Mrucząca gwardia Ermitażu


Legendarne koty mieszkające w Ermitażu pojawiły się w Pałacu Zimowym jeszcze za czasów panowania cesarzowej Elżbiety w połowie XVIII stulecia. Przywożono je do Petersburga z wszystkich krańców kraju. Obecnie Ermitaż zamieszkuje ok. 50 kotów.

 

Legendarne koty mieszkające w Ermitażu pojawiły się w Pałacu Zimowym jeszcze za czasów panowania cesarzowej Elżbiety w połowie XVIII stulecia, zaniepokojonej ilością myszy i szczurów w rezydencji.

Różne są wersje co do pochodzenia pierwszego kota w Ermitażu – jedni podają Kazan w Tatarstanie, inni mówią, iż pierwszego kota, przywiezionego z Holandii, umieścił w Pałacu Zimowym na początku XVIII wieku car Piotr I.

Caryca Katarzyna II, założycielka Ermitażu, nadała tym zwierzętom status wartowników galerii. Przywożono je do Petersburga z wszystkich krańców kraju. Niegdyś zwierzęta ospale chodziły nawet po salach wystawienniczych. Na niektórych obrazach widać nawet drobne ślady obecności uzbrojonych w pazury czworonogów. Za czasów carskich były na garnuszku władz, po Rewolucji Październikowej – pozostały pod opieką wolontariuszy. Podczas II Wojny Światowej i oblężenia Leningradu wyginęły wszystkie koty nie tylko Ermitażu ale i całego miasta – to był czas wielkiego głodu… Po wojnie, w 1945r. koty wróciły do Leningradu – przywieziono dwa wagony pełne kotów. W latach 60-tych populacja muzealnych mruczków rozrosła się do tego stopnia, że zaczęto wywozić je na wieś i szukać im nowych domów.

Dzisiaj koty można spotkać na zewnątrz muzeum, w oknach piwnic, ale nie w salach wystawienniczych (teoretycznie). Nie mają prawa wychodzić poza piwnice – to w podziemiach są najbardziej potrzebne do ochrony niewystawianych zbiorów muzealnych przed gryzoniami. Co prawda nowoczesne trutki na szkodniki sprawiają, że ich rola nie jest już tak poważna jak jeszcze 100 lat temu, ale zwierzęta zostały i nadal są uważane ze część „muzealnej ochrony”.
Obecnie Ermitaż zamieszkuje ok. 50 kotów.

Tradycyjnie 28 marca Ermitaż wesoło i uroczyście obchodzi Dzień marcowego kota, poświęcony muzealnym szczurołapom.

Ze względu na wysoki status kociego wojska w Ermitażu do muzeum często podrzucano lub przynoszono koty z ulicy, z którego to powodu liczba zwierząt w pałacu stale rośnie. Właśnie dlatego muzeum okresowo przeprowadza specjalne akcje dla przekazania czworonogich przyjaciół w dobre ręce.

Koty mają nawet specjalny zespół opiekunów. Dowodzi nimi Tatiana Daniłowa. Podobno wszyscy jej podwładni swoje koty wolą nawet od zbiorów, których te koty chronią.

– Kiedy kot zachoruje, zwłaszcza ciężko, od razu staje się naszym ukochanym zwierzęciem. To chyba taka nasza rosyjska natura, że najbardziej kochamy tych, którzy są najbardziej nieszczęśliwi – tłumaczy Daniłowa.

Tatiana zna imię każdego kota, potrafi też długo o nich opowiadać. Zdradza też, że nie zawsze koty grzecznie przesiadują w podziemiach czy w ogrodzie. Bywa, że nocą budzi ją alarm, idzie do sal sprawdzić, co się dzieje, a tam – kot uwięziony w jakimś eksponacie albo na kolumnie, niepotrafiący zejść. Już nie raz wzwywano straż pożarną, by ratowała niesubordynowane mruczki. Jeden z kotów nazywa się Van Dyck. On z kolei gnany ciekawością, wszedł do przewodów wentylacyjnych, właśnie w sali z dziełami Van Dycka. Potrwało dwa tygodnie, zanim udało się go stamtąd wyciągnąć…

Ermitaż to jedno z najstarszych i największych muzeów na świecie. Jego historia sięga 1760 roku. Kocie CV jest równie długie.

 

video platformvideo managementvideo solutionsvideo player

 

źródło: Głos Rosji, russianlife.com, TVP Info