White – historia drugiego kota


Chińczycy, albo ktoś inny powiedział, że dobro do ciebie powróci, a kłopoty mijają trzeba tylko troszeczkę poczekać.

W drodze do pracy, w październiku na ulicy znalazłam przerażonego, domowego, białego kota. Chwilę wcześniej ktoś wyrzucił go z samochodu w centrum Warszawy. Tak na Marszałkowskiej wprost pod koła samochodów.

Dozorca jednego z budynków, wpuścił kota do piwnicy, a ja obiecałam, że wrócę za godzinę i zabiorę zwierzaka . Wróciłam, w piwnicy budynku trwał remont, tylko stosy gruzu i ani śladu po kocie. Zaczęłam nawoływać zwierzaka, ze sterty gruzy wydobył się koci jęk. Przerażone oczy kota wskazywały na skrajny stres i cierpienie.

Pierwsze dni z kotem w domu to nie była sielanka, moja kota rezydentka „strzeliła focha”, wpadła w depresję i przestała jeść. Kot tęsknił za właścicielem i całe noce nawoływał go przez drzwi mojego mieszkania. Nie potrafił, albo na skutek stresu nie mógł korzystać z kuwety, mąż dostał uczulenia na nowego zwierzaka i jego twarz zapłonęła czerwonymi krostami.

Chińczycy, albo ktoś inny powiedział, że dobro do ciebie powróci, a kłopoty mijają trzeba tylko troszeczkę poczekać. Ten banał kolejny raz sprawdził się w moim życiu. Mamy już marzec, moja kotka świetnie się dogaduje z Whitem. Problemy z kuwetką oraz ostre objawy alergii ustały, kot okazał się wspaniałym zwierzęciem, a my z mężem zyskaliśmy szacunek znajomych za gest przygarnięcia źle potraktowanego zwierzaka. I to wspaniałe odczucie, że w morzu beznadziejnie pustych i bezwartościowych ludzi (myślę o człowieku, który wyrzucił Whita) zachowałam się jak należy.