Poznańskie koty giną w niewyjaśnionych okolicznościach


Pani Ewa obliczyła, że w ciągu czterech lat na osiedlu Kwiatowym zaginęło ponad 30 kotów. Sama opiekuje się kilkunastoma zwierzętami, a w ostatnim czasie kilka z nich zostało zaatakowanych.

Pani Ewa obliczyła, że w ciągu czterech lat na osiedlu Kwiatowym zaginęło ponad 30 kotów. Sama opiekuje się kilkunastoma zwierzętami, a w ostatnim czasie kilka z nich zostało zaatakowanych. – Za pierwszym razem myśleliśmy, że kota po prostu zaatakowało większe zwierzę – przyznaje pani Ewa. I dodaje: – Przy kolejnym jednak, kiedy w lecznicy zrobiliśmy zdjęcie rentgenowskie, okazało się, że kota dwukrotnie postrzelono. Jedna kula utknęła w brzuchu, a druga kilka milimetrów od kręgosłupa. Od czerwca tego roku do ogrodu pani Ewy wróciły trzy koty z objawami zatrucia. Tylko jednego udało się uratować.

Piotr Jaworski z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami przyznaje, że w dużych miastach agresja wobec wolno bytujących zwierząt, zdarza się dość często. – Koty wolno bytujące to takie, które żyją półdziko w miastach. To właśnie na nich skupiają się akty agresji, jak choćby straszenie czy przepędzanie, ale i trucie oraz o wiele gorsze rzeczy – mówi Piotr Jaworski. – Trzeba jednak pamiętać, że od pierwszego stycznia 2012 roku koty wolno bytujące są objęte ochroną. Dzielnice i samorządy powinny się nimi zająć.

Jak podkreśla Piotr Jaworski to ważne, aby pomagać półdzikim zwierzętom w rozsądny sposób, czyli nie generować napięć pomiędzy sąsiadami. Jeżeli chcemy je dokarmiać, to należy wybrać miejsce, które nie będzie przeszkadzało innym, czyli nie będzie nakręcało ich agresji – mówi.

Czytaj więcej: http://www.gloswielkopolski.pl/artykul/3524079,koty-gina-w-poznaniu-sa-trute-ktos-do-nich-strzela,2,id,t,sa.html