Kocia afera w Gdańsku


Wszystko zaczęło się od skarg składanych do ZDiZ w Gdańsku. Ci, którzy na Łostowicach mają groby swoich bliskich, żalili się, że na terenie nekropolii przebywa duża liczba kotów, które skaczą po pomnikach, załatwiają się tam i kopią w mogiłach.

Wszystko zaczęło się od skarg składanych do ZDiZ. Ci, którzy na Łostowicach mają groby swoich bliskich, żalili się, że na terenie nekropolii przebywa duża liczba kotów, które skaczą po pomnikach, załatwiają się tam i kopią w mogiłach.
Jak donosi serwis Nasze Miasto, konflikt o koty wybuchł między Ogólnopolskim Towarzystwem Ochrony Zwierząt „Animals” a Zarządem Dróg i Zieleni w Gdańsku, któremu podlega teren cmentarza.

Urzędnicy tłumaczą, iż jest to cmentarz dla ludzi, a nie miejsce do życia i zabawy dla zwierząt. Dodają, iż koty są stale podrzucane na cmentarz, dokarmiane i robi się ich zbyt dużo. Proponują, by za bramą cmentarza ustawić domki, w których zwierzęta mogłyby się schronić. Obrońcy praw zwierząt pomysł na domki chwalą, ale chcą, by na początku stanęły one na terenie cmentarza, a nie poza nim, aby koty miały czas się do nich przyzwyczaić. Domki stopniowo byłyby przesuwane poza obręb cmentarza w miejsce wyznaczone przez ZDiZ dla kotów.

– Mieliśmy kilka spotkań, podnoszono jednak argument, że koty są wolne i dzikie i że jeżeli mamy im stawiać domki, to w grę wchodzi tylko teren cmentarza, bo do niego się przyzwyczaiły – opowiada rzecznik ZDiZ. Urzędnicy przypominają też, że to przepisy określają, jakie budowle mogą powstawać na terenie cmentarzy, a domków dla kotów wśród nich nie ma.

 Zgadzamy się z ZDiZ, iż zaśmiecanie miejsc pochówku zmarłych jest niedopuszczalne, dlatego zobowiązaliśmy się pomóc w przeniesieniu miejsca karmienia kotów poza teren cmentarza. Zaakceptowaliśmy również lokalizację wskazaną przez zarząd cmentarza. Jednak miejsce to jest na tyle oddalone od tego, w którym aktualnie dokarmiane są koty, że przeniesienie ma szanse powodzenia jedynie, jeśli odbędzie się stopniowo – tłumaczy Ewa Rudzińska z OTOZ Animals w Gdyni. – Wskazaliśmy więc lokalizację na terenie cmentarza, ale za garażami, oddalone od grobów, które przez rok mogłyby posłużyć jako miejsca tymczasowego karmienia. Oczekujemy na odpowiedź.

Ten sam problem istniał już ubiegłorocznej zimy. Jedni budki i miski z jedzeniem stawiali, a inni je usuwali. Nie doszło wówczas do porozumienia..

Nie tylko w Gdańsku są przeciwni obecności kotów na cmentarzach. Jak rozwiązują ten problem gdzie indziej? I czy naprawdę nie można się dogadać w tym konkretnym przypadku? Ciekawe, co myślą o ew. przenosinach same koty…

 

A na naszym fanpage na facebooku pojawił się taki komentarz do artykułu:

Agnieszka: Na Cmentarzu Wolskim w Wawie też mieszkają koty, dosyć często je widuję, ale absolutnie mi nie przeszkadzają. Miseczek też jest sporo, co więcej Panie, które sprzedają kwiaty przed wejściem na cmentarz zbierają karmę dla kocurków, za każdym razem staram się podrzucić jakieś jedzonko dla nich. Popieram tę inicjatywę w 100%. 

Lubimy to!