Koty jak lekarstwo

Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los. - Oscar Wilde

Jestem z natury sceptyczką, sama muszę wszystko zobaczyć, wszystkiego dotknąć. Nic na słowo. Po kolejnym zawale mamy, słowa kardiologa wprowadziły mnie w totalne zdumienie – mama otrzymała jako dodatkowy, ważny lek… KOTA!

Poszperałam w internecie i wystawiona „recepta” okazała się się w pełni uzasadniona. Dowiedziono, że kontakt z kotem powoduje obniżenie ciśnienia krwi, a także poziomu trójglicerydów i cholesterolu we krwi, dzięki czemu zmniejsza się ryzyko chorób serca i układu krążenia. Ponadto, wszelkie czynności związane z opieką nad kotem, od głaskania i podnoszenia, przez karmienie, po sprzątanie kuwety to znakomita forma aktywności fizycznej. Głaskanie kota łagodzi także dolegliwości reumatyczne. Zrealizowałam „receptę” za pomocą mojej przyjaciółki. Tak trafiła do nas 8-tygodniowa Milka (teraz prawie 11-letnia matrona). Sęk w tym, że „recepta ” od pierwszego wejrzenia zakochała się w ojcu! Podjęła się trudu leczenia jego zreumatyzowanych kości i wyciszenia charakteru raptusa. Milka okazała się też typem starej panny i ani myślała spełnić się w roli mamy. Mama bez „leku” trafiała co raz do szpitala z pozawałowymi migotaniami serca.

Po kolejnym pobycie mamy, do naszego domu 4 lata temu trafił cwaniak z Nowogrodzkiej czyli Maks. Popełniłam duży błąd, bo Maks miał tylko 6 tygodni i nawyki „dziecka” tkwią w nim nadal. Od 4 lat mama ani razu nie miała nawrotu ataków!

Osoby starsze dzięki przebywaniu z kotem lepiej znoszą wszelkiego rodzaju leczenie, poprawia się ich nastrój, nie czują się osamotnione. Głaskanie kota wpływa kojąco na dolegliwości reumatyczne, a ogólna opieka nad kotem poprawia sprawność i zdrowie.

O naszych kotach krążą legendy, „mówią”, „śpiewają” i w cudowny sposób dają mi znać, jeżeli któremuś z moich rodziców pogarsza się stan zdrowia.

Co ciekawe, czasem felinoterapia przynosi znacznie lepsze efekty niż dogoterapia (niejednokrotnie wywołuje pozytywne skutki nawet wtedy, gdy dogoterapia w ogóle nie pomogła). Wynikać to może z tego, że pies dla pewnych osób może być zbyt wymagający, zbyt hałaśliwy i zbyt bezpośredni. U takich osób kot zyskuje przychylność swoim spokojem. Liczne badania potwierdzają jak korzystne jest przebywanie w towarzystwie kota.

Na koniec należałoby jeszcze wspomnieć, że kot „działa” również poza terapią. Dane wskazują na to, że fizyczny kontakt z kotem (głaskanie, drapanie, przytulanie) stymuluje organizm człowieka do wytwarzania endorfin. Tak więc kontakt z kotem po pierwsze odpręża, po drugie pobudza nasz układ odpornościowy.

Moja rada? Mieć kota i dbać o kota. Koci lekarz, czy tylko dodatkowy mieszkaniec, to nie zabawka!

Nie wystarczy dać mu jakiś ochłap, a jak się znudzi wyrzucić. Kot to obowiązek i koszty (szczepienia, karma, żwirek) W zamian za to mamy w domu i lekarza, który za darmo leczy i przyjaciela, który nas wysłucha, a na uspokojenie wymruczy kocią mantrę.

Ludzie zestresowani, nerwowi, podatni na wahania nastrojów dzięki kontaktowi z kotem odprężają się i uspokajają, gdyż zwierzak działa kojąco i relaksująco na psychikę człowieka. Zresztą sam widok brykającego i bawiącego się w najlepsze kota może wywołać uśmiech, a nawet szczery śmiech, gdyż zwierzęta te potrafią zachowywać się w niezwykle zabawny sposób.

Nieprawdą jest, że kot to niewdzięcznik i psotnik. Nasze oba koty to czyściochy, nigdy nie narobiły szkód a i tak pięknie potrafią przytulić się do cierpiącego człowieka i ulżyć w bólu. Kot jest też „lekiem” dla dzieci autystycznych – w tym wypadku należy jednak najpierw zrobić próby alergiczne.

O naszych kotach to ja, jak przymarszczona Szeherezada, mogę opowiadać tysiące historii…

Ps. Kocham koty, skazana jestem na ich uwielbienie, wszak urodziłam się …17 lutego w Międzynarodowy Dzień Kota!