Tofik-kot który zasługiwał na dom


Widząc zwierzę, które pęta się gdzieś, chudziutkie, może przetrącone... Długo się zastanów, zanim odejdziesz i nie pomyślisz o jego przyszłości... Może będzie tak krótka, że nawet jego życie nie ma teraz sensu?

Leżał kot pod moim drzewkiem w ogrodzie. Zajrzałam i od razu podbiegł. Czarnobiały brudas z nadzieją w złotych oczach. Pomyślałam, że z pewnością jest głodny. Nasypałam mu karmy, która należała do mojej kotki. Zjadł natychmiast. Siedział przed oknem i miauczał. Patrzył się do domu z tęsknotą. "Pewnie ktoś go wyrzucił z domu" rzekłam sama do siebie. Chodził tak codziennie. Dostawał jeść, ale nie miałam zamiaru go przyjmować pod swój dach. Miał osiedle kleszczy w okolicach główki i szyi, ślimaki na głowie… Tarzał się i łasił wciąż. Chodził tak po całym osiedlu. Zapoznał się z moją kotką, podrapali się i było pomiędzy nimi źle. Reszta domowników nie miała najmniejszej ochoty obdarzać go jakąkolwiek nadzieją na wstąpienie do naszej rodziny. Kocurek wykazywał się wielkim sprytem i inteligencją, łowiectwem i pieszczotliwością. Nadeszła jesień. Zimna i deszczowa. Potem zima, tak mroźna że nic nie pozostawało do roboty prócz głębokiego zastanowienia się nad tym bezbronnym kotkiem. Zmarznięty i ledwo żywy przychodził pod okno i miałczał. Przyjęliśmy go do domu na zawsze. Bo naprawdę na to zasługiwał.