Jest taki raj. Koci raj. Po tej stronie tęczy.


A nawet kilka. Mieszczą się w różnych rejonach świata. Wspólne cechy: mnóstwo kotów hołubionych przez mieszkańców oraz - wkład kotów w napędzanie lokalnej turystyki. Jednym z takich miejsc jest Houtong - stara, górnicza osada na Tajwanie.

A nawet kilka. Mieszczą się w różnych rejonach świata. Wspólne cechy: mnóstwo kotów hołubionych przez mieszkańców oraz – wkład kotów w napędzanie lokalnej turystyki.
Jednym z takich miejsc jest Houtong – stara, górnicza osada na Tajwanie. Dopóki kopania działa, miasto żyło i rozwijało się. Ale kiedy w latach siedemdziesiątych zamknięto kopalnię, praktyczne zamarło. Teraz, dzięki wielbicielom kotów, którzy tłumnie przyjeżdżają obejrzeć "koci raj", miasto odżyło.
Na 200 mieszkańców przypada 100 kotów. Ile kocich wizerunków zdobi domy, tablice i szyldy – nie zliczyć.
A wszystko zaczęło się za sprawą emerytki Chan Bi-yun. 9 lat temu zaczęła opiekować się pięcioma kotami swojego zmarłego sąsiada. Populacja kotów stale rosła, a wieść o niezwykłym mieście rozniosła się wśród kociarzy za pośrednictwem for internetowych. Obecnie miasto odwiedzają tłumy turystów, chętne zobaczyć na własne oczy "koci raj" i oczywiście – uszczuplając portfele – bo tyle kocich atrakcji czyha w lokalnych sklepikach.
Chan opiekuje się połową całej kociej populacji Houtong. W dokarmianiu i opiece weterynaryjnej pomagają jej wolontariusze.
Kocia bajka trwa. Wszak dbając o koty, mieszkańcy zapewniają sobie z miarę dostatnie życie.
Gdyby nie koty – byłoby tak, jak na opuszczonej stacji kolejowej przy kopalni. Ją też odwiedzają turyści. I czym prędzej wracają do kotów. Do życia.

Miłośnicy kotów Houtong założyli nawet grupę na Facebooku: http://www.facebook.com/groups/169816005788/
Można tam znaleźć mnóstwo zdjęć kocich piękności z tego tajwańskiego miasteczka.
 

opracowano na podstawie: internet

zdjęcia: Flickr