Prawdziwa historia o sfinksie


Pomysłowość ludzka nie zna granic. Przekonała się o tym JoAnna Dyck z Alberty w Kanadzie.

Kobieta marzyła o kocie rasy sfinks. Urzekły ją swoim wyglądem oraz bezwłosą, ciepłą i aksamitną skórą.

Wreszcie jej marzenie się spełniło. Kupiła sfinksa za 560 dolarów. Z dostawą do domu. Gwoli sprawiedliwości, to hodowca nie wyraził zgody na wizytę kobiety w hodowli i zabranie wymarzonego kociaka. Jedyną opcją był dowóz przez firmę trudniącą się transportem zwierząt. I już to powinno wzbudzić niepokój kobiety.

Cóż, kociak, którego sobie upatrzyła, wyglądał na zdjęciach tak uroczo… nie mogła się oprzeć. Machnęła ręką. Ot, wymysły hodowcy, może nie chce stresować swoich pupili wizytami obcych ludzi.

Maluch, który do niej trafił, był bardzo mały. Na oko liczył zaledwie jakieś 8 tygodni. Na dobrą sprawę, powinien jeszcze przez miesiąc przebywać ze swoją mamą.

Vlad – bo takie imię dostał – był chudziutki i całkiem bezwłosy. Nie miał wibrysów, a kształt jego pyszczka nie odbiegał od wyglądu prawdziwego małego sfinksiątka. Niestety, był też mało zsocjalizowany. I wciąż płakał. Bał się człowieka, nie lubił podnoszenia, brania na ręce, przytulania. Nie dogadywał się też z pozostałymi kotami JoAnny. Z bólem serca postanowiła znaleźć mu nowy dom.

Vlad trafił do Shaniyi Yung. Nowa opiekunka zwróciła uwagę na wygląd kociaka oraz jego zachowanie. Skóra malca była pokryta małymi skaleczeniami i rankami. Zaniesiony do kuchni, zwierzak po prostu usiadł na podłodze, trzęsąc się z zimna i strachu. I nie chciał się ruszyć na krok. Zachowanie kompletnie jak nie u sfinksa. Ta rasa uwielbia kontakt z człowiekiem, kocha ciepło, a ludzka skóra i dotyk są dla niej wyjątkowo atrakcyjnymi mobilnymi grzejniczkami. Coś było nie tak.

 

ogolony kot
fot. Facebook

Shaniya zabrała Vlada do lecznicy. Tam szybko odkryto prawdę. Nie był rasowym sfinksem, lecz dachowcem, którego ktoś w bezwzględny i okrutny sposób pozbawił sierści – przy pomocy golarki, trymera, a być może także kremu do depilacji, ludzkiej depilacji. Nie miał wibrysów, bo je wyrwano. Rany na ogonie były już zainfekowane, weterynarz rozważał nawet amputację.

Uzbrojona w baterię lekarstw i zaleceń, Shaniya Yung wróciła z kotkiem do domu. Tam, pod jej troskliwą opieką, malec zaczął dochodzić do siebie, rany się goiły, a skóra zaczęła porastać delikatną sierścią. Po tygodniu Vlad przeistoczył się w pięknego owłosionego rudzielca. Praca nad jego psychiką jeszcze potrwa.

Jaki morał z tej historii? Prosty – rasowe koty kupujmy wyłącznie z legalnych hodowli, zarejestrowanych w uznanych międzynarodowych organizacjach felinologicznych, wyłącznie po wcześniejszej wizycie w hodowli i zapoznaniu się z warunkami, w jakich żyją zwierzęta. Bierzmy rodowody, pamiętając iż powinny zawierać do kilku pokoleń wstecz. Warto też pamiętać, iż kupowany kociak powinien mieć skończone co najmniej 12 tygodni życia. A najlepiej – adoptujmy kota. Kocia miłość mieszka w sercu, nie w rodowodzie.