Spór o koty


Na warszawskim osiedlu Piaski (Żoliborz) mieszkańcy drą koty… o los i miejsce bytowania tamtejszych mruczków.

Na warszawskim osiedlu Piaski (Żoliborz) mieszkańcy drą koty… o los i miejsce bytowania tamtejszych mruczków.

Przed kilkoma tygodniami po skargach mieszkańców z bloków przy ul. Broniewskiego Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa zarządziła eksmisję bezpańskich kotów, które przez wiele lat mieszkały w piwnicach. Na osiedlu zawrzało. – Codziennie chodziłam i dokarmiałam koty, przynosiłam im wodę. W naszej piwnicy czuły się dobrze i bezpiecznie – mówi pani Henryka, mieszkanka bloku przy ul. Broniewskiego. – Teraz koty błąkają się po osiedlu – dodaje z rozżaleniem, wskazując swoich podopiecznych.

Kotów w piwnicach mieli dość mieszkańcy bloków, którzy uskarżali się na fetor dobiegający z piwnic. – Koty były przerażająco brudne, zapchlone, a smród roznosił się po całej klatce – opowiada 57-letnia pani Krystyna. – Po zwierzętach nikt nie sprzątał, żyły we własnych odchodach – dodaje. Zdaniem karmicielek po kotach powinien sprzątać… dozorca.

Po skargach lokatorów (niektórzy przez koty nie wchodzili do swoich piwnic od sześciu lat!) wspólnota mieszkańców zgłosiła sprawę do spółdzielni, która postanowiła się nią zająć. O pomoc w wyłapaniu kotów z piwnic zwróciła się do Straży dla Zwierząt. – Wyłapaliśmy ponad 40 kotów z trzech budynków. Warunki w tych piwnicach były fatalne. Pomieszczenia były zdewastowane, pełne kocich odchodów. Pchły skakały do kolan – opowiada Zbigniew Gruda ze Straży dla Zwierząt. Okienka piwniczne zostały zamknięte, a pomieszczenia zaczęto sprzątać i dezynfekować.

Koty przeniesiono do specjalnie wybudowanych dla nich drewnianych budek, które znajdują się na osiedlu tuż obok siedziby straży miejskiej. Budki (jest ich sześć) są ocieplone, czyste, przy każdej stoją pojemniki na picie i jedzenie ufundowane przez władze spółdzielni. Karmiciele twierdzą jednak, że koty nie są zainteresowane nowym miejscem i przechodzą obok obojętnie. – Trzeba pamiętać, że są to koty wolno żyjące. Nie przebywają cały czas w tych budkach, przychodzą tylko się najeść i odchodzą – wyjaśnia Gruda. – Poproszono nas o wyprowadzenie kotów również z innych budynków, ale nie wiemy, czy się tego podejmiemy, dostajemy bowiem telefony z pogróżkami, że zostaniemy oskarżeni o znęcanie się nad zwierzętami oraz że jesteśmy hyclami. Sprawa jest absurdalna – mówi Gruda.

Karmicielki kotów piszą petycję do lokalnych władz z prośbą o przywrócenie kotom możliwości korzystania z piwnicy. W ubiegłym tygodniu protestowały przed siedzibą spółdzielni. Grożą, że zaskarżą WSM o znęcanie się nad zwierzętami.  A na razie koty nadal dokarmiają pod blokiem. Ktoś regularnie wyłamuje też okna w piwnicach. I tylko koty zdaje się nic z tego nie rozumieją.