Wyznanie wolontariusza


Czyli jak zachęcałam do adopcji kotów w przeddzień Światowego Dnia Kota.

W przeddzień Dnia Kota dostałam maila od redaktora pewnego internetowego portalu (nie chodzi tu o Koty.pl :)) z prośbą o odpowiedź na kilka pytań. Kit z tym, że dzień przed i na już – ale chciałabym autoryzować tekst, bo różne już czytałam przeinaczenia moich słów i moich koleżanek-wolontariuszek. A potem się nam obrywało w schronie od dyrekcji. A co gorsza, zamiast pomagać kotom, to im szkodziło.
Bo wolontariat to praca dobrowolna, owszem, zobowiązuje do czegoś, no więc staram się myśleć, że to dla dobra tych „moich schronowców” i czytam:

„Szanowni Państwo,
Piszę do Państwa w imieniu portalu informacyjnego X. Chcemy przygotować artykuł z okazji Dnia Kota, który zachęciłby ludzi do adoptowania kotów znajdujących się obecnie w Państwa schronisku (wiemy, iż posiadają Państwa koty dorosłe i dzikie do udomowienia), i bylibyśmy wdzięczny, gdyby zechcieli Państwo odpowiedzieć na poniższe pytania:

Dlaczego po kotka warto przyjść właśnie do Państwa?

Czy Państwa kociaki szybko przyzwyczajają się do nowych właścicieli?

Jak wyglądają Państwa koty z punktu widzenia zdrowia?

Czemu warto wziąć koty od Państwa, a nie te, które można kupić choćby na bazarze?

Ile kotów zwykle zostawiają ludzie u Państwa?”

No dobra, poproszę o autoryzację, chodzi o te koty, to i skrobię laborat:

„Witam,

Jestem wolontariuszem w schronisku.
Jeśli materiał miałby się pojawić – chciałabym dostać go do autoryzacji.
Niestety zbyt często już spotkałam się z przeinaczaniem wypowiedzi wolontariuszy.

„Może na dobry początek przydałoby się powiedzieć, jakie koty obecnie mieszkają w schronisku.”

Cóż, jeśli ktoś chciałby zobaczyć potencjalne koty do adopcji, może wejść na naszą stronę internetową (http://schronisko.doskomp.lodz.pl/index.php?co=adopcje&pod=3&podstr=1). Mogę jednak od razu zaznaczyć, że mruczki obecnie mieszkające w schronisku są przeważnie kotkami dorosłymi, których porzucili poprzedni właściciele i teraz czekają na swój nowy dom. Małe kocięta zdarzają się o tej porze roku rzadko, choć już niedługo zacznie się „wiosenny wysyp” kociąt. Trzeba przyznać, iż akcje sterylizacji kotów wolno żyjących oraz uświadamiania właścicieli, by sterylizowali domowe koty (choćby akcja Marzec Miesiącem Sterylizacji) dają powoli efekty – kociąt jest mniej i niż kiedyś, choć wciąż za dużo. Na stronie internetowej schroniska są opisane tylko niektóre koty, czekające na domy. Warto też zaglądać do zakładki koty w domach tymczasowych – tam też są koty do adopcji, gdy zostaną zaadoptowane i „zwolnią” miejsce – dom tymczasowy będzie mógł zaopiekować się nową kocią bidą, odchuchać ją i przygotować do dobrego startu w nowe życie.

Dlaczego po kotka warto przyjść właśnie do Państwa?”

Po kota warto przyjść wszędzie, gdzie są koty do adopcji, każdy kot zasługuje na dom i to najlepszy z możliwych.
Obecnie wiele schronisk w Polsce czipuje swoje koty. Ma to miejsce także w „moim” schronisku. Koty są kastrowane, sterylizowane, szczepione, odrobaczane, czipowane, dostają książeczki zdrowia na wyjściu.
Schronisko to jednak nie dom dla kota – duże skupiska kotów sprzyjają stresowi i zachorowaniom.

W schroniskach powinny przebywać tylko koty bezdomne – nie koty wolno żyjące – dla tych ostatnich pobyt z zamkniętym boksie, bliski kontakt z człowiekiem to trauma. Kot bezdomny to kot który miał już dom i go utracił. Kot wolno żyjący to kot dziki (zdziczały), i te koty powinny przebywać na wolności.
Co któryś kot „dzikusek” da się oswoić z czasem, ale tylko co któryś. Pozostałe przyzwyczajone do misek z karmą, nie potrafią już samodzielnie się o siebie zatroszczyć. Pytanie co lepsze – krótkie życie na wolności czy wegetacja w boksie schroniska bez szans na adopcje…
Owszem, zdarzają się „dzikuski” w schronisku, próbujemy je oswajać.

„Czy Państwa kociaki szybko przyzwyczajają się do nowych właścicieli?”

Cecha indywidualna kota. Nie ma reguł.


„Jak wyglądają Państwa koty z punktu widzenia zdrowia?”

Nie rozumiem pytania. Koty trafiają do schroniska z różnych miejsc, w różnym stanie zdrowia. Jeśli ich stan zdrowia na to pozwala, od razu na wejściu są szczepione. Jeśli chorują, są izolowane w szpitaliku i szczepione po wyzdrowieniu (szczególnie nieskuteczne są szczepionki podawane podczas antybiotykoterapii).
Zawsze mówimy, ze warto iść z kotem z adopcji do swojej lecznicy na przegląd, powtórzyć odrobaczanie.

Może się zdarzyć, iż po adopcji odporność kota przejściowo spadnie – po prostu zniknął stres schroniskowy, organizm trochę „odpuszcza”. Trwa to ok. 2 tygodni, potem się normuje.
W razie wątpliwości zawsze można skontaktować się z wolontariuszami (maile kontaktowe widnieją na stronie schroniska pod bazą kotów do adopcji), wysłuchamy, doradzimy.

 

„Czemu warto wziąć koty od Państwa, a nie te, które można kupić choćby na bazarze?”

Koty kupowane na bazarze to koty z pseudo-hodowli, rasowy=rodowodowy. To
nabijanie kabzy ludziom, którzy nie dbają o zdrowie kotów, o czystość rasy, brak wad, rozmnażają koty słabe, mieszańce, eksploatują kotki, by rodziły, rodziły… nie należą do związków hodowców, które by obligowały do przestrzegania regulaminu hodowlanego. Nie ma żadnej gwarancji iż kupi się na bazarze zdrowego kota bez ukrytych wad genetycznych. Może się okazać, iż na przyszłe leczenie kociaka wyda się więcej niż kosztowałby rasowy kociak z hodowli.
Ani FPL ani PZF nie zezwalają na sprzedaż kotów rasowych na aukcjach.
Każdy kot rasowy to kot z rodowodem.
W dobie gdy tyle jest kotów bezdomnych, świadome rozmnażanie kotów nierasowych albo w typie rasy, po to tylko, by zarobić albo – bo takie ładne kotki znajdą domy – nie ma nic wspólnego z miłością do kotów, jest odbieraniem domów tym prawdziwym bezdomnym kotom, choćby ze schroniska.
Każdy kot zasługuje na dobre życie. Ale jeśli wykupi się jednego kociaka, to ten pseudo-hodowca za chwilę będzie miał kolejne na sprzedaż. Tu przydałyby się regulacje prawne – dozwolona sprzedaż wyłącznie kotów rasowych z rodowodem.

 

„Jak wygląda typowa procedura adopcji kota? Czy potencjalny adoptujący jest w jakiś sposób sprawdzany, czy się nadaje na nowego właściciela?”

W schronisku nie każdy dostanie kota – podpisywane są normalne umowy adopcyjne, spisywane dane kotów, uaktualniane bazy zwierząt czipowanych. Bo nie chodzi o to, by był jakiś tam dom, byle nie schronisko – chodzi o to, by był to dobry dom, te koty już swoje przeszły, wyrzucane na ulice, po zmarłych opiekunach – zasługują na szczęście.
Koty które wracają z adopcji do schroniska bardzo te powroty przeżywają. Depresja a często śmierć…

„Ile kotów zwykle zostawiają ludzie u Państwa?”

Schronisko jest dla kotów bezdomnych, nie dla kotów, które mają właścicieli. Nie można ot tak przyjechać i zostawić kota bo się znudził. Odrobina zwykłej uczciwości wymaga, by taki ktoś, kto nie chce/nie może już zapewnić opieki swojemu kotu, potrafił znaleźć mu nowy dom – obecnie w dobie internetu naprawdę sporo kotów znajduje domy właśnie z ogłoszeń internetowych.

Najwięcej kotów i kociąt jest w schronisku w okresie od czerwca do września-października. Bo wtedy są kocięta…

Jak mogę zachęcić do adopcji kotów ze schroniska? Poprzez zniechęcenie potencjalnych nieodpowiednich domów 🙂
Bo nie chodzi tylko o to, by kot opuścił schronisko, ale by nie wrócił do niego i był szczęśliwy i kochany w nowym domu.”

 

Poszło, ciekawe, czy mi dadzą do przeczytania i czy coś przeinaczą. Jeszcze okaże się, że te wszystkie koty w schroniskach to przeze mnie…
PS. tylko między nami… Jak jest w innych schroniskach, wiem z relacji osób trzecich, nie naocznie. I wiem, że w tym „naszym” schronisku kociarnia sprawia dobre wrażenie. Jak jest, nie o wszystkim opowiedzą wolontariusze, czasem nie warto, czasem bywa się źle zrozumianym. Bo niektóre rzeczy zrozumie tylko drugi wolontariusz. Jakość adopcji, nad tym staramy się pracować. Cieszę się, gdy koty opuszczają schroniskowe boksy, a potem przychodzą maile z relacjami, mmsy ze zdjęciami – aż serce rośnie. I wtedy czuje się, po co to wszystko. Bo pomaganie daje power, dobrą energię – pomaganie tam, gdzie pasja łączy ludzi, nawet gdy czasem dzieli. Tak, to jest z miłości do kotów, z żalu i mimo bólu, bo czasem boli patrzenie, jak któryś kot odchodzi i nie można zrobić już nic.

Idę wygłaskać moje koty. Nie, nie mam ich zbyt dużo, choć więcej niż dwa. Mam ich tyle, ile jestem w stanie utrzymać samodzielnie, z dobrą karmą i opieką wet włącznie. Bo mądrze pomagać, to znaczy też znać granice własnego stanu zakocenia.