Zlikwidowano gigantyczną fabrykę zwierząt


Niedożywione, odwonione i chore psy i koty, leżące we własnych odchodach, na sianie przesiąkniętym moczem. Wśród nich suki ze szczeniakami i kotki z kociętami oraz martwe zwierzęta. W sumie 170 zwierzaków.

170 zwierząt – psów i kotów – odebrała policja i Stowarzyszenie „Pogotowie dla Zwierząt” w hodowli psów w Dobrczu, powiat bydgoski. Zwierzęta żyły w makabrycznych warunkach: ciasnych i skrajnie zabrudzonych klatkach i skrzyniach. Nigdy nie wychodziły na dwór. Nikt też im nie sprzątał. Fetor amoniaku z odchodów utrudniał oględziny zwierząt. Hodowlę prowadziło małżeństwo, które było we władzach Stowarzyszenia zajmującego się rozmnażaniem psów i kotów. Wystawiało certyfikaty dla sprzedawanych psów. Zwierzęta sprzedawano po 800-1500 zł.

Do interwencji doszło w minioną sobotę, po otrzymaniu zgłoszenia od osób, alarmujących o fakcie znęcania się nad zwierzętami w jednym z domów jednorodzinnych w Dobrczu.

– Osoby zgłaszające kupiły od małżeństwa psy chore, wychudzone, całe oklejone odchodami. Z informacji uzyskanych od świadków wynikało, iż w budynku tym utrzymywanych jest kilkadziesiąt psów małych ras. Przetrzymywane mogły być w bardzo rażących warunkach bytowania, we własnych odchodach stałych i płynnych – mówi Grzegorz Bielawski z „Pogotowia dla Zwierząt”.

Lekarze weterynarii, do których trafiły zakupione psy, potwierdzili brak leczenia zwierząt i wady rozwoju. Osobną kwestią był zły stan psychiczny psów.

– Złożyliśmy zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa i wraz z policją udaliśmy się na teren posesji. To, co tam zastaliśmy, niestety potwierdziło nasze obawy – mówi Krystyna Kukawska, prezes Stowarzyszenia „Pogotowie dla Zwierząt”.

Na miejsce wezwano lekarza weterynarii, który dokonał oględzin każdego ze zwierząt. Na miejscu byli także specjaliści od dobrostanu zwierząt i oceny ich stanu psychicznego.

– Byłem w wielu hodowlach, zabierałem wiele zwierząt z jednego miejsca, ale tak makabrycznych warunków nie widziałem nigdy – mówi Grzegorz Bielawski. – Psami nikt się nie zajmował. Kotami także, niektóre umierały leżąc w odchodach, odwodnione, bez pomocy lekarskiej.

Na terenie posesji hodowane były buldożki francuskie, yorki, maltańczyki, owczarki border collie, bulteriery, shih tzu oraz koty norweskie.

 

Obecnie trwa dokładana diagnostyka chorych psów i kotów, udzielana jest im niezbędna pomoc weterynaryjna w kilkunastu miejscach, do których zostały przewiezione. Rozpoczęła się także zbiórka środków na ich leczenie. Po tych czynnościach zwierzęta trafią do domów tymczasowych, gdzie będą przebywać do zakończenia sprawy karnej i wyroku. Oprócz psów i kotów policjanci zabezpieczyli także na posesji martwe zwierzęta. Leżały one ukryte w kartonie niedaleko bramy. Były to szczeniaki. Przyczyna ich śmierci znana będzie za kilka dni.

W piątek Sąd Rejonowy w Bydgoszczy aresztował na trzy miesiące małżeństwo, które w podbydgoskim Dobrczu prowadziło hodowlę rasowych psów i kotów w strasznych warunkach. Przedstawiono im zarzuty znęcania się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem oraz oszustw wobec trzech osób, które kupiły od nich zwierzęta. Małżonkowie podczas przesłuchania nie przyznali się do zarzucanych im czynów.

Ustawa o ochronie zwierząt za znęcanie się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem przewiduje do trzech lat pozbawienia wolności, a Kodeks karny za oszustwo – do ośmiu lat pozbawienia wolności.

Z ustaleń działaczy na rzecz zwierząt wynika, iż to największa likwidacja hodowli psów rasowych w Polsce, jaką do tej pory udało się odkryć – z najgorszymi warunkami utrzymania zwierząt.

Jak pomóc? Więcej informacji: Facebook/pogotowiedlazwierzat