Kefir i Morfeusz czyli o jedno oko i o jedną łapę za mało


Tyle mówimy o zagranicznych kocich celebrytach. A przecież nasze polskie koty nie są gorsze. Miewają własne fanapage, blogi i strony www. Ba, nawet same je prowadzą, dyktując swoim ludzkim opiekunom, co mają w nich zapisywać.

Jednym z najzabawniejszych (a także filozoficznych, i z misją) jest według nas blog prowadzony przez czarnego kota imieniem Morfeusz. Niekiedy głos zabiera w nim także drugi czarny kot – Kefir.
Gdy dopadnie Was chandra albo nuda – zajrzyjcie do nich. Poprawa humoru i przemyślenia – gwarantowane!

Kefir i Morfeusz to koty po przejściach. Jeden nie ma oka, drugi nie ma łapy. Za to mają w sobie 100% kotowatości. Mieszkają w Kaliszu. Jeden pochodzi z Wrocławia, drugi z Łodzi. Mają już swój wiek (bardzo dorosły). Bacznie obserwują swoje otoczenie, a wynikami tych obserwacji hojnie dzielą się z tymi, którzy chcą ich słuchać.
W ich domu nigdy nie jest nudno. A to Duża wymyśli jakąś nową zabawkę lub wizytę u weta. A to przytarga innego kotowatego, z którym biedni rezydenci muszą żyć pod jednym dachem, na stałe lub tymczasowo.
Blog Morfa i Kefira może dlatego jest tak niezwykły, bo koty mówią w nim swoim głosem, specyficznie niegramatycznym, acz pełnym humoru, śmiertelnie poważnie. Także o zwierzakach na wojnie, o Ukrainie, kocim piwie i kocich adopcjach.

Kilka wybranych zapisków poniżej (zachowana pisownia oryginalna).

wojna i inne ludzkie wynalazki

Opublikowano Styczeń 2, 2015 by Kefir & Morfeusz

są rzeczy, co nas z ludźmi, że  tak powiem, łączą. Jemy, kuwetujemy, coś tam lubimy, czegoś nie, chorujemy, zdrowiejemy, przyjaźnimy się i wnerwiamy. Normalka.

Ale niektórych rzeczy nie kumamy – ani my – koty – ani inne zwjerzaki.

Na przykład wojny. Nielubienie się tylko dlatego, że na różnych bżegach rzeki mieszkamy. I ta rzeka to robi tak, że gadamy po innemu i innych władców czy  króli czy bogów czy coś lubimy. A może to nie przez tę rzekę? Czasem to przez kreskę na mapie. Albo jakiegoś dziwnego ludzia „na czele narodu” (to wstawka Kefira), czyli takiego ważnego a szalonego co powinien se za piłką poganiać albo za kapslem albo w schronie jakim pomagać, z psami poganiać, kuwety pomyć coby mu przeszło a nie ludzi innych niszczyć i im domy rozwalać.

I nie tylko ludzi. Zwierzaki jak cierpią, a one naprawdę nie wjedzą o tych rzekach, kreskach na mapie, dobrych i złych generałach i bogach.

Straszne są takie wojny i one są blisko i często. Duża się boi czasem, że podchodzą bliżej.

Tera jest taka wojna na wschodzie, daleko niby ale blisko. Stamtąd dużo wjęcej niż dwa tysiące kilometruf jechały koty i psy… Tam, gdzie były – w schronisku – bieda 🙁 strasznie daleko, śniegiem tam zasypane, udało im się wyjechać i do Kijowa pojechały a stamtąd małym busem do Polski, długo strasznie.

Koty chore, bez kawałka kości tego co zęby tam są( będę o nim później pisał, bo tera będzie o ślepaczkach) , bez oczu, pies bez DWÓCH łap, straszne. Ale już som tu w Poznaniu i mają opjekę. Może uda się jeszcze kogoś stamtąd wyciongnąć. Tylko ten śnieg tam teraz i ta ludzka wojna….

A to som te koty:

3e621210e530 63f739755ba9 25579c06b5bb fdfb0edf351e

http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=166721

Tak było, tak piszą na JaPaczeSercem, co ja Morf tam też członkiem jestem.

Niedawno dowiedziałam się, że w ukraińskim schronisku, do którego trafiają koty mi.in. z okręgu ługańskiego, czyli terenu ogarniętego działaniami wojennymi znalazły schronienie trzy niewidome koty – koty bez oczu. Należę do Klubu Ślepaczków Ja pacze sercem, więc takim biedom staram się pomagać, tzn. kotom niewidomym i niedowidzącym.
Schronisko to piekło dla każdej żywej istoty, ale dla ślepaczków, które nie rozumieją co się wokół nich dzieje, słyszą tam obce przerażające dźwięki, czują obce przerażające zapachy. To absolutna rozpacz. Na Ukrainie teraz to rozpacz bezterminowa, właściwie dożywotnia. Przecież tam gdzie giną ludzie, gdzie trzeba opuszczać swoje domy, gdzie często brakuje wszystkiego, choćby cienia poczucia bezpieczeństwa, trudno oczekiwać pomysłu adopcji zwierzaka w potrzebie. Tam jest morze potrzeb, w tym potrzeb bezdomnych zwierząt.
Prędko podjęłyśmy decyzję, że sprowadzimy te ślepki do Polski i tu poszukamy im domów. Przecież nie dzielimy kotów na polskie i nie polskie. Nieważne są etykietki, ważne, że potrzebna jest pomoc, że możemy i powinniśmy to zrobić. Zrobić, nie kosztem tych, które czekają w polskich schroniskach, a kosztem własnego zaangażowania. Jeśli bardzo się postaramy pomożemy bardziej. W tym przekonaniu wsparła nas niezawodna Fundacja Pomocy Zwierzętom „Kłębek”, pod skrzydłami której działamy. Dziewczyny natychmiast zaoferowały pomoc – pomagamy wspólnie .
Wkrótce okazało się, że ślepków jest pięć, ale są też inne bardzo pokrzywdzone przez los. Nie mogłyśmy zabrać wszystkich, ale mogłyśmy te które radzą sobie najgorzej.
Od dłuższego czasu byłyśmy w stałym kontakcie z założycielką schroniska „Friend” – helping stray animals in Dnepropetrovsk, która ratuje i pomaga całą sobą. Marina Bolokhovets poprosiła nas o pomoc dla Miry, psa który w schronisku nie miał szans na wyzdrowienie. Fundacja Pomarszczone Szczęście zdecydowała się zaopiekować psiną.
Gdy już udało się załatwić transport i ustalić datę przyjazdu dziesięciu zwierzaków, na stronie schroniska pojawił się Ven. Dla niego nie miałyśmy żadnej miejscówki, więc stworzyłam to wydarzenie. Miałam nadzieję, że dzięki temu Ven znajdzie na czas DT. I udało się! Opieką objęła go Fundacja Animal Security. Ven przyjechał, a wraz z nim dziewięć potrzebujących kotów i jeden chory pies, którym niezbędna jest Wasza pomoc…
Ze zbiórką na koszty transportu i koszty leczenia, utrzymania czekałyśmy do momentu gdy wszyscy emigranci będą bezpieczni w naszych rękach, o 4.00 przyjechali!
Bardzo liczymy, że zostaniecie z nami, że pomożecie nam pomagać.

A teraz ja Morf mówię, jak można pomóc:
Całym sercem dziękujemy!
Fundacja Pomocy Zwierzętom „Kłębek”
93 1240 1747 1111 0010 5683 1099
tytuł wpłaty „darowizna dla kotów z Ukrainy”

jak ktoś ma fejsbóka to tam na JaPaczeSercem niech se wlezie.

Ale długi żem wpis zrobił…. dacie rade doczytać? Kurde, żem przegiął chyba.

31.11.2014

takie święto idzie, co my trochę myślimy a trochę se dynię wycinamy. Jak ja myślę, to mje to wnerwia i idę wtłuc Kefirowi, więc nie będę myślał. Niech Kefir ma spokojnego helołina.

Taki mam nastrój zadumany. Pokażę Wam ludzkie miejsce gdzie się za Tęczowy Most idzie. W innym kraju. Bo u nas to smutne są miejsca i nie lubię za bardzo o tym mówić. Ale tam daleko patrzcie, się kładzie ludziom to, co lubią, przynosi się im różne rzeczy co je lubili jak żyli i takie tam. Ja bym chciał śmierdzącą myszę dostać na grób w takim układzie. Kefir by chciał sznurówkę a Zuzanna flaki z piłki.

Kolorowo i wesoło, jakoś tak się lepiej pamięta na wesoło, no nie?

dlaczego milczymy.

Opublikowano Październik 2, 2014 by Kefir & Morfeusz

Bo najpierw Duża była daleko daleko na jakimś wschodzie. Potem wróciła i przywiozła dla nas NIC a sobie jakieś tamtejsze bakcyle i była chora. Nawet nadal jest i kaszle obrzydliwie mi przeszkadzając spać.

Ale co ważne – mjelimy objawienie i to nas też zatkało. Powaga. Nie wierzylimy w żadne objawienia poza objawianiem się saszetek z szuflady. Podzielimy się tym niebawem.

A tak z codziennych spraw: po saszetce winston, co ją ukradłem innym, żem zalał chałupę dekupażem i było git.

Leśna rośnie i zdrowieje, nadżerki znikają a dupsko już 750 gramuf waży. Zyleksisy brała i jest teraz wyrychtowana na cacy. Za dwa tygodnie szczepienie. Czy coś.

Zuza bawi się Leśną, obydwu ich NIKT nie chce.

Kefir się wykłaczył znowu, zaskoczył fszystkich, bo tym razem Dużej na kołdrze zostawił włochate cygaro.

No i słuchajcie, ten staruszek ślepy Miki – ze schroniska, co mu Duża kupiła pakiet badań, pisała niedawno o nim, to on do DOMU pojechał !!!!

No i tak jakoś leci. Jesień jest, bo mi zimno w tyłek na balkonie i kocimjętka mi zdechła.

I pamiętajcie, Dzień Zwierzęcia jest 4 października, zróbta coś małego nawet, ale DOBREGO dla zwierzęcia, co potrzebuje pomocy. Grosik dajcie albo pomózcie darem jakimś. Jakieś Fszystko zanieście do schronu. I takie tam.

Ciekawe jak JA będę świętował ?

jestem. i mam rady.

Opublikowano Luty 12, 2014 by Kefir & Morfeusz

no się udało. Ale strachu im napędziłem, nawet doktorom. Bo jak się mje znieczula, to ja świruję i takie tam.

Ale co chcę powiedzieć – musieli mnie zbadać. I poważnie – trzeba się badać, a jak się jest starym kotem to już musowo. Opłaca się, bo może szybko wyłapać jakieś choroby i wyleczyć. Bo jak nie wyłapiecie i nie wyleczycie, to trza będzie jeść beznadziejną karmę leczniczą i brać durne leki a nawet zastrzyki. Że o czopkach nie wspomnę. Więc warto się badać.

No i teraz ja wiem, że poza tym, że świruję od znieczulenia, to nic mi nie dolega. Oszczendzę Wam szczegółów GDZIE mi zaglądali, CO mi oglądali, i ILE czegoś tam wycisnęli oraz JAK się zachowałem. Uwierzcie mi, Kefir ma razję mówiąc, że – cytuję – zapisałem się złotymi zgłoskami w annałach przychodni.

Złotymi czy nie – sprzątania mieli sporo.

Ale jestem zdrowy, mam git zęby i śliczny jestem w środku, co widać na komicznej czarno białej focie. I mogę se jeść co chcę a nie jakieś lekarstwa.

Czyli warto było. No fakt, jakbym se dał badania zrobić normalnie, byłoby łatwiej, ale ja se nawet nie dam do ucha zajrzeć, taki jestem.

Teraz żem jest idealnie boski i szykuję się do zwyczajowego gonienia Kefira i jęczenia pod drzwiami.

Dzięki, żeście o mnie myśleli. No.
https://kefirimorfeusz.wordpress.com

Kefir & Morfeusz:
dwa czarne kocury z doświadczeniem, dziwnymi pomysłami i skrajnie różnymi poglądami na życie. Kefir – 3 łapy, zdziwiony wzrok i umysł renesansu Morfeusz – 1 oko, wieczne dziecko, kłębek wkurzenia. No. czasem pojawia się ktoś jeszcze ….

Morfeusz; fot. Dagmara Pietraszek

 

Kefir; fot. Dagmara Pietraszek