Czy na Titanicu były koty?


Przez wieki koty na statkach były często spotykane. Nie tyle jako pasażerowie, lecz w roli pracowników etatowych.

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu koty na statkach były często spotykane. Pełniły funkcję maskotek oraz ochrony przed nadmiernym rozmnożeniem gryzoni. Szczury były w tamtych czasach powszechnymi pasażerami na gapę. Zadaniem kotów było ograniczanie ich populacji. Bywały wpisywane na oficjalną listę załogi. Przede wszystkim jednak kot na pokładzie miał przynosić szczęście.

Dopiero w latach 70 XX wieku wprowadzono zarządzenie zakazujące trzymania na stałe zwierząt na jednostkach pływających.

Był taki kot i na Titanicu – kotka imieniem Jenny. Jenny była typowym „kotem okrętowym”. Wcześniej mieszkała na siostrzanej jednostce Titanica – Olimpicu. Z relacji członków załogi wynika, iż Jenny okociła się podczas rejsu, a tuż przed opuszczeniem przez statek portu w Southampton, wyniosła się wraz ze swoimi kociętami. Uznała widać, iż statek to nie jest najlepsze miejsce dla jej dzieci. Nie są znane dalsze losy kotki. Jedno jest pewne – dzięki jakiemuś szóstemu zmysłowi uratowała życie sobie i swoim kociętom.

Na temat innych kotów na Titanicu źródła milczą.

W dziewiczy rejs Titanica pasażerowie zabrali m.in. kilkadziesiąt psów, z których katastrofę przeżyły zaledwie 3. Były też ptaki: papużki, kanarki i – szczury. Psy i kanarki należące do pasażerów pierwszej i drugiej klasy miały nawet własne bilety. Najprawdopodobniej były wśród nich także koty.