Pałacowe koty


W piwnicach Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie królują koty. Są zatrudnione na etatach, mają nawet własną opiekunkę.

O podziemiach Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie opowiada się legendy. W czasach PRL-u powtarzano plotkę o tajnych lochach Urzędu Bezpieczeństwa, przeciwatomowych schronach dla najważniejszych działaczy PZPR oraz tunelach łączących PKiN z Domem Partii i rampą kolejową. Wszystko to bujdy. Gmach ma zaledwie dwie podziemne kondygnacje. Wyższa pełna jest rur, kabli i urządzeń klimatyzacyjnych, bez których Pałac nie mógłby funkcjonować. Piwnice pod wieżą łączą się z tymi pod czterema bocznymi skrzydłami i Salą Kongresową.

Niższe piętro znajduje się jedynie pod częścią wieżową budynku – to długi pusty korytarz. Tutaj królują pałacowe koty. Są zadbane, mają podawaną karmę, wymieniany żwir w kuwetach, opiekę weterynaryjną i własną opiekunkę.

Koty są w Pałacu od zawsze. To znaczy od lat 50 i chwili powstania Pałacu. Bywało ich różnie: kiedyś 60, teraz między 25 a 29. Dzięki nim nie ma w pałacu myszy i szczurów.

Są wśród nich koty przypominające rasowe syjamy, persy i brytyjczyki – spadek po niegdysiejszym bujnym handlu obywateli zza wschodniej granicy, co się nie sprzedało – wypuszczali. A najbliżej było kotom do piwnic PKiN…

Co ciekawe – koty mają oficjalnie przyznane etaty, czyli są pełnoprawnymi pracownikami Pałacu.