Obcy kot wszedł ci do domu? Podpowiadamy, jak się zachować w takiej sytuacji


Mruczki to ciekawskie zwierzaki. Zaglądają w różne miejsca, skusi je też otwarte okno. Co zrobić, gdy obcy kot wszedł i próbuje się zadomowić?

Mieszkańcy parterów dobrze to znają. Nagle w uchylonym oknie pojawiają się uszy, wąsy i szelmowskie oczy. Potem, wciąż nieśmiało, wsuwa się wyciągnięta na maksa szyja. Łapy jeszcze pozostają na zewnętrznym parapecie. To na wypadek, gdyby rezydentem okazał się pies i trzeba by się szybko ewakuować (choć wcale nie wszystkie koty to zniechęci). W końcu, prędzej czy później, usłyszymy stukot łapek zeskakującego mruczka. Mamy kota? Nie tak prędko! Najczęściej to, że obcy kot wszedł do naszego domu, oznacza tylko wizytę towarzyską.

Które koty to robią?

Jest mało prawdopodobne, że odwiedzi nas mruczek wolno żyjący czy taki, który uciekł i jest przerażony. Z reguły to po prostu czyjś kot wychodzący. Wychodzące zwierzaki są zazwyczaj dobrze zsocjalizowane i niektóre chętnie szukają kontaktu z obcymi ludźmi. Oczywiście nie jest to dla nich bezpieczne. Dlatego musimy się postarać nie nadużyć ich zaufania.

Dlaczego obcy kot wszedł do nas?

Czasem niestety pchają się nam do środka koty wypuszczane na zewnątrz i pozostawiane same sobie na wiele godzin, gdy właściciel np. jest w pracy. Kiedy zgłodnieją lub zmarzną, szukają pomocy na własną łapę. Często mają w tym już niezłą wprawę i kilka takich met w okolicy. Ale nawet wtedy, gdy podejrzewamy taki scenariusz, nie możemy ot tak zamknąć okna i uznać, że my się lepiej zaopiekujemy tym zwierzakiem…

Czyj to mruczek?

Co zatem powinniśmy zrobić? Wiele zależy od tego, czy coś wiemy o sytuacji zwierzaka. Jeśli nam wiadomo, że ma dom i dobrą opiekę, wygląda zdrowo i nie sprawia wrażenia, jakby nie jadł od wczoraj, to jego wizyty mają zapewne charakter towarzyski. Może kot polubił nas, a może naszą sofę… Po prostu zrobił sobie z naszego domu jeden z obowiązkowych punktów swoich wypraw. Czy powinniśmy mu na to pozwalać? Właściciel może sobie tego nie życzyć… Jednak wypuszczając kota samego z domu, musi się liczyć z takimi sytuacjami. Nie może od nas wymagać, byśmy latem mieli pozamykane okna ze względu na jego zwierzaka. Z pewnością natomiast nie wolno nam cudzego kota przetrzymywać, uniemożliwiając mu wyjście. Jeśli znamy opiekuna mruczka, uprzejmie będzie go poinformować o tym, że jego futrzak nas odwiedza.

Obcy kot wszedł – czy można go czymś poczęstować?

My, ludzie, nie uznajemy wizyt bez poczęstunku. Dlatego jeśli nas odwiedzi cudzy kot, często naszym pierwszym odruchem jest otwarcie szafki czy lodówki w poszukiwaniu czegoś, czym można by go ugościć. Pół biedy, jeśli sami mamy kota i pojęcie o tym, co można podać czworonogowi. Ale nawet wtedy trzeba być ostrożnym. Zwierzak składający nam wizytę może być na diecie leczniczej, mieć uczulenie na jakieś składniki pokarmowe itp. Oczywiście taki kot nie powinien być puszczany samopas. Ale wiadomo: teoria teorią, a życie życiem… Lepiej więc brać pod uwagę różne opcje. Zawsze natomiast można i należy postawić miseczkę z wodą.

Czym nakarmić głodnego zwierzaka

Jeżeli mruczek, który się dostał do naszego mieszkania, jest wynędzniały i ewidentnie głodny, możemy mu podać trochę jedzenia. Zwłaszcza że długi post jest szkodliwy dla kociej wątroby. Trudno więc – w takim wypadku ryzyko jest uzasadnione. Trzeba jednak koniecznie zastosować się do dwóch zasad. Po pierwsze: porcja musi być mała! Nie ma nic gorszego dla wygłodzonego organizmu niż zaserwowanie mu obfitego posiłku. Jeśli nie będzie konsekwencji (wymiotów, biegunki), równie małe porcje można podawać co parę godzin. Najlepiej, aby była to kocia karma, a jeśli jej nie mamy – trochę surowego lub gotowanego mięsa. Niech nam nie przyjdzie do głowy częstować obcego przybysza krowim mlekiem czy śmietaną. Jeżeli mamy w lodówce tylko nabiał, w grę wchodzi co najwyżej odrobina naturalnego jogurtu czy chudego twarogu.

Obcy kot wszedł do domu – i co dalej?

Pierwsza pomoc posiłkowa udzielona – co dalej? Nie mamy pojęcia, do kogo należy kot, a wygląda na potrzebującego pomocy? W takim razie musimy postępować dokładnie tak, jakbyśmy go znaleźli na ulicy. Przede wszystkim powinniśmy go zabrać do weterynarza i sprawdzić, czy nie ma czipa. Jeśli nie, należy poinformować najbliższe schronisko i gabinety weterynaryjne w pobliżu oraz dać ogłoszenia w internecie. Warto też powiesić w okolicy papierowe anonsy o znajdku. Przejrzyjmy także cudze ogłoszenia o zgubionych kotach. Te działania są konieczne, bo może zwierzak się zgubił i ktoś go szuka. Poza tym ktoś mógłby nam zarzucić, że próbujemy go sobie przywłaszczyć, mimo że działamy w dobrej wierze. Z punktu widzenia prawa najlepiej oddać znajdka do schroniska – ale dla kota to byłby dodatkowy stres…

Bądźmy ostrożni

Jeśli cudzy zwierzak wchodzi do naszego domu i nic o nim nie wiemy, musimy zachować ostrożność. Zwłaszcza jeśli mamy własne koty, pamiętajmy o tym, że obcy mruczek może być nosicielem niebezpiecznych chorób zakaźnych, szczególnie bardzo zaraźliwej białaczki. Lepiej więc nie dopuszczać do kontaktów z naszymi zwierzętami, a szczególnie trzeba zabezpieczyć ich miski, by uniknąć ich oślinienia przez przybysza. Dopóki się nie wyjaśni, czy kot ma właściciela zainteresowanego jego losem, nie ma sensu poddawać czworonoga badaniom i zabiegom weterynaryjnym – z wyjątkiem tych ratujących życie. Być może mruczek po prostu się zgubił i wkrótce wdzięczny właściciel przejmie nad nim opiekę.

Obcy kot wszedł… po gzymsie

Wizyty znanych kotów, za wiedzą i zgodą właściciela, mogą się odbywać latami, ku zadowoleniu obu (a właściwie trzech) stron. Bywają jednak sytuacje mogące przyprawić nas o zawał, a dla zwierzaka skończyć się tragicznie. Mowa o wizytach na wysokościach. Mieszkamy, dajmy na to, na drugim piętrze i nagle na naszym parapecie czy balkonie zjawia się kot… Pół biedy, jeśli przeszedł z sąsiedniego balkonu. Jeśli jednak spacerował po gzymsie… W takim wypadku przede wszystkim go nie spłoszmy, by nie próbował wracać w pośpiechu tą samą drogą. Jeśli wejdzie do środka, ostrożnie podejdźmy zamknąć drzwi i okna. Powinno być za to łatwiej znaleźć właściciela – najprawdopodobniej zwierzak mieszka w naszym budynku, na tej samej kondygnacji.

Zapisz się do newslettera Koty.pl i otrzymuj ciekawe treści przed innymi!

Autor: Dorota Jastrzębowska
Array
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments