Kocie anioły czasem też potrzebują pomocy


Jola Dworcowa mieszka w Łodzi, ma 60 lat, 800 zł emerytury, czyste choć skromne mieszkanie i 50 kotów. W domu kotów jest TYLKO 23. Reszta to bezdomne bidy, koczujące w miejskiej dżungli, także na dworcu, stąd przydomek ich opiekunki - Dworcowa.

Czy istnieją kocie anioły?
Oczywiście, sama znam kilka. A jednego z nich namówiłam, aby o sobie opowiedział.
Najpierw bardzo się zdziwił…
O mnie? To chyba nudne, kogo to zainteresuje? No, ale skoro prosisz, dobrze. Tylko o czym by tu… Sama nie wiem. Może najpierw opowiem o dworcu, przecież mam przydomek „Dworcowa”.
To początek opowiadania-reportażu, jaki zamieściliśmy prawie rok temu w naszym serwisie (link). Co słychać dziś u Joli Dworcowej?

Jola Dworcowa mieszka w Łodzi, ma 60 lat, 800 zł emerytury, czyste choć skromne mieszkanie i 50 kotów… Na szczęście w domu kotów jest TYLKO 23. Reszta to bezdomne bidy, koczujące w miejskiej dżungli, także na dworcu, stąd przydomek ich opiekunki – Dworcowa.

Jola je karmi, leczy, łapie na sterylizację. Jeśli kot jest dziki – wypuszcza go, ale jeśli okazuje się domowy, albo wymaga dłuższej kuracji – zostaje. Nie są to koty, które łatwo znajdują nowych opiekunów, mimo to na przestrzeni kilku lat kilkadziesiąt kotów zostało wyadoptowanych. Zawsze jednak więcej jest kolejnych nieszczęść, niż chętnych do adopcji, dlatego stado domowe tak się rozrosło.
Jola nie jest „zbieraczką”, jej koty są wysterylizowane, mają książeczki zdrowia, gdy chorują, Jola wozi je do weterynarza i wydaje ostatnie grosze na leki. Oczywiście, kilka osób stara się ją wspomagać, podrzucą karmę czy piasek, zaproponują transport do lecznicy, zapłacą rachunek u weta. Ale główny ciężar spoczywa na barkach Joli, to ona musi znaleźć siłę, aby w największy mróz pojechać na dworzec i brnąc po pas w śniegu dostać się do miejsc, gdzie głodne, przemarznięte mruczki  czekają na swoją porcję suchej karmy. To ona, łażąc wieczorem po zakazanych dziurach naraża się na ataki różnych mętów. To ona nie śpi w nocy, martwiąc się, za co jutro nakarmi swoją gromadkę.
Jola nie dba o siebie, bo na wszystko nie starcza. Właściwie cały czas jest chora – odzywają się korzonki, niedawno miała poważne zapalenie płuc, teraz zachorowała na zapalenie żył, wkrótce czeka ją operacja. Sytuacja stała się dramatyczna. Dlatego musi poprosić o pomoc.
Pomoc w każdej postaci. Karma i piasek. Pieniądze na ich zakup. Transport kotów do weterynarza (tu mogą pomóc tylko osoby z Łodzi). I oczywiście – nowe domy dla tych kotów, które są oswojone i powinny wyprowadzić się z przepełnionego do granic możliwości „domu tymczasowego”.

Domów szukają przede wszystkim:
Mrusia, czarno-biała 8-mies. wysterylizowana koteczka, wulkan energii i chęci do zabawy, przyjazna i proludzka,
Misia, milutka, czarna 8-mies. koteczka, która już miałaby domek, ale często się przeziębia i kolejne szanse ją omijają,
Myszka, bura śliczna ale bardzo płochliwa koteczka – uwielbia głaskanie, ale żeby ją pogłaskać, trzeba ją najpierw złapać,
Miki – wykastrowany, szaro-biały 2-letni kotek, odebrany złemu panu, który próbował go zabić,
Filemon –biało-rudy 2-letni wykastrowany kocurek, super-miziasty i kochający ludzi,
Trusia, 3-letnia wysterylizowana rudo-biała piękność, łaskawa i stateczna, ale z niewielkimi, alergicznymi, odnawiającymi się zmianami na skórze szyi, przez które ta wyjątkowa kotka nie może dotąd znaleźć domu,
Rodzeństwo burych kotów – Legusia i Buraś, śliczne, wysterylizowane, ok. 1-roczne, ale płochliwe i niezbyt zainteresowane kontaktem z człowiekiem, za to bardzo do siebie przywiązane, chętnie znalazłyby wspólny dom,
Kajtek – 3-letni wykastrowany kocur, kiedyś bardzo przyjazny i lubiący pieszczoty, po nieudanej adopcji wycofał się, stał się lękliwy i ostrożny, dlatego dotąd nie ma domu, choć jego wyjątkowa uroda często zwraca uwagę potencjalnych opiekunów,
Dwa koty nadałyby się do „gospodarstwa”, mogłyby mieszkać w piwnicy i za jedzenie i ciepły kąt strzec domu przed gryzoniami. Teraz siedzą u Joli na strychu, Jola ma świadomość, że są mało oswojone i mają małe szanse na los kanapowego mruczka. Dla kilku kotów raczej nie znajdzie się już domu – są niezbyt młode, niezbyt oswojone, często schorowane, nie wyróżniają się urodą. Kropka, Krzywusia, Podrzutek, Murzyn, Trójłapek i jego Mama z dworca, Piwniczek pewnie już na zawsze zostaną z Jolą i jej własnymi kotami – Ramzesem, Rumcusiem, Ciciusią, Niunią, Tofikiem, Kiciusią…
Kocie anioły bywają bardzo ludzkie i kruche… Bardziej troszczą się o koty niż swoje zdrowie. Dopiero podbramkowa sytuacja zagrożenia życia (a taką są choroby zatorowe żył i ostre stany zapalne), zmuszają je do proszenia o pomoc. Bo kto zajmie się tymi wygłodzonymi i zmarzniętymi kotami na dworcu, gdy zabraknie ich anioła?

Jeśli chcielibyście pomóc kotom Joli Dworcowej, możecie to zrobić poprzez wpłatę na subkonto Fundacji VIVA! akcja Kotylion z Łodzi, która udostępniła swoje konto:

38 1370 1109 0000 1706 4838 7307
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – Viva!
ul. Kawęczyńska 16 lok. 42a
03-772 Warszawa
koniecznie z dopiskiem „dla Joli Dworcowej”

albo poprzez zakup cegiełek na aukcji charytatywnej:

http://allegro.pl/charytatywna-pomoc-dla-pani-joli-opiekunki-kotow-i2175727435.html

 

Każda złotówka ma wartość życia. Nie tylko kociego.

Z góry dziękujemy za pomoc.