Mieszkance Łańcuta chcą odebrać mieszkanie, bo dokarmia koty


Jak donosi serwis Nowiny24, pewnej mieszkance Łańcuta grozi eksmisja bo... dokarmia bezdomne koty. To efekt skarg sąsiadów na zaśmiecanie przez panią Danutę okolic domu oraz pozostawianie otwartych puszek z karmą w skrzynce na listy.

Jak donosi serwis Nowiny24, pewnej mieszkance Łańcuta grozi eksmisja bo… dokarmia bezdomne koty. To efekt skarg sąsiadów na zaśmiecanie przez panią Danutę okolic domu oraz pozostawianie otwartych puszek z karmą w skrzynce na listy.

Jeszcze kilka lat temu kotów było siedem. Teraz jest ich raptem trzy. W ich dokarmianiu pomagają kobiecie władze Łańcuta. Z Urzędu Miasta kobieta otrzymuje miesięcznie 20-30 puszek pokarmu. Sama dokupuje jeszcze 15 ze swojej niewielkiej emerytury.

Kobieta dba nie tylko o to, by koty miały co jeść, ale też gdzie się schronić przed deszczem. Stawia im kartonowe pudła pod ławką.

– Burmistrz sfinansował dla nich specjalną budkę, ale spółdzielnia ją zabrała. Postawiła ją koło swojej siedziby, a to kawałek od naszego osiedla. A koty to takie zwierzęta, które przyzwyczają się do terytorium. Nie da się im administracyjnie rozkazać, żeby przeniosły się gdzie indziej. Burmistrz nawet chciał zapłacić spółdzielni za postawienie budki dla kotów na naszym osiedlu, ale prezes się nie zgodził – opowiada pani Danuta.

– Mnie nie chodzi o koty i ich dokarmianie. Nie mam nic przeciwko temu. Problem dotyczy zaśmiecania, stawiania kartonów na środku osiedla. Ostatnio jeszcze doszedł kolejny – umieszczanie pokarmu dla kotów w skrzynce na listy. Ludzie skarżą się już nie tylko na bałagan, jaki pozostawia pani Danuta po karmieniu tych kotów, ale ostatnio jeszcze na to, że w skrzynce na listy śmierdzi. Musiałem więc posunąć się do skrajnego rozwiązania – przyznaje Andrzej Micke, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej w Łańcucie.

 

więcej: nowiny24