Czy kot wolno żyjący, który trafia do domu, może być szczęśliwy?

Wiele osób opiekuje się kotami wolno żyjącymi – dokarmia je, kastruje, często także poszukuje im domów, choćby tymczasowych. Prawie każdy zadaje sobie wtedy pytanie: czy taki mruczek, który trafia „z ulicy” do zamkniętej przestrzeni, może być szczęśliwy?

Czy taki futrzak kiedykolwiek zapomina o biednym, lecz wolnym (w naszym pojęciu) kocim życiu i swobodzie? Czy człowiek, choć ma dobre intencje, nie sprowadza jego życia do zamknięcia w „złotej klatce”? Kot wolno żyjący w domu – czy to zawsze dobry pomysł?

Kot wolno żyjący w domu – tak czy nie?

Już na początku rozwiewamy wątpliwości i odpowiadamy: jasne, że tak! Kot wolno żyjący w domu może być naprawdę szczęśliwy. To mit, że futrzaki, które zaznały dużych przestrzeni, nie odnajdą się w domu. Oczywiście, zwłaszcza pierwsze dni mogą być dla nich szokiem, jednak z reguły naprawdę szybko przystosowują się do nowych warunków.

Najmniejszy kłopot jest z maluchami. Jeśli trafia do ciebie kilkumiesięczny kotek – możesz być pewny, że jego dążenie do wolności jest bardzo niewielkie. Jednak również starsze futrzaki dobrze radzą sobie z tym wyzwaniem. Jeśli wahasz się, czy kociak z ulicy powinien trafić do bezpiecznego domu, w którym będzie miał zapewnioną właściwą opiekę, w każdym przypadku odpowiedz sobie: tak! Warto przy tym zadbać o kilka podstawowych kwestii…

Jeśli chcesz, by kot lepiej zaaklimatyzował się w nowym domu:

  • Okazuj czułość – na tyle, na ile futrzak ci pozwala (na początku może być przestraszony). W pewien sposób zrekompensujesz tym samym mruczkowi harce na podwórku. Trafił wprawdzie do zamkniętej przestrzeni, lecz takiej, w której jest rozumiany i kochany – to poczucie będzie dla niego bezcenne!
  • Baw się, baw się i jeszcze raz… Baw się! To najlepsza metoda rozładowania nadmiaru kociej energii! Bądź przy tym kreatywny – koty szybko się nudzą, zwłaszcza te, które do tej pory harcowały po drzewach 😉 . Zadbaj też o wieeelki, stabilny drapak!
  • Przez żołądek do serca – to staropolskie przysłowie dotyczy także (albo zwłaszcza!) mruczków. Oczywiście nie przesadzaj – nie warto zamieniać kota w grubą kulkę wymagającą odchudzania. Jednak odrobina pyszności nie zaszkodzi.
  • Jeśli masz już w domu innego futrzaka – pamiętaj! Zasada socjalizacji z izolacją obowiązuje także w tym przypadku!
  • Jeśli mruczek bardzo się stresuje w ciągu pierwszych dni – pomyśl o zastosowaniu feromonów. Wybierz raczej te, które są rozpylane z wkładu podłączanego do gniazdka. Obróżka feromonowa to zbyt wiele jak na sam początek.

Spacery… tak czy nie?

Trudno odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie: czy spacery przypomną kotu chwile wolności? Czy uszczęśliwią go, czy odwrotnie – sprawią, że przypomni sobie, co „stracił”?

Wszystko zależy od charakteru mruczka i jego eksploracyjnych zapędów. Na pewno warto wstrzymać się od spacerów w ciągu pierwszych kilku tygodni od momentu, gdy trafi on pod twój dach. Będzie miał wystarczająco dużo atrakcji związanych z przystosowaniem się do nowych warunków życia. Poza tym, nauka chodzenia na smyczy może wymagać trochę cierpliwości – zarówno kociej, jak i twojej. To dodatkowe wyzwanie warto zostawić sobie na później.

Jeśli jednak zobaczysz, że kot wcale nie pała miłością do takich aktywności – nie zmuszaj go. Może też wydarzyć się coś odwrotnego: tak spodobają mu się spacery na smyczy, że… będzie ci o tym dawał znać, miaucząc pod drzwiami. Jednak takie sytuacje zdarzają się także w przypadku kotów, które od początku mieszkały w domu i zakosztowały spacerowego trybu życia – nie ma tu reguły.

Jedno jest pewne – jeśli rozważasz dom dla wolno żyjącego kota, a jedyne, co powstrzymuje cię przed decyzją, to obawa, czy taki mruczek będzie szczęśliwy – nie wahaj się! Naprawdę warto!

Czy jest wśród was ktoś, kto przygarnął pupila „z ulicy” i może potwierdzić, że także takie futrzaki są szczęśliwe? Podzielcie się swoimi historiami i pokażcie na zdjęciach waszych czworonożnych przyjaciół!

Autor: Marta Martyniak