Zrozumieć kocią mowę


Dlaczego kot mruczy i co chce nam przekazać? Oto krótkie opisanie kociego języka - abyśmy lepiej mogli się dogadać z naszym futrzastym przyjacielem.

Aby zaprzyjaźnić się z kotem, należy przede wszystkim zrozumieć, co nam sygnalizuje.

Kot porozumiewa się ze współtowarzyszami swojego gatunku używając różnych „kanałów komunikacji” i w ten sam sposób usiłuje porozumieć się z nami. Niektóre z kocich „kanałów komunikacyjnych” są dla nas niedostępne: kanał zapachowy (chyba, że chodzi o kocura oznaczającego teren moczem… – fuj!). Mimo, że koty mają, jak na drapieżniki, raczej słaby węch – węch kota jest tylko pięciokrotnie lepszy niż węch człowieka, podczas gdy psi 16000 razy – i nie używają go podczas polowania (kot nie tropi ofiary, jak pies), używają go w komunikacji wewnątrzgatunkowej, po prostu „malując” zapachem.

Lepiej jest ze zrozumieniem wydawanych przez koty dźwięków. Koty mają doskonały słuch, zdecydowanie lepszy niż słuch psa, nie mówiąc już o człowieku. Słyszą dźwięki o częstotliwości do 60kHz, o pół oktawy wyższe niż pies i o dwie oktawy wyższe niż człowiek. W dodatku ich słuch jest niesamowicie czuły i wychwytuje nawet najsłabsze dźwięki. Kotu wydajemy się więc solidnie przygłusi…

Jednak i my potrafimy zidentyfikować wiele kocich sygnałów. Koty mruczą, syczą, warczą, no i przede wszystkim miauczą, w rozmaity zresztą, często modulowany sposób. Mruczenie oczywiście nie wymaga komentarzy – kot zadowolony i zrelaksowany. A jak robi to w odpowiedzi na dotyk naszej głaszczącej ręki… Między innymi to w kotach kochamy. Jednakże kot mruczy również gdy go coś bardzo boli – mruczenie wyzwala produkcje endorfin w mózgu, które częściowo znoszą dyskomfort zwierzęcia.

Również syk jest łatwy w interpretacji – coś jest bardzo nie w porządku. Chociaż to w zasadzie nie objaw agresji, a raczej wyraz postawy odstraszająco-obronnej. Naprawdę należy mieć się na baczności, jeżeli kot zaczyna warczeć. Rzadko można to usłyszeć, ale wtedy sprawa jest naprawdę poważna. Najprawdopodobniej za chwilę zaatakuje i to nawet tak dużego przeciwnika, jak człowiek. Generalnie należy nie pozwalać, ażeby oswojony, domowy kot syczał na opiekuna. Natomiast opiekun może wykorzystać ten dźwięk jako swoisty psychiczny „klaps”. To bardzo dobry sygnał, o wiele lepszy niż krzyk.

Co do rozumienia kociego miauczenia, to jest to sprawa indywidualna. Trzeba mieć dość dobry słuch i przebywać długo z kotem, aby odróżnić poszczególne modulacje.

W dodatku nie tylko każda rasa kotów, ale i każdy kot „mówi” trochę inaczej. Jednak po pewnym czasie bliskiego przebywania z kotem między nim a jego opiekunem wykształca się szczególny, zrozumiały dla obydwu stron język. Dlatego też tak ważne jest, nie tylko aby dużo do kota mówić, ale także słuchać jego odpowiedzi czy „zagadnięć”. Kot, oczywiście, nie rozumie większości słów, ale szybko uczy się odróżniać wiele znaczeń po intonacji. Taki dialog bardzo zacieśnia więź z naszym kotem.

Jednak najbardziej nośnym „kanałem porozumiewawczym” zarówno w stosunkach pomiędzy kotami, jak i pomiędzy kotami a ludźmi, jest „mowa ciała”, tzn.: mimika, ruchy, pozy, czy też całe zachowania. Koty niesłusznie są przez ludzi pomawiane o skrytość. Mało które zwierzęta równie wyraziście okazują swoje uczucia i zamiary, jak wszystkie koty, duże i małe. Pielęgniarze zwierząt w ZOO nie boją się wchodzić do klatek dużych, drapieżnych kotów, jak lew czy tygrys, mogą bowiem bardzo łatwo rozpoznać ich zamiary. Boją się natomiast niedźwiedzi, te bowiem, choć niezbyt drapieżne, niczego nie sygnalizują i mogą w każdej chwili, bez ostrzeżenia, zaatakować. Łatwo niestety o pomyłki i traktowanie sygnałów zwierzęcia jako identycznych z naszymi. Potraktowanie np. szerokiego „uśmiechu” szympansa jako manifestacji przyjaznych zamiarów mogłoby człowieka drogo kosztować.

Kocia twarz

Kot, w porównaniu z człowiekiem, a nawet psem, ma dosyć ubogą mimikę. O ile pies, oprócz gniewu czy strach, potrafi wyrazem pyska zasygnalizować zakłopotanie, smutek, wesołość i szereg innych uczuć, to koci repertuar w tym względzie jest znacznie uboższy, ale przez to dość łatwo czytelny:

strach: uszy przypłaszczone, wąsy położone wzdłuż pyszczka, szeroko otwarte źrenice; cała poza przypłaszczona i skulona,

agresja: oczy przymrużone, źrenice zwężone, wąsy nastroszone, uszy położone ku tyłowi; cała poza sprężona, gotowa do skoku. Kot wygląda wtedy naprawdę nieprzyjemnie, czasem warczy,

obrona lub pogróżka: jak gdyby mieszanka obydwu powyższych mimik – pyszczek wpółotwarty, kot często syczy; ciało wygięte w kabłąk, ustawione częściowo bokiem, sierść zjeżona; kot może unosić w powietrze łapę z wysuniętymi pazurami,

spokój i odprężenie: wpółprzymknięte oczy, cała poza siedzącego kota tchnie spokojem, kot często wówczas mruczy,

zainteresowanie/ciekawość: szeroko otwarte oczy, postawione uszy, głowa wysunięta do przodu, kot często węszy.

I to byłyby podstawowe kocie nastroje. Tu warto wspomnieć o dwu sprawach, dotyczących rozumienia przez kota naszej ekspresji. Po pierwsze, koty bardzo nie lubią, jeżeli długo i intensywnie wpatrywać się im w oczy. W kocim „języku” oznacza to psychiczną próbę sił, akt zdecydowanie agresywny. Natomiast mruganie przez nas powiekami koty odbierają jako rozładowanie napięcia i oznakę pokojowych zamiarów. Po drugie, jeżeli do zbliżającego się kota nagle wyciągniemy rękę, w jak najbardziej przyjaznych zamiarach, kot zrozumie to zupełnie opacznie. Odczyta: „przekroczyłem bezpieczny dystans, zagrożono mi łapą”. Odskoczy i syknie, albo też ucieknie. Jeżeli powtórzy się to kilkakrotnie, kot wywnioskuje, że jego towarzystwo jest niepożądane i zacznie nas unikać.

Ogon

Jedną z pierwszych rzecz, których nauczono nas w dzieciństwie, było to, że machanie ogonem przez psa i machanie ogonem przez kota to coś dokładnie przeciwnego. O ile pies machając ogonem wyraża radość i akceptację, o tyle kot – złość i zdenerwowanie. I może udrapać… W rzeczywistości kot bardzo rzadko posuwa się w takim przypadku do agresji, zawsze daje nam w ten sposób do zrozumienia, że nasze postępowanie albo sytuacja mu nie odpowiada. Kot sygnalizuje ogonem jeszcze kilka innych spraw. Nerwowe poruszanie koniuszkiem ogona – zaaferowanie, zwłaszcza przy prawdziwym lub udawanym polowaniu. Ogon podniesiony, wygięty w dół w kształcie odwróconego U – zaproszenie do zabawy. Ogon wyprostowany do góry jak świeca to część rytuału powitalnego. Tak witają się dwa zaprzyjaźnione koty, ocierając się przy tym o siebie. Tak wita nas kot po powrocie do domu, chcąc nam opowiedzieć o minionym dniu. I oczekuje tego od nas. I opowiadamy…zapachami przyniesionymi z ulicy. To dla kota bardzo ważny rytuał i zacieśnienie więzi… Nie ignorujmy go!

Łaszenie się i ocieranie

Jest to najbardziej chyba znane zachowanie kota. Przez większość „kociolubów” uważane za podstawowy sposób ekspresji kociej miłości i przyjaznych zamiarów. Przez nieprzyjaciół tych zwierząt uważane za przejaw kociej interesowności , a nawet obłudy (argumentacja: kot łasi się do wszystkich). Obydwie strony są, niestety, w błędzie, i jest to dobrze udokumentowane przez kocich behawiorystów. Gdyby nasz kot mógł usłyszeć taką interpretację swoich zachowań, na pewno by osłupiał. Otóż kocie ocierania się to po prostu znaczenie członków swojej grupy i terenu, znaczenie zapachem. Taki „bilecik wizytowy” jeżeli chodzi o żywą istotę, albo monogram czy logo, jeżeli o przedmiot. Dokładny koci odpowiednik psiego podnoszenia nogi… No dobrze, ale koty też znaczą moczem?!. Zgoda, ale znaczenie moczem to słup graniczny z groźnym napisem, w dodatku z podtekstem seksualnym. A znaczenie przez ocieranie, zapachem potu (na marginesie: dla nas kot jest całkowicie bezwonny, z wyjątkiem niekastrowanego kocura), jest znakiem znacznie bardziej dyskretnym, oznaczaniem przynależności kogoś lub czegoś do własnego, oswojonego świata.

Tzw. „udeptywanie”

Nieraz zdarza się, że kot wskakuje nam np. na kolana, po czym zaczyna przednimi łapkami na przemian deptać. Rozcapierza przy tym palce i wysuwa pazury, często nas przy tym, choć niezbyt boleśnie, kłując. A już na pewno wyciągając nitki z ubrania. Często opiekunowie kotów tego nie lubią, zrzucają zwierzaka na podłogę i skarżą się innym kocim opiekunom na niezrozumiałe ich zdaniem „szkodnictwo” ulubieńca. Ażeby zrozumieć znaczenie tego nawyku, trzeba poobserwować miot kocich osesków. Kociaki ssące matkę rytmicznie udeptują jej brzuch łapkami, wzmagając wydzielanie mleka. Jeżeli kotu pozostaje ten nawyk w wieku dorosłym, to znaczy, że kot powraca w marzeniach do dzieciństwa, gdy był beztroski i bezpieczny. Gwarantem bezpieczeństwa była matka… A teraz zastępczą matką jesteśmy my! Wyobraźmy sobie co czuje nasz kot jeżeli go w takiej chwili odtrącimy! Kotu niewychodzącemu nigdy na zewnątrz domu czy mieszkania można przyciąć pazury. Jeżeli kot jest kotem wychodzącym, pazurów nie wolno mu ciąć, gdyż pozbawiamy go możliwości obrony, jak też i ucieczki na drzewo.

 

Ostatnim „kontaktowym” zachowaniem kota jest po prostu przychodzenie i dopraszanie się (czasem bardzo dystyngowane i dyskretne) o pieszczotę, inicjatywę pozostawiając po naszej stronie. Co prawda wiele zwierząt lubi być głaskane (oczywiście z włosem!) ale koty na ogół są prawdziwymi pasjonatami tej pieszczoty. Może ludzka ręka kojarzy im się z opiekuńczym językiem matki… Wiele jednak nie lubi głaskania w okolicy lędźwiowo- krzyżowej. No i koty nie lubią dotykania poduszek łap. Prawdopodobnie je to łaskocze – poduszki kocich łap są bardzo bogato wyposażone z zakończenia nerwowe. Ulubione miejsca do głaskania to: głowa, grzbiet i jeżeli kot na to pozwoli – brzuch. Koty uwielbiają też delikatne drapanie. Szczególnie w miejscach, gdzie nie mogą podrapać się same: pod brodą, po gorsie i po brzuchu. Ale nie każdy kot odsłoni brzuch. Musi nam naprawdę ufać, jeżeli stawia się w sytuacji tak bezbronnej. Może też wtedy, niestety, udrapać nas niespodziewanie albo i delikatnie ugryźć… Nie miejmy pretensji – po prostu górę wziął dorosły drapieżnik nad ufnym kociakiem, i przestraszył się. Kot zresztą jest zazwyczaj wtedy zakłopotany tym co przed chwilą zrobił.

Na koniec krótko o podnoszeniu kota. Kot na ogół lubi być podnoszony i siedzieć na naszych rękach ale tylko wtedy, gdy robimy to prawidłowo. Koty nie lubią być podnoszone za przednie łapy, i mniej lub bardziej energicznie demonstrują swoje niezadowolenie. Również nie należy w zasadzie podnosić kota za skórę na karku, zwłaszcza dorosłego. Wiele osób uważa przenoszenie kota za kark za najwygodniejszy i bezbolesny sposób obchodzenia się z nim, mogący poskromić nawet półdzikiego zwierzaka. Po prostu podnoszenie za kark jest dla kota poniżające – kotka w ten sposób przywołuje do porządku niesfornego, dorastającego kociaka. O ile więc można podnieść za kark małe kocię, które właśnie załatwia się w niewłaściwym miejscu (oczywiście po to aby je zanieść do kuwety, a nie po to aby wetknąć koci pyszczek w odchody – zawsze i wszędzie należy walczyć z tym ohydnym i bezsensownym zwyczajem), a nawet i dorosłego kota w sytuacji granicznej – jak zaatakowanie przez psa, wpadnięcie do wody, czy nawet pożar („ja panuje nad sytuacją nic się nie dzieje”) to nie należy traktować kociego „kołnierza” jako rączki od przenoski. Również noszenie kota metodą „niemowlęcą” – brzuszkiem do góry na zgiętym ręku (celują w tym zwłaszcza małe dziewczynki) nie jest dla kota przyjemne. Co prawda, jeżeli kot bardzo nam ufa, a poza tym czuje pewny uchwyt, to na to pozwoli, generalnie jednak będzie bał się upadku na grzbiet i będzie usiłował się wywinąć. Prawidłowo kot powinien być uchwycony pod klatkę piersiową i podparty drugą ręką pod zad. Warto też sprawdzić, czy nasz kot nie lubi „jeździć” na naszym ramieniu – niektóre to uwielbiają, a to taka sympatyczna metoda noszenia…

Właściwie system sygnałów dla każdego kota i każdego opiekuna jest indywidualny, niepowtarzalny. Ogromną satysfakcję może sprawić odkrywanie kociej mowy i kształtowanie nici porozumienia z tymi fascynującymi zwierzakami.

 

Maria Dobrowolska