W pałacu prezydenckim rządzą koty


Są wszędzie. Niemal na każdej alejce ogrodu prezydenckiego można spotkać koty. Skąd ich tyle i czego chcą?

Koty w pałacu prezydenckim i ogrodach. Zdają się nikogo i niczego nie bać. Zawsze tu były, ale nie w aż takiej ilości. Wszyscy zachodzą w głowę, skąd ta inwazja?

Początkowo podejrzewano, że to sprawka córki pierwszej pary, Kingi Dudy. Ale nie. Kinga kotkę ma i owszem, lecz odwiedziła z nią Pałac tylko raz. Z kolei para prezydencka nie darzy jakimś szczególnym uczuciem mruczków, bliższe jej są psy.

Czym skończy się dochodzenie w sprawie kotów w Pałacu, nie wiadomo. Wiadomo za to, że kociej ekipy nikt nie pogoni. Zwłaszcza, że wszyscy wiedzą, jak ogromną estymą darzy te właśnie zwierzęta Pan Prezes.

Pozostaje mieć nadzieję, że szef BBN, który wie już wiele o kocim najeździe na Pałac, będzie wiedział, co robić. Aby i bezpieczeństwo kotów i prezydenckiej rodziny nie było zagrożone – podsumowuje Fakt.

Nam się wydaje, że to sprytny podstęp. Ostatnimi laty sporo mówi się o leczniczych właściwościach mruczków i ich łagodzącym wpływie na ludzkie dusze. Widać koty przyszły z pokojową misją, by zaprowadzić porządek tam, gdzie ludzie dogadać się nie potrafią.

Autor: Joanna Nowakowska