Mój koci terapeuta


Kefirek, Kefir, Słoneczko - takie imiona ma kocur, który pojawił się by mu pomóc i by on pomógł mi.Postanowiłam przygarnąć go po amputacji łapki - Kefirkiem zajęły się wcześniej z wielką troską dziewczyny z wrocławskiej fundacji Kocie Życie.

 

Kefirek, Kefir, Słoneczko – takie imiona ma kocur, który pojawił się by mu pomóc i by on pomógł mnie.
 
Postanowiłam przygarnąć go po amputacji łapki – Kefirkiem zajęły się wcześniej z wielką troską dziewczyny z wrocławskiej fundacji Kocie Życie.

 

Znalazłam go na ich stronie internetowej w dziale "adopcje". Chuda czarna kocinka z wygoloną sierścią wystającym jęzorkiem, na trzech łapkach.
I to spojrzenie. Wiedziałam, że dom znajdzie u mnie.
 
A ja – nie mogłam narzekać na zdrowie i ogólnie – na nic ale…..psychicznie czułam się bardzo źle. Czytając informacje o depresji, odnajdowałam w sobie większość objawów, między mną a światem była jakaś dziwna wata, brak uczyć złych czy dobrych, zimno. W końcu pojawiły się dolegliwości fizyczne – bóle za mostkiem, zmęczenie.
 
I wtedy pojawił się Kefirek. Nie wiem jak to się stało, że mimo naprawdę złego samopoczucia i zobojętnienia, zmęczenia – tak bardzo chciałam, by w moim domu zamieszkał kot.
I to konkretnie TEN KOT.
Tak miało po prostu być.
Kefirek przechodził długie leczenie, zabiegi usuwania zębów, kroplówki – i powoli powoli stawał się wielkim kocurem kanapowym. Patrzył na mnie okrągłymi wielkimi oczami, mlaskał paszczą, w której było coraz mniej zębów i pokazywał mi każdego dnia jak cieszyć się chwilami.
 
Kiedy leży w słońcu – to leży całym sobą w słońcu. Nic się nie liczy – mruży oczy i leży na dywanie w słonecznej plamie. Kiedy je – to mlaskanie wypełnia cały jego świat. Jest on i miska. Kiedy się myje – jest zajęty myciem od uszu aż po koniec ogona. Kiedy się bawi – piłeczka czy wstążka są najważniejsze we wszechświecie.
 
Uśmiecham się do niego – po prostu bez powodu. Wdaje mi się, że on się cieszy gdy to widzi. I też się uśmiecha i mówi po swojemu "ęęę" albo "echhh". Zadaję sobie mniej trudnych bolesnych pytań, cieszę się pomagając w miarę swoich możliwości innym kotom w potrzebie.
 
A w oczach Kefirka widzę radość – jego i moją także. To cała kocia terapia. Dla mnie – coś, na co czekałam wiele lat i za co jestem Kefirowi bardzo wdzięczna.
 
  
 
tekst i zdjęcia: Dagmara Pietraszek