Koty z Białego Domu. Poznaj pupili amerykańskich prezydentów!


Historia kocich ulubieńców Ameryki sięga początków urzędu prezydenta. Od 1849 roku każdy prezydent USA miał zwierzęta. Tradycję tę przerwał dopiero Donald Trump.

Koty bezapelacyjnie rządzą w każdej z naszych – kociarzy – rodzin. Ich władza jest niepodzielna i niepodważalna. Jak się okazuje, mruczkowe wpływy sięgają bardzo daleko i nie brakuje ich w najważniejszym domu tego świata – w Białym Domu. Poznajcie koty z amerykańskiego Białego Domu!

Pierwsze zwierzęta USA

Czworonożni pupile od wieków są nieodłącznymi członkami prezydenckich rodzin w USA. Tradycję tę zapoczątkowali już ojcowie założyciele z Jerzym Waszyngtonem i Johnem Adamsem na czele. Amerykanie przywiązują ogromną wagę do „pierwszych zwierząt Stanów Zjednoczonych”. Ich popularność często można było równać z popularnością samych przywódców. A czasami była ona nawet większa!

Nikt tak jak zwierzak nie ociepla wizerunku człowieka na szczycie władzy i nie koi jego nerwów zszarganych przez tak ważne stanowisko. Głowy państw bez pupila to zdecydowana mniejszość. Do grupy tej należą: Donald Trump, William McKinley i James K. Polk.

Presidential Pet Museum

Uwielbienie dla prezydenckich pupili zostało przypieczętowane utworzeniem w 1999 roku instytucji, która skupia się tylko i wyłącznie na nich. Presidential Pet Museum, czyli Muzeum Prezydenckich Zwierząt opowiada historię USA poprzez pryzmat zwierzęcych towarzyszy tej najważniejszej osoby w kraju. Najpopularniejszymi zwierzakami w Białym Domu były oczywiście psy, nie brakuje jednak też kotów, a także bardziej egzotycznych gatunków, takich jak: węże, hipopotamy, niedźwiedzie, aligatory, ptaki, szopy czy króliki.

Koty z Białego Domu

Obok psów, koty należą do najpopularniejszych zwierząt domowych w Stanach Zjednoczonych. Nic więc dziwnego, że przez lata wiele mruczków gościło w domu amerykańskich prezydentów. Pierwszy prezydent George Washington nie był kociarzem – wolał konie – jednak jego żona Martha trzymała kilka kotów w rodzinnej posiadłości w Mount Vernon. Utorowały one drogę swoim mruczącym następcom. W sumie w siedzibie prezydenckiej mieszkało 19 kotów, jeden ryś, dwa lwiątka i dwa tygrysiątka. Oto najpopularniejsze koty z Białego Domu!

1. Abraham Lincoln – Tabby i Dixie

Pierwszym udokumentowanym kotem rezydującym w Białym Domu był Tabby – to kot Abrahama Lincolna. Prezydent ten był prawdziwym miłośnikiem zwierząt, w tym właśnie kotów. W sumie miał ich cztery. O jednej ze swoich kotek mówił: „Dixie jest mądrzejsza niż mój cały gabinet! I co więcej, nie odszczekuje się!”.

2. Rutherford Hayes – Siam

Prezydent ten miał trzy koty, ale to kotka Siam zapisała się na trwałe w historii. W 1878 roku została kupiona przez amerykańskiego dyplomatę w Bangkoku i wysłana w prezencie żonie prezydenta. Niestety trudy dwumiesięcznej podróży do Ameryki dały się kotce we znaki i ta odeszła w kilka miesięcy po dotarciu do nowego domu. Był to pierwszy kot syjamski na amerykańskim kontynencie. Siam wywołała niemałą sensację. Do dziś koty syjamskie w USA są bardzo lubianą rasą.

3. Theodore Roosevelt – Slippers i Tom Quartz

Prezydent ten uznawany jest za największego miłośnika kotów! A jego polidaktyczny (posiadał sześć palców) mruczek Slippers był ulubieńcem opinii publicznej. Często uczestniczył w konferencjach prasowych, przyjęciach dyplomatycznych czy bankietach. Goście niejednokrotnie musieli zaakceptować to, iż znajdują się w kocim domu i zachowywać się tak, by mruczącego gospodarza nie zbudzić. Musieli też akceptować jego spacery po stole. Innym sławnym kocurem Roosevelta był Tom Quartz (nazwany tak na cześć bohatera jednej z powieści Marka Twaina).

4. Calvin Coolidge – Tiger i Blacky

Mówi się, że Coolidge był tak wielkim miłośnikiem zwierząt, że najchętniej zamieniłby Biały Dom w ogród zoologiczny. Miał wiele zwierząt – w tym dwa koty. Kot Tiger uwielbiał spacerować z prezydentem. Owijał się wokół jego szyi jak szal. Tiger w ogóle uwielbiał spacerować, a gdy pewnego razu oddalił się zbyt daleko, prezydent postawił na nogi całe państwo. Informacje o zaginięciu Tigera znalazły się w nagłówkach gazet i komunikatach radiowych. Na szczęście wkrótce odnaleziono go błądzącego po Mauzoleum Lincolna. Oba koty wyposażono w rządowy identyfikator, by uniknąć podobnej sytuacji. Niestety nic nie powstrzymało Tigera przed wędrówkami. Ostatecznie zaginął na dobre.

5. Jimmy Carter – Misty Malarky Ying Yang

Ten sympatyczny kot syjamski należał do Amy Lynn Carter, jedynej córki prezydenta Jimmy’ego Cartera i pierwszej damy Rosalynn Carter. Pomimo pozornie żeńskiego przydomka, Misty był w rzeczywistości samcem! Uwielbiał kuchnię Białego Domu, a także muzykę, więc chętnie towarzyszył Amy podczas lekcji skrzypiec.

6. Bill Clinton – Socks

Ten kot to prawdziwa gwiazda wśród zwierząt mieszkających w Białym Domu. Czarno-biały Socks stał się niezwykle popularny i był oczkiem w głowie całego narodu. Kot ten uwielbiał pozować do zdjęć i pojawiał się wszędzie tam, gdzie działo się coś ważnego. Szczególnie lubił siedzieć na prezydenckim fotelu w Gabinecie Owalnym. Stał się ikoną amerykańskiej popkultury. Pojawiał się w gazetach, książkach, grach, na znaczkach. Niektórzy pisali do niego nawet listy! Niestety nie dogadywał się z nowym lokatorem domu – labradorem o imieniu Buddy. Prezydent mówił: „Lepiej sobie poradziłem z konfliktem palestyńsko-izraelskim niż z Buddym i Socksem”. Ostatecznie Socks zamieszkał z sekretarką prezydenta (która również uwielbiała mruczka), czego wyborcy nigdy już nie wybaczyli Clintonowi.

7. George W. Bush – India

Ta rodzina prezydencka szczególnie umiłowała sobie koty. Jedna z ich podopiecznych – kotka India – wywołała skandal dyplomatyczny. Powodem było jej imię. Do tego stopnia uraziło ono mieszkańców Indii, że ci wywołali zamieszki w stolicy indyjskiego stanu Kerala, mieście Thiruvananthapuram. George W. Bush wydał oświadczenie, w którym tłumaczył, że jego kot otrzymał imię po bejsboliście Rubénie Sierry, który miał pseudonim „El Indio”.

Koty z Białego Domu rządzą światem!

Historia kocich ulubieńców Ameryki sięga początków urzędu prezydenta. Wywoływały one uwielbienie, uśmiech, sympatię, ale także skandale dyplomatyczne! Prezydenci upatrywali w swoich pupilach przyjaciół, kompanów, namiastki normalnego domu, w którym nie tylko podejmuje się arcyważne decyzje, ale w którym istnieje także życie rodzinne. Gdyby koty z Białego Domu potrafiły mówić, prawdopodobnie doradzałyby głowom państwa w najważniejszych kwestiach. Świat z pewnością byłby wtedy choć trochę lepszy!

Autor: Nikoletta Parchimowicz