Wizyta z kotem w salonie piękności – czy to ma sens?

Jak grzyby po deszczu, zwłaszcza w dużych miastach, wyrastają salony piękności dla kotów i psów. Oferują całą gamę zabiegów przeznaczonych dla naszych pupili. Tylko czy to naprawdę jest im potrzebne?

Salon piękności dla kotów – dziwactwo i fanaberia czy miejsce, które powinien odwiedzać każdy kociarz? Oceńcie sami.

Salon piękności dla kotów – katalog zabiegów

Na początek – co zwykle ma w swojej ofercie salon piękności dla kotów? Kąpiele pielęgnacyjne, układanie futerka, strzyżenie, trymowanie, rozczesywanie skołtunionej sierści oraz jej odżywianie (maseczki, serum regeneracyjne), perfumowanie, czyszczenie uszu i zębów – to najpopularniejsze zabiegi. Ceny? Od kilkudziesięciu do kilkuset złotych za zabieg, w zależności od jego rodzaju, wielkości kota, stanu oraz długości jego sierści.

W większości salonów za odpowiednią (niemałą!) dopłatą istnieje opcja zadbania o mruczka także po godzinach pracy salonu. Innymi słowy, na nasze specjalne życzenie – chociażby na kilka godzin przed zbliżającą się wystawą. Profesjonaliści dobierają rodzaj kosmetyków, typ zabiegu, a także doradzają, jak prowadzić codzienną pielęgnację mruczka.

Uszczęśliwianie na siłę czy niezbędny zabieg?

Salon piękności dla kotów czasem może być wybawieniem. Zwłaszcza w sytuacjach, gdy:

  • Wyszedłeś z mruczkiem na spacer i kot ubrudził sobie futerko błotem, a ty nijak nie jesteś w stanie samemu sobie z tym poradzić,
  • Przygarnąłeś kota z podwórka, a stan jego okrywy włosowej woła o pomstę do nieba,
  • Kociak potrzebuje regeneracji, na przykład po długiej chorobie, która doprowadziła jego futro do dużego osłabienia,
  • Masz do czynienia z wyjątkowo trudną w pielęgnacji rasą, zwłaszcza długowłosą, jak choćby maine coon czy kot perski.

Bywają też sytuacje kryzysowe, w których zabiegi ratują zdrowie kota. Przykładem może być historia mruczka, który wymknął się z domu i wrócił… cały oblany farbą do malowania płotów. O bezmyślności osoby, która mu to zrobiła, nie będziemy się rozpisywać. W taki momentach sama kąpiel nie wystarcza, a usunięcie zanieczyszczeń z sierści (poza wizytą u weterynarza) jest wręcz warunkiem koniecznym, by futrzak mógł przeżyć i wciąż normalnie funkcjonować.

Stres… na pewno jest!

Oczywiście, nie da się ukryć, że dla wielu kotów wizyta w takim salonie jest po prostu stresująca. O ile mruczek  wychował się w domowych pieleszach, nie jest kotem wychodzącym i dbasz o jego regularne szczotkowanie oraz podstawową pielęgnację – prawdopodobieństwo, że będzie potrzebna mu wizyta w profesjonalnym salonie, jest raczej niewielkie. Nie łudź się też, że kot doceni takie luksusy. Poza nielicznymi wyjątkami (znamy mruczki, które kochają masaże u profesjonalistów!), zabiegi raczej spowodują kocią dezaprobatę niż zachwyt. Nie mówiąc już o samym transporcie, który dla wielu czworonogów stanowi problem. Oczywiście, inaczej ma się kwestia w przypadku kotów wystawowych, od małego często przyzwyczajanych do tego typu zabiegów.

Dyskusyjna etycznie jest także kwestia używania środków uspokajających wobec nadpobudliwych czy dość agresywnych kotów. O ile w bardzo nielicznych sytuacjach, w których chodzi o zdrowie futrzaka, wydaje się być to uzasadnione, o tyle w innych przypadkach jest to po prostu przesada. Opinie na ten temat bywają podzielone. Oczywiście, żaden profesjonalny salon nie używa takich medykamentów bez poinformowania opiekuna oraz jego zgody.

Aspektów wizyt kotów w salon piękności jest zatem wiele. Czy bywacie ze pupilami w takich miejscach? Jeśli tak, to w jakich sytuacjach? Co sądzicie o zabiegach? Czekamy na wasze opinie.

Autor: Marta Martyniak