Koci terroryści, czyli o agresji na forach i grupach słów kilka

Dziś kilka słów o „kocich terrorystach” – kim są naprawdę? To edukatorzy czy agresorzy? Zanim jednak przeczytasz ten materiał, pamiętaj: to nie jest tekst mający na celu ocenę czyichś poglądów. Nie chcemy dyskutować o wyższości płaskiego drapaka nad stojącym (lub odwrotnie), ani wdawać się w polemikę na temat rodzajów żywienia, przyznając rację jednej lub drugiej stronie. Ten materiał ma na celu zwrócenie uwagi na problem agresji i bardzo dosadnego wyrażania swoich poglądów. To właśnie robią koci terroryści. To osoby, które uskuteczniają ataki na ludzi poszukujących informacji czy wiedzy w zakresie opieki nad kotem.

Kim są koci terroryści?

Tak naprawdę zna ich każdy z nas. Niekoniecznie trzeba być stałym członkiem for czy grup przeznaczonych do dyskusji na tematy okołokocie. Wystarczy, że zajrzymy tam choć raz, poszukując informacji o interesującej nas kwestii. I niemal od razu wiemy, o co chodzi.

Koci terroryści to osoby zwracające się do swoich dyskutantów z agresją i uważające swoje poglądy za… jedyne słuszne. To rozmówcy nieelastyczni i niezdolni do przyjmowania argumentów drugiej strony. Wszelkie zgłoszenie wątpliwości, przedstawienie swojego (innego!) poglądu, a czasem nawet zadanie dodatkowego pytania zwykle kończy się ostrym, bezpośrednim atakiem skierowanym w stronę dyskutanta.

koci terroryści
fot. Shutterstock

Jakie są ulubione tematy kocich terrorystów?

Najczęściej pojawia się kilka. To kwestie:

  • Karmienia (sucha karma vs. mokre jedzenie vs. BARF)
  • (Nie)zakładania kotom obróżek
  • Bezpieczeństwa kota, w tym w szczególności wszelkie tematy dotyczące kotów wychodzących, a także siatkowania okien i balkonów

Aby lepiej zrozumieć specyfikę problemu, przyjrzymy się niektórym wypowiedziom zaczerpniętym z grup dyskusyjnych (pisownia oryginalna).

Przykład nr 1: Jedna z kocich opiekunek pyta o dobrą, suchą karmę dla swojego mruczka. W zamian otrzymuje odpowiedź: Twój kot jest mięsożercą, a ty go niewłaściwie karmisz. Głupota nie jest czymś wartym chwalenia się. Pojawia się bardzo wiele głosów w podobnym tonie, włącznie z wypowiedziami typu: Jeśli karmisz kota suchą karmą, jesteś nieodpowiedzialny i nie powinieneś mieć pod opieką zwierzęcia.

W miarę rozwoju dyskusji jedna z użytkowniczek, nie mogąc znieść (w jej mniemaniu), nachalnej indoktrynacji, odpisuje: Nie wiem czy płakać czy się śmiać? Żyjecie w jakiejś chorej sekcie i wywalacie każdego kto ma inne zdanie, obojętnie na jaki temat. Wy jesteście chorzy i jedyny Wasz cel to narzucać swoje chore zdanie. Sytuacja, delikatnie mówiąc, niemiła. A takich dyskusji znaleźć można dziesiątki.

Przykład nr 2: Inny wątek skupia się na zabezpieczaniu okien oraz pozostawianiu kota w ogródku. Wypowiedzi zwolenników „kociej wolności”: Leczcie sie i odwalcie od dziewczyny. Jak mieszkacie w blokach to sobie kupcie…nie wiem chomika… Jak nie macie domow z ogrodem to po co meczycie te zwierzaki…Was by pozamykac..egoistki (niecenzuralne słowo). Inna wypowiedź, forumowiczki posiadającej odmienne zdanie: (…) jesteś amebą umysłową. Nie pozdrawiam.

Pytanie brzmi: czy tego typu dyskusje można jeszcze nazwać merytorycznymi? Czy raczej są to personalne wycieczki, mające jedynie na celu urażenie bądź obrażenie drugiej strony i wysłanie sygnału: moje zdanie to jedyny właściwy pogląd?

Koci terroryści w natarciu: edukacja czy… agresja?

Nie zakładamy, że kocimi terrorystami kierują wyłącznie złe intencje. Często za ostrymi reakcjami stoi troska o dobro kota, chęć edukacji i przekonania kogoś do słusznego, ich zdaniem, poglądu. Nie można jednak oprzeć się wrażeniu, że bardzo często tego typu wypowiedzi (mocne, czasem agresywne czy obrażające innych) kończą się odejściem innego dyskutanta z grupy, zrażeniem do tematu i zaprzestaniem dalszych poszukiwań odpowiedzi na nurtujące pytania, np. dotyczące żywienia swojego pupila. Czy zatem zamiast edukować, nie osiąga się w ten sposób efektu odwrotnego do pożądanego?

koty oglądają seriale
fot. Shutterstock

Z drugiej strony bywa, że takie dosadne monologi czy drastyczne metody (jak na przykład publikowanie zdjęć kotów, które wypadły z nieosiatkowanych okien) wstrząsają rozmówcami na tyle, że zmieniają zdanie lub są skłonni choćby przemyśleć temat. Jedno jest pewne: zasady savoir-vivre (także internetowego) mówią o tym, że nikt nie powinien być obrażany czy ostro atakowany za wyrażenie swojego poglądu. Warto jednak zawsze przedstawiać swoje argumenty, dyskutować, rozmawiać, przekonywać. W końcu miłość do kotów to czyste dobro!

Czy byliście kiedyś ofiarą „kociego terrorysty”? A może czasem sami czujecie, że zmieniacie się w taką osobę w przypadku, gdy mowa o konkretnych kocich kwestiach? Czekamy na wasze opinie w komentarzach.

Autor: Marta Martyniak