Makabryczne odkrycie w piwnicy w Suwałkach. Koty zamurowane żywcem


Działaczki fundacji, która zajmuje się opieką nad bezpańskimi zwierzętami, dokonały makabrycznego odkrycia w bloku przy ulicy 1 Maja w Suwałkach, w samym centrum miasta. Sterta ogryzionych kości i jeden żywy kot.

Działaczki fundacji, która zajmuje się opieką nad bezpańskimi zwierzętami, dokonały makabrycznego odkrycia w bloku przy ulicy 1 Maja w Suwałkach, w samym centrum miasta. Sterta ogryzionych kości i jeden żywy kot.

– Przez kilka dni słyszałam, dochodzący jakby spod ziemi, rozpaczliwy płacz – opowiada Barbara Z. – Postanowiłam to sprawdzić.

Jeden kot był zamurowany w kanale, a inne, padłe, leżały w piwnicy. – Niektóre były ogryzione, przypuszczalnie przez wygłodniałe, zamknięte w pomieszczeniu kocury – mówi Katarzyna Walijewska z fundacji „Zwierzęta niczyje”.
Budynek jest zarządzany przez Suwalską Spółdzielnię Mieszkaniową. Stanisław Sieczkowski, kierownik administracji twierdzi, że nie ma pojęcia, jak mogło dojść do takiej sytuacji. Od dwóch dni ustala to suwalska policja.

Działaczki fundacji, która zajmuje się opieką nad bezpańskimi zwierzętami, dokonały makabrycznego odkrycia w bloku przy ulicy 1 Maja w Suwałkach, w samym centrum miasta.
– Przez kilka dni słyszałam, dochodzący jakby spod ziemi, rozpaczliwy płacz – opowiada Barbara Z. – Postanowiłam to sprawdzić.

W piwnicy w jednym z pomieszczeń znajdowała się sterta kości i kilka padłych zwierząt. Natomiast w ścianie był świeżo zamurowany otwór. Gdy wykuła część ułożonej tam cegły, przerażony i potwornie wychudzony kot wydostał się z kanału na zewnątrz.

– Strach było patrzeć, jak wygląda – mówi. – Niewykluczone, że ktoś zamurował go celowo, by pozbyć się problemu.

Mieszkańcy bloku od lat narzekają na koty w piwnicach. Twierdzą, że dwa lub trzy tygodnie temu po raz kolejny zgłosili problem spółdzielni mieszkaniowej. Zarządca zadeklarował, że zrobi z tym porządek. Jak?
– W piwnicach rozkładają trutkę na szczury, którą zjadają koty i padają – twierdzą działaczki fundacji.

Zarząd spółdzielni twierdzi, iż nie wie nic na temat prac w piwnicy bloku. I odpiera zarzut, że nie dba o wolno żyjące koty.
– Na terenie osiedla rozstawialiśmy kilkanaście domków, by zwierzęta mogły tam się osiedlić – twierdzi Sieczkowski.

Przyznaje jednocześnie, że problem kotów w mieście nie jest rozwiązany. Wolno żyjące zwierzęta – zgodnie z przepisami – są odławiane, sterylizowane i wypuszczane. Wracają na wolność. Do piwnic.

źródło: wspolczesna.pl/Suwałki