Jak wygląda schronisko dla bezdomnych zwierząt w Brazylii


Podczas urlopu w Brazylii postanowiliśmy odwiedzić miejscowe schronisko. Chcieliśmy porównać w jakich warunkach żyją schroniskowe zwierzęta w Polsce, a w jakich w tak odległym kraju. Zapraszamy do fotorelacji pani Sylwii Olechniewicz.

Podczas urlopu w Brazylii postanowiliśmy odwiedzić miejscowe schronisko. Chcieliśmy porównać w jakich warunkach żyją schroniskowe zwierzęta w Polsce, a w jakich w tak odległym kraju.

Byliśmy pod ogromnym wrażeniem! Nie spodziewaliśmy się, że zobaczymy czyściutkie boksy, zadbane, najedzone psiaki i tak miłych pracowników również w czystych białych strojach.

Przywitała nas serdecznie dyrektorka schroniska, która władała świetnie językiem angielskim, co w Brazylii niestety jest rzadkością. Pierwsze, co zwróciło naszą uwagę, to brak nieprzyjemnego zapachu, który niestety w naszych schroniskach jest standardem. Tam mimo upału nic nie śmierdziało. Psy miały wysypany żwir, a pracownik co jakiś czas zbierał odchody specjalną łopatką.

Wrażenie zrobił na nas szpital oraz lecznica znajdujące się na terenie schroniska. Pracowało tam 6 lekarzy oraz pielegniarze. Były tam sale do strzyżenia psiaków, sala chirurgiczna, kilka gabinetów, szpital dla kotów oraz szpital dla psów z podziałem – po prawej stronie psy po lewej suki.

Dyrektorka powiedziała nam, że ich celem jest sterylizacja wszystkich zwierząt w stanie. Można tam przywieźć bezdomne zwierzę z np. złamaną nogą a oni za darmo udzielą mu pomocy. Posiadają duży samochód z klatkami przeznaczony do transportu zwierząt. Podobno prowadzą wykłady i szkolenia np. w szkołach.

Schronisko finansowane jest przez rząd a dokładniej chyba przez miasto. Adopcji podobno mają sporo. Czasem 3, 4 dziennie. Mają psychologa, który pracuje nad psami agresywnymi. Mówiono nam, że nie usypia się u nich zwierząt, tylko daje im szansę. Psy są wyprowadzane codziennie na spacery przez pracownikow oraz wolontariuszy. Koty mają oddzielne pomieszczenie, ale nie mają wybiegu ze względu na ich bezpieczeństwo.

Podczas naszego pobytu pracownicy oraz lekarze walczyli o życie dopiero co narodzonego kociaka, którego mama umarła podczas porodu. Znaleziono mu mamkę, ale niestety kociak był bardzo słaby i zmarł, a wszyscy zaczęli płakać, co rownież nas mocno zdziwiło…

Cóż, inna mentalność…

 

tekst i zdjęcia: Sylwia Olechniewicz