Więcej żołędzi – więcej kleszczy


Wszystkiemu winna nie tylko stosunkowo ciepła zima, ale też urodzaj żołędzi.

Obecny i przyszły rok mają być rekordowe, jeśli chodzi o ilość kleszczy w naszych lasach, na łąkach, a nawet w miejskich parkach – przestrzegają polscy naukowcy. Ta feralna prognoza tyczy nie tylko Polski, ale i innych krajów europejskich.

Co mają żołędzie do kleszczy?

Związek tylko pozornie wydaje się bezsensowny. Przyrodnicy tłumaczą: co kilka lat następuje zwiększona produkcja żołędzi. Te z kolei stanowią źródło pokarmu dla wielu zwierząt, między innymi dla myszy leśnych. Im więcej spadnie żołędzi w danym roku, tym więcej będzie myszy w roku następnym. A to właśnie myszy leśne w ogromnej części są zarażone krętkami borelli. Im samym borelia niezbyt szkodzi. I to właśnie myszy zarażają krętkami borelii pasożytujące na nich kleszcze. Więcej myszy oznacza więcej kleszczy.

Kleszcze „rodzą się” niezakażone, nawet jeśli samica, która złożyła jaja, miała w sobie bakterie boreliozy. One nie przenoszą się na jej potomstwo. Stąd prawie każda larwa kleszcza jest wolna od boreliozy. Łapie ją dopiero później, żywiąc się krwią swoich gospodarzy. Myszy leśne są świetne w przekazywaniu krętka kleszczom – tłumaczy dr Michał Bohdziewicz z Zakładu Zoologii Systematycznej na Wydziale Biologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. – Rezerwuarem kleszczy są głównie myszy leśne, ale też nornice rude. Mają one jednak mniejsze znaczenie, bo jest ich po prostu mniej.

Lata nasienne dębów trafiają się niesystematycznie, czasem co 5 lat, czasem co 8. Nie da się tego wcześniej przewidzieć. Ale można założyć, że za dwa lata od roku nasiennego nastąpi boom kleszczowy. Ostatni rok nasienny dębów mieliśmy w ubiegłym roku.

Klimat i kleszcze

Ciepłe i wilgotne zimy oraz zmiany klimatu odpowiadają za zwiększoną przeżywalność kleszczy i wzrost ich populacji. Samice kleszczy potrafią rozmnażać się nawet w styczniu. Jedna samica składa od kilkuset do kilku tysięcy jaj.

Badania polskich naukowców oraz wcześniejsze badania zespołu amerykańskiego biologa Richard Ostfelda wskazują, iż dobrym prognostykiem zwiększonej ilości zachorowań ludzi na boreliozę jest wysyp owoców dębu oraz wzrost populacji myszy leśnych. Dotyczy to populacji kleszczy bytujących w lasach – bo tylko te były badane.

kleszcz w trawie
fot. shutterstock

Równocześnie naukowcy przestrzegają przed zbyt pochopnymi wnioskami i pomysłami, by wycinać dąbrowy czy wybijać myszy leśne. Te ostatnie są tylko jednym z możliwych gospodarzy, inni to: ptaki, sarny, lisy, inne gryzonie, kotowate, psy, człowiek.

Pozostaje profilaktyka

  • Przed wyjściem na spacer do lasu, zabezpieczmy się – wysokie buty, szczelne okrycie, używajmy specjalnych repelentów odstraszających kleszcze (do nabycia w aptekach).
  • Zabezpieczajmy naszych pupili – psy oraz wychodzące koty. Najskuteczniejsze są środki typu spot on, zakraplane na kark zwierzęcia. czytajmy etykiety, upewnijmy się, jak stosować dany specyfik, w jakiej dawce, jak często. W przypadku psów – koniecznie szczepmy przeciw babeszjozie (również przenoszonej przez kleszcze).
  • Po powrocie do domu sprawdzajmy dokładnie zarówno swoją skórę, jak i skórę naszych futrzastych podopiecznych, a napotkane kleszcze usuwajmy mechanicznie – bez smarowania ich czymkolwiek! Jeśli zauważymy grudkę lub rumień, ewentualnie objawy grypopodobne – bezwzględnie udajmy się do lekarza. Niestety, nie przy każdym zarażeniu boreliozą występuje rumień. Na szczęście nie każdy kleszcz jest nosicielem krętka borelii.
Autor: Joanna Nowakowska