JoKot – Orkiestra Kociej Pomocy


"Mówią o nas: kociarze… A przy tym znaczący wzrok i kpiący ton… Tak to my – Kociarze! Ludzie, którzy ukochali koty."Dziś grupa osób z Warszawy opowie o swojej pasji i miłości.

 

Mówią o nas: kociarze… A przy tym znaczący wzrok i kpiący ton…
Tak to my – Kociarze! Ludzie, którzy ukochali koty.

Kociarz nie ma łatwego życia. On w szumie wiatru i szeleście liści słyszy płacz cierpiącego kota. W poruszającym się cieniu widzi przemykające kocie nieszczęście. A wtedy zatrzymuje się nad kupką skulonego futerka.

Prawdziwa Kociara nosi zawsze w torebce prócz pudru i tuszu… kocią puszkę. W samochodzie oprócz rodziny wozi kontener i suchą karmę. Bo Kociarz jest naszykowany na każdą ewentualność. Kociarz nakarmi i zadba o bliskich. Potem idzie nakarmić i zadbać o swoje stado kotów, żyjących na wolności.
 

Mamy swoje rodziny, pracę, czytamy książki, siedząc w fotelu oglądamy telewizję… Szara codzienność i obowiązki. Ale przychodzi chwila, gdy odkładamy książki, chowamy pracownicze uniformy do szaf, zrzucamy szpilki i przygładzamy na głowach tapiry. Wychodzimy niosąc klatki-łapki i kontenerki, objuczeni torbami z karmą. Wychodzimy do „naszych” kotów, nieść im pomoc, ulżyć w ciężkim życiu i bezdomności.
By działać skuteczniej, Kociarze zaczęli wspomagać i wspierać siebie nawzajem. Luźne znajomości przerodziły się z czasem w przyjaźnie i pewność, że zawsze jest ktoś, na kogo można liczyć. Zorganizowana, wspólna działalność zaczęła się już w 2005 roku, gdy Joasia (jopop) zebrała wokół siebie grupę ludzi dobrej woli. Zaangażowanych w kocie losy przybywało. A w grudniu 2009 roku powstała grupa JoKot. Nie jest organizacją ani fundacją. Nie ma własnej siedziby ani biura. Nikt nie pracuje na etacie.

Siedzibą jest zawsze otwarte na kocią krzywdę serce JoKotowców. To kilkadziesiąt osób służących swoimi samochodami, poświęcających swój czas na łapanie kocich bied. To twórcy plakatów, ogłoszeń, autorzy bazarków… To ludzie dający domy tymczasowe dla kotów i kociąt. To liczne ręce zawsze chętne do niesienia pomocy.
Bardzo trudno jest wymienić każdego. W tej grupie ludzi dobrej woli nie można pominąć weterynarzy wspomagających nas swoją wiedzą, litościwie i ze zrozumieniem traktujących kieszenie JoKotowców. Nie można w tym miejscu nie wspomnieć o „Boliłapce”, warszawskiej lecznicy współpracującej z JoKotem. To przeważnie tam trafiają „nasze” koty . Tam są kastrowane, przetrzymywane po zabiegu i (niestety) często leczone. Niestety – bo to zwiększa koszty. Jednak dla JoKota każdy kot ma prawo do godnego traktowania. Nad każdym należy się pochylić, przynieść ulgę w cierpieniu. A jeśli nie ma innej możliwości pomocy, pozwolić mu odejść godnie, bez cierpienia i bólu. Jednak o każdego kota JoKotowcy walczą do końca.

Podstawowym założeniem grupy JoKot jest niesienie pomocy zwierzętom bezdomnym i porzuconym, poszkodowanym w wypadkach, ofiarom bestialskiego traktowania. JoKot stara się reagować w miarę swoich możliwości na każde zgłoszenie, na każdą informację o grupie kotów czy pojedynczym przypadku.
 
Priorytetem JoKota jest ograniczenie urodzin kotów niechcianych. Staramy się przeciwdziałać mnożeniu kociego nieszczęścia. Nie można przejść obojętnie obok kociego dziecka umierającego od chorób czy z głodu. Gdzie chude ciałko i okaleczone przez chorobę oczy mówią o jego pełnym cierpienia życiu. A także o rychłej samotnej, bolesnej śmierci. Nie można ukryć łez podnosząc umęczone kocię.
Ograniczenie populacji osiągane jest przez kastrację i sterylizację zwierząt wolno żyjących. To metoda humanitarna i najbardziej skuteczna. Od 2005 roku już ponad 1000 kotów zostało wysterylizowanych!!!
Każdy kot po zabiegu jest wypuszczany w miejscu skąd został zabrany. Zawsze w serce zakrada się smutek na widok umykającego małego stworzenia. Towarzyszą mu myśli i błogosławieństwo Kociarza.

JoKot – próbując zaradzić niepotrzebnemu cierpieniu – stara się również nieść pomoc kocim maluchom, włączając je do programu adopcyjnego. W tym celu powstała cała sieć domów tymczasowych. Są to prywatne mieszkania Kociarzy, w których kocie dzieciaki zabrane z miejsc bez przyszłości poddawane są procesowi socjalizacji. Są leczone, szczepione i uczone korzystania z kuwety. A przede wszystkim są kochane i z pełnymi brzuszkami czekają na swój DOM. Zadaniem domu tymczasowego jest znalezienie odpowiedzialnego domu stałego dla swoich podopiecznych. To trudny proces i wielka odpowiedzialność.
Rozstania zawsze są smutne. Bo nie można zajmować się kotem nie okazując mu serca i miłości. Tylko w ten sposób, inwestując w swoich podopiecznych uczucie, można nauczyć ich kochać i ufać człowiekowi.
Do domów tymczasowych trafiają również zwierzęta zaniedbane, chore, skrzywdzone. Koty kalekie, oszpecone, ale ciągle kochające ludzi. To często koty porzucone przez opiekunów lub takie, które uciekły, a nikt ich nie szukał. Nie radzące sobie na wolności. Ulegające wypadkom, bądź trafiające na bestialskich ludzi. Wymagają często długiego i kosztownego leczenia. Są to tzw. trudne adopcje. Jednak domy tymczasowe nie poddają się. Każdemu kotu szuka się odpowiedzialnego domu. Takiego, co pokocha na całe życie i wynagrodzi cierpienie. Takiego, co patrzy sercem i w brzydalu zobaczy piękna kocią duszę, a nie umęczone czy zdeformowane ciało. Bo należy pamiętać, że skrzywdzony kot kocha podwójnie. Piękne w kotach jest to, że mimo często tragicznych przeżyć, otarcia się o śmierć nadal ufają bezgranicznie człowiekowi. Czy my – nazywający siebie ludźmi – potrafimy tak wybaczać?
Dzięki domom tymczasowym JoKota, kilkaset kotów znalazło swoje miejsce na świecie, trafiając do wspaniałych domów stałych. Z tymi domami cały czas utrzymywany jest kontakt. Staramy się nie tracić z oczu naszych podopiecznych.

Finansowe sprawy poruszę na koniec. Wstydliwie spuszczając oczy…

Jak można najprościej ująć, wyjaśnić działalność JoKota?
JoKot to Orkiestra Kociej Pomocy. To nie jest jednorazowa świąteczna akcja, tylko codzienna, szara rzeczywistość pustej kasy i kociej biedy czekającej na pomoc. JoKot to ludzie w nim działający, którzy prócz swego zaangażowania, wpłacają datki na jego działalność. To przyjaciele dzielący się swoimi zasobami, funduszami i niosący pomoc rzeczową w postaci karmy czy żwirku. To właściciele aut sami płacący za paliwo, to domy tymczasowe regulujące rachunki za swych podopiecznych.
Kocia działalność jest bardzo kosztowna. Mimo wielkiego zaangażowania nas, Kociarzy, życzliwości współpracujących z nami lecznic i naszych przyjaciół nie damy rady sami udźwignąć takiego ciężaru finansowego. Nie brakuje Kociarzom serca. Są w nich nieograniczone zasoby miejsca i każdy kot znajdzie swój kątek. Ale życie to nie tylko serce. Niestety. Jesteśmy ograniczeni pojemnością naszych portfeli i naszych mieszkań!

Ciągle poszukujemy nowych domów tymczasowych, sponsorów, ofiarodawców, nowych osób do współpracy.
Bez Waszej pomocy działalność JoKota nie ma przyszłości!!!

Prosimy więc o pomoc. TY także możesz nam ofiarować 1% podatku.
Rozejrzyj się wokoło. Zobacz czy cień pod samochodem nie jest zagłodzonym kotem. Czy ten płacz w nocy nie jest płaczem kociego malucha, który został sam. Usłysz kocie wołanie o pomoc!
Pomyśl wtedy o Kociarzach, którzy spieszą z pomocą, leczą i kochają. Przytulają poranione zwierzęta, szepcząc im do ucha słowa pociechy. Nie wzdrygają się na widok chorego brzydala. Pomyśl, że może w tej chwili trzymają za łapkę kota odchodzącego za Tęczowy Most. I jako jedyni płaczą nad jego marnym losem. Smutne życie, smutna śmierć.

Ale Ty nie musisz się pochylać. Nie musisz tego widzieć.
Jednak możesz pomóc wpłacając 1% podatku. Pomóż nam pomagać!

w rubrykę "nazwa OPP" wpisuje się Fundacja KOT – Koty Otoczone Troską
w rubrykę "Nr KRS" wpisuje się: 0000230788
w rubrykę "cel szczegółowy" wpisuje się: dla warszawskich bezdomniaków

Darowizny bezpośrednie (można je odliczyć od podstawy opodatkowania) zbieramy na konto:
Fundacja "Nasza Szkapa"
ul. Morcinka 1/3, 44-330 Jastrzebie Zdrój
nr konta: 52 1020 2472 0000 6602 0184 8472
KONIECZNIE Z DOPISKIEM "dla warszawskich bezdomniaków"

Nasza strona: www.jokot.pl

tekst: Joanna Mozer