Kot złodziejem prądu? Sprawa tego mruczka trafiła do sądu

Trudno uwierzyć, jaką sprawą musiał ostatnio zajmować się rosyjski sąd. Choć brzmi to absurdalnie, rozpatrywał kwestię kota, który został oskarżony przez swoich opiekunów o… kradzież prądu. Kilka dni temu w sprawie kota zapadł wyrok – jaki? I jak w ogóle doszło do tej kuriozalnej sytuacji?

Kot podany do sądu

To wszystko wydarzyło się naprawdę. Gdzie? W rosyjskim mieście Barnaule. Pewne małżeństwo oskarżyło kota o kradzież prądu z transformatora. Wierzcie lub nie, ale sprawą na poważnie musiał zająć się jeden z rosyjskich sądów. Ale skąd w ogóle wziął się taki niedorzeczny zarzut? Czy zwierzę w ogóle można podać do sądu? Jak się okazuje, w Rosji jest to możliwe.

Jak brzmiało oskarżenie?

Biednemu kotu trochę się oberwało za swoich opiekunów. O ile można tak nazwać małżeństwo, które egoistycznie postanowiło zrzucić winę na Bogu ducha winnego zwierzaka. Oskarżenie kota miało być sprytnym sposobem na uniknięcie zapłacenia grzywny za swoje własne wykroczenie. To wspomniana para nielegalnie pobierała energię elektryczną z transformatora, za co nałożono na nią grzywnę w wysokości 79 tysięcy rubli (ok. 4,5 tys. zł). Małżeństwo miało także zapłacić za zniszczenie plomb na liczniku. Jak widać tonący… kota się chwyta.

Sprytna para zeznała w sądzie, że to wcale nie oni zerwali plombę z umieszczonego na ich dachu licznika energii elektrycznej. Zeznali, że zrobił to kot, który rzekomo ostrzył sobie na nim swoje pazury. Chcący czy niechcący, to już nie miało większego znaczenia.

czarny kot na dachu
fot. Shutterstock

Na szczęście dla kota, wezwany przed sąd elektromonter zeznał, że zwierzę nie dałoby rady tego zrobić. Przerwanie plomby byłyby dla niego zbyt trudnym zadaniem. Są na tyle solidne, że do ich usunięcia potrzeba sporego przecinaka i dla samych fachowców bywa to potężnym wyzwaniem. Kocie pazurki z pewnością poległyby podczas ewentualnej próby włamania.

W sprawie kota zapadł wyrok

Sąd niedawno wydał wyrok w sprawie kota „złodzieja”. Oczywiście uniewinnił zwierzaka. Uznał, że nawet gdyby kotu jakimś cudem udałoby się naruszyć plomby, to nie dałby rady ukraść prądu. To właściciele domu będą musieli zapłacić karę za energię, naprawę plomb i pokryć koszty sądowe. No cóż, naszym zdaniem będą musieli uporać się także z fają hejtu nałożoną na nich przez koty i kociarzy. Ciekawe, jak teraz będą układały się w tym domu kocio-ludzkie relacje.

Ręce i łapy opadają – czego to ludzie nie wymyślą… A tak na marginesie: gdyby kot naprawdę chciał, to pewnie dałby radę i z plombami, i z kradzieżą prądu. Widocznie… wcale nie chciał tego zrobić! 😉

Autor: Nikoletta Parchimowicz