Nie wstydził się miłości do zwierząt


- Jest mi niewymiernie przykro z powodu śmierci pary prezydenckiej. Nie tylko dlatego, że pan prezydent był głową państwa. Ale przede wszystkim dlatego, że jako jedyny tak wysokiej rangi polityk otwarcie mówił o swojej miłości do zwierząt

– Jest mi niewymiernie przykro z powodu śmierci pary prezydenckiej. Nie tylko dlatego, że pan prezydent był głową państwa. Ale przede wszystkim dlatego, że jako jedyny tak wysokiej rangi polityk otwarcie mówił o swojej miłości do zwierząt – Karina Schwerzler rzecznik ds. ochrony zwierząt przy Kancelarii Prezydenta RP wspomina Lecha Kaczyńskiego

Nie wstydził się tego, tak jak inni politycy. Przygarniał bezdomne zwierzęta, bywało, że znajdował potrąconego psa lub kota i nigdy nie zostawiał go bez pomocy. Znany był z tego, że dokarmiał bezdomne koty w okolicach pałacu i w szpitalu, w którym leżała kiedyś jego mama.

Pan prezydent jako pierwszy ustanowił w Kancelarii Prezydenta stanowisko głównego specjalisty ds. zwierząt. Dzięki tej funkcji mogłam pomóc wielu organizacjom, które zwracały się do mnie o pomoc. Spotykałam pana prezydenta czasami na schodach pałacu, zawsze miał dobre słowo dla mnie, zawsze pytał o moje zwierzęta i zawsze z ogromną uwagą słuchał wieści o ostatnich wydarzeniach związanych ze znęcaniem się nad zwierzętami.

Gdy w sobotę usłyszałam o ogromnej tragedii pary prezydenckiej, oprócz ogromnego szoku, pomyślałam: co teraz będzie z kotem i psem pana prezydenta. Zaoferowałam pomoc w przetrzymaniu zwierząt do czasu decyzji rodziny. Dziś wiem już, że sunia pana prezydenta zostanie u jego córki Marty, natomiast kot prawdopodobnie trafi do brata Jarosława.  Nie wiem, czy kiedykolwiek znajdzie się jeszcze polityk, który tak bezinteresownie i szczerze będzie okazywał swoje przywiązanie do zwierząt i szacunek dla nich.