Na topie

Niezwykła opowieść o niewidomej staruszce, która kocha koty

Mieszka w Krakowie. Skończyła 90 lat. Prawie nie widzi. Codziennie odwiedza koty w schronisku. Przyjeżdża do swego podopiecznego, 4-letniego...

Mieszka w Krakowie. Skończyła 90 lat. Prawie nie widzi. Codziennie odwiedza koty w schronisku. Przyjeżdża do swego podopiecznego, 4-letniego Kiciusia, odłowionego na bulwarach – opowiada Magda Hejda z Kraków Nasze Miasto.
 

Co wieczór szedł za mną na bulwary wiślane – wspomina Michalina. – Siadaliśmy zawsze na tej samej ławce. Ja rozkładałam kocyk, miski z jedzeniem, on cierpliwie czekał. Czekał nie tylko na jedzenie, ale też na porcję czułości. Niby taki niezależny, wolny kot, łazęga, a jednak spragniony dotyku ludzkiej dłoni.

Jedzenie dawno już zniknęło z miseczek, a on nie odchodził, przytulał się do mnie, nadstawiał grzbiet do głaskania, mruczał. Ma takie piękne czarne aksamitne futro. Dla niego nie jest ważne, że moje ręce nie są już sprawne, liczy się tylko to, że ręce mogą pogłaskać, przytulić. Dla mnie kot jest momentem zastanowienia, uspokojenia. Kiedy tak siedzieliśmy razem, moje problemy na chwilę gdzieś odpływały. Kiciuś odprowadzał mnie pod bramę kamienicy. Zawsze! – zapewnia.

Michalina

Naciskam dzwonek. Drzwi otwiera niewysoka, starsza pani. Zaprasza do środka, częstuje herbatą, ciastkami. Nie dziwi mnie ta gościnność. Pani domu jest lwowianką. Mimo że stoi przede mną talerz ciastek, gospodyni martwi się, że to zbyt skromny poczęstunek.

Zakłopotana, wyjaśnia, że nie mogła pozwolić sobie na specjalne zakupy, bo wczoraj złodziej wyrwał jej z kieszeni pieniądze.

Michalina niedawno skończyła dziewięćdziesiąt lat, bardzo słabo widzi. Mieszka sama w centrum Krakowa. Z jej pokolenia nie ma już nikogo. Nie żyją przyjaciele, znajomi, rodzina. Kocha książki, ale już nie jest w stanie ich czytać. Nowe okulary to ponad tysiąc czterysta złotych. Kwota nieosiągalna. Nie narzeka. Jest samodzielna, jakoś sobie radzi. W piecach kaflowych od dawna nikt nie pali, nawet w zimie. Węgiel drogi, a poza tym kto go przyniesie z piwnicy na trzecie piętro? Kilka swetrów musi wystarczyć za ogrzewanie.

Co wieczór karmiłam dziewięć, dziesięć kotów. (…) Dziś na ulicy Paulińskiej okienka piwniczne zamknięto na głucho. Podwórkowy kot, którego goni pies, jest bez szans. Jest ich coraz mniej, nie mają gdzie iść, a i ludzie bywają bezwzględni. Od kilku lat mam już tylko dwoje podopiecznych: czarnego kocura i biało-burą kotkę. To jest moja ostatnia miłość. Dla przechodniów zwykłe dachowce, dla mnie aksamitne szczęście.

 

Chcesz oceniać i komentować?
Dołącz do nas – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *