Roman Czejarek i Fikander


Z moim kotem mamy wspólne... ulubione danie. To jajecznica na szynce. Kot wie kiedy nadchodzi niedziela i grzecznie czeka w kuchni na swoją porcję. Jego jest bez soli i mniej wysmażona.

Mój kot jest… tajemniczy i zaskakujący. Inaczej mówiąc kroczy własnymi drogami. To drugi kot, którego mam w domu. Myślałem naiwnie, że będzie podobny do poprzedniego. Tymczasem jest zupełnie inny i jak wyjaśnili mi znajomi kociarze – to całkiem normalne! „Nie ma dwóch identycznych kotów. Kot to nie pies.” Usłyszałem od nich. Mają rację!

Mój kot ma na imię… Fikander, ponieważ… poprzedni miał na imię Gluś. To bohaterowie mojej ulubionej bajki.

Dostałem kota… nie, nie dostałem. Pojechałem po niego razem z moją Sylwią do jednej z podwarszawskich miejscowości. Małe koty biegały po podwórku nieświadome tego, że te które szybko nie znajdą właściciela czeka najprawdopodobniej dramatyczny los. Dziś żałuję, że zabrałem tylko Fikusia. Był najżywszy i pierwszy do nas podbiegł. To był bieg za cenę życia.

Mój kot najbardziej lubi… wpatrywać się w telewizor i gadać z ptakami. Telewizor umie nawet sam włączyć naduszając łapą pilota. Kanał nie jest istotny. Ważne by coś się ruszało. Ptaki ma za oknem w kuchni. Gada do nich godzinami, zwłaszcza do znajomej sroki, która każdego ranka siada na najbliższym kominie (mieszkamy na poddaszu).

Lubię, gdy mój kot… przychodzi do mnie wieczorem na porcję drapania. Kot czeka aż położę się do łóżka i pół minuty później, chwilę po tym jak tylko zdążę podciągnąć kołdrę już leży na mojej piersi. Bez takiej porcji pieszczot nigdy nie idzie spać.

Mojemu kotu zazdroszczę… tego, że może przespać cały dzień i nikt mu nie przeszkadza. Pracuję w radiu, od poniedziałku do piątku wstaję bardzo wcześnie by o 6.00 rano siedzieć już przed mikrofonem. Kto pracuje podobnie ten doskonale wie, co oznacza taki brak snu. Po pewnym czasie człowiek marzy o poduszce i ciepłym kocyku. Mój kot to wszystko ma.

Z moim kotem mamy wspólne… ulubione danie. To jajecznica na szynce. Kot wie kiedy nadchodzi niedziela i grzecznie czeka w kuchni na swoją porcję. Jego jest bez soli i mniej wysmażona.

Kot szczęśliwy to… kot, który kocha ludzi. Nie boi się ich, jest pewny siebie i zadowolony z życia. Niestety takich kotów nie ma zbyt wiele. Większości tych z podwórka człowiek kojarzy się z wrogiem przed, którym lepiej szybko uciec. Nawet gdy ma dobre zamiary. Ale kot o tym nie wie.

Ludzie lubiący koty… to po prostu normalni ludzie. Kto nie kocha zwierząt nie jest normalnym człowiekiem. Proste. Kropka.

Kocia muzyka to… mój kot, który przez uchylone okno wyczuje kotkę sąsiadów wiadomo w jakim okresie. Daje wtedy taki koncert, że zastanawiam się kiedy ktoś doniesie do administracji osiedla. Na szczęście ściany są grube i jakoś do tej pory sobie radzimy.

Najczęściej drę koty… w pracy, z bezdusznymi urzędnikami. Pracuję w mediach, wiele zależy tu od inwencji i szybkości działania. Nie zawsze panie sekretarki i księgowe o tym pamiętają. Dziwnie szczególnie mocno ta przypadłość dotyczy mediów publicznych. Ale może to się kiedyś zmieni? Tylko czy ja tego doczekam?

Na widok czarnego kota… cieszę się bo to przynosi szczęście!

Najczęściej odwracają kota ogonem… politycy. Mam ich każdego poranka w radiowym studiu przed mikrofonem. Niestety dotyczy to również tych polityków, którzy mają kota w domu. Widać nawet najlepsze zwierze nie ratuje od straszliwej politycznej choroby toczącej na przykład naszych parlamentarzystów. I dlatego nikt nie przekona ich, że czarne jest czarne, a białe jest białe.

Dlaczego nie pies? Spokojnie. Będzie większe mieszkanie, będzie i pies. Do kompletu.

Gdybym nie miał kota… to bym miał rybki w wielkim akwarium. Już tak było.

Gdybym był kotem… nie kupowałbym kociego żarcia w puszkach. Kiedyś zjadłem trochę przez pomyłkę. Pachniało nieźle ale smaku to już tam żadnego nie było. Bleeee!