyscy wolontariusze pracują charytatywnie, nie pobierają wynagrodzenia za swoją pracę. Nie ma biur i etatów – wszystko co robią, robią dla zwierząt.

Celem Fundacji jest:

 – działania na rzecz humanitarnego traktowania zwierząt

– działania przeciw zabijaniu zwierząt dla futer, sportu, wykorzystania dla rozrywki

– edukacja na rzecz właściwej opieki nad zwierzętami domowymi i gospodarskimi

– dostarczaniu pokarmu kilkunastu koloniom wolno-żyjących kotów na terenie miasta

– akcje adopcyjne dla kotów przystosowanych do życia z człowiekiem

– kontrola populacji kotów poprzez sterylizacje

– zapewnieniu domków dla kotów tam gdzie okienka piwniczne są pozamykane (okres zimy)

– monitoringu populacji zwierząt bezdomnych na wybranych terenach

– kontrolowaniu warunków bytowych oraz zdrowia zwierząt.

– propagowanie wiedzy o ”głębokiej ekologii”

– edukacja na rzecz świadomego, odpowiedzialnego stosunku do świata przyrody

– edukacja na rzecz zachowania istotnych procesów ekologicznych i systemów podtrzymujących życie

– promowanie zachowań pro-ekologicznych i świadomości ekologicznej

– edukacja na rzecz, ograniczenia zużycia energii, ilość odpadów, zanieczyszczeń.

– edukacja na rzecz żywności ekologicznej oraz gospodarstw ekologicznych

– edukacja na temat szkód wyrządzanych środowisku naturalnemu przez farmy przemysłowe.