Kot hotelarz. Prosto z ulicy do luksusowego hotelu

Chociaż pracuje mniej niż rok, to już został ekspertem w kradzieży… serc hotelowych klientów. Rudzielec, który pochodzi ze zdziczałej kolonii na Long Island, przejął rolę kociego ambasadora na miesiąc przed śmiercią swojego poprzednika – Matyldy – kota rasy ragdoll. Oto kot Hamlet i jego historia.

Droga do luksusu

Obecnie kot Hamlet opływa w luksusach, jednak wcześniej takie życie było mu obce. Pewnego dnia wyruszył na wycieczkę do kolonii Hempstead na Long Island w poszukiwaniu pokarmu. To właśnie wtedy pewien samarytanin dostrzegł rudzielca siedzącego na parapecie opuszczonego domu. Kot trafił do schroniska Bidawee.

Mniej więcej w tym samym czasie „ragdollowa” ambasadorka hotelu Algonquin Matilda, która pełniła tę funkcję przez ostatnie siedem lat, przechodziła na zasłużoną emeryturę. Dlatego pracownicy hotelu zaczęli szukać godnego następcy. Bideawee skontaktowało się z Algonquinem. Pracownicy hotelu od razu zakochali się w rudym kotku z uciętym uszkiem, adoptowali go i na cześć długoletniej tradycji nazwali go Hamlet.

Rudzielec swoje pierwsze kroki w karierze hotelowej stawiał pod okiem Matyldy i trenera kotów. Następnie zadebiutował na corocznym Cat Fashion Show Algonquin. Obecnie Hamlet całe dnie spędza w holu i oczarowuje każdego, kogo tylko spotka. Jego ulubione potrawy to płatki bonito i inne smakołyki. W wolnych chwilach bawi się zabawkami, a kiedy tylko najdzie go ochota, udaje się na drzemkę do swojego wielopoziomowego pokoju.

Kot Hamlet ma nawet swojego własnego asystenta, Alice De Almeida. Jest ona odpowiedzialna m.in. za jego pocztę, którą otrzymuje od wielbicieli, obecność w mediach społecznościowych i pomoc w karmieniu. W zasadzie zaspokaja jego zachcianki – w końcu kociak jest supergwiazdą!

Hamlet z Alice de Almeida
fot. Annie Wermiel/NY Post/Hamlet z Alice de Almeida

Dlaczego kot Hamlet?

Nadając kotu takie imię, zainspirowano się aktorem Johnem Barrymorem, który znany jest z roli Hamleta w sztuce Szekspira. Według pracowników hotelu, koty są wspaniałe i sprawiają, że większość odwiedzających melduje się właśnie w tym miejscu ze względu na obecne czworonogi.

Poprzedniczka obecnego rezydenta – Matylda – była nazywana „Algonqueen”, dlatego chcąc nie chcąc Hamlet musi być „Algonking” – mówi Alice De Almeida, która upewnia się, że koci rezydenci są dobrze odżywiani, rozpieszczani i mają odpowiednią opiekę weterynaryjną.

Tradycja kocich rezydentów Algonquin

Bogata tradycja kotów-rezydentów luksusowego hotelu sięga lat dwudziestych, kiedy w holu pojawił się zabłąkany kot o imieniu Billy i… ostatecznie został na dłużej. Matylda, która zmarła z powodu udaru, była trzecią kotką o tym imieniu. Z kolei obecny Hamlet jest siódmym hotelowym kocurkiem o tym samym przydomku.

Chcielibyście, aby w polskich hotelach już od progu witały się z wami mruczki? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

Autor: Magdalena Olesińska