Jak przewieźć kota samolotem czyli z doświadczeń Podróżniczki


Nigdy nie myślałam, że kiedyś będę zastanawiała się, jak przewieźć kota samolotem. Tym bardziej do głowy mi nie przyszło, że będę zastanawiać się, jak przewieźć TRZY KOTY w samolocie!

Nigdy nie myślałam, że kiedyś będę zastanawiała się, jak przewieźć kota samolotem. Tym bardziej do głowy mi nie przyszło, że będę zastanawiać się, jak przewieźć TRZY KOTY w samolocie! Życie podróżnika lub “przeprowadzacza się” do innego kraju bywa przewrotne, tak jak przewrotne bywa załatwianie wszystkich formalności związanych z podróżą samolotem z kotami.

Wakacyjne wojaże

Z kotami przeprowadzaliśmy się już dwa razy. Podczas naszego wspólnego kociego życia zdarzały się wakacyjne epizody, gdy  zostawaliśmy z nimi przez dwa tygodnie w jednym miejscu, zachęcając je do zabawy w o wiele większym niż nasze mieszkanie domu. Przestrzeń jednak nie robiła na nich zbyt dużego wrażenia, bo przez większość czasu pozostawały w „swoich” pomieszczeniach, nie dając się namówić na odważne wycieczki. Po powrocie obwąchiwały znane kąty i to właśnie tam czuły się bezpiecznie. Aż tu nagle mają lecieć samolotem?!

W luku czy na pokładzie

Decydując się na zabranie kotów w podróż samolotem musicie wybrać zwierzęcolubne linie lotnicze. Tanie linie niestety nie przewidują transportu zwierząt. Zatem – wybierajcie ostrożnie! Zapewne usłyszycie, że zwierzęta mogą podróżować albo w luku bagażowym albo na pokładzie. A jak wygląda to w praktyce?

Moje przygotowanie do podróży zaczęłam od częstych rozmów z konsultantami naszych największych polskich linii lotniczych. Niektórzy z nich mówili, że przewiezienie trzech kotów jednym rejsem jest możliwe, inni – że wręcz przeciwnie. Wreszcie stanęło na tym, że owszem – trzy koty można przewieźć jednym samolotem. I o to mi chodziło. Jedno ale – na pokładzie można przewieźć zwierzę, które z transporterem waży do 8 kg. Pracownik linii lotniczych zaproponował więc, że jeden kot będzie musiał zostać zabrany do luku, a dwa kolejne na pokład, włożone do jednego transportera, którego waga nie przekroczy 8 kg.

Zanim wsiądziecie

Na stronie linii lotniczych można przeczytać, że przewożone zwierzęta muszą posiadać książeczki szczepień (koty – przeciwko wściekliźnie, psy – przeciwo wściekliźnie i nosówce) oraz aktualne zaświadczenia weterynaryjne o stanie zdrowia, uwzględniające przepisy kraju wylotu, kraju docelowego oraz portów tranzytowych. W przypadku lotów wewnątrz Unii Europejskiej wymagany jest specjalny paszport (wydawany przez weterynarza) z opisem m.in. maści, rasy, płci zwierzęcia wraz z numerem microchipu lub tatuażu.

Szczepionka przeciwko wściekliźnie działa po 21 dniach od szczepienia. Należy więc precyzyjnie obliczyć datę wizyty oraz wylotu. Koty muszą być także: zaczipowane oraz mieć wyrobiony paszport. Wszystko to można zalatwić u weterynarza. Ważne również są wymiary transporterów, w których będą podróżować koty.

Na lotnisku

Wymiary transporterów, którymi podróżują zwierzęta, mają swoje stałe wymiary. W naszym przypadku w jednym o wymiarach 45x30x20cm  musiały zmieścić się dwa koty o łącznej wadze nieprzekraczającej 8 kg. Było to możliwe w praktyce, choć dla kotków niewygodne. Jednak mam podpowiedź dla tych, którzy nie wyobrażają sobie, jak może wyglądać taka podróż. Jeśli macie dużo bagażu, doskonałym pomysłem jest kupienie transportera typu plecak. Wtedy kot podróżuje wygodnie na naszych plecach, a my możemy do ręki wziąć walizki i jeszcze jeden transporter. Tadam! Taki koci wynalazek!

A jak wygląda sama odprawa ze zwierzętami? Najpierw nadać należało bagaż duży oraz kotkę, która miała podróżować w luku bagażowym. Sprawdzono jej paszport, w którym jest informacja o szczepieniach oraz czipie. Kotka została zważona oraz poproszono nas, abyśmy poszli do pomieszczenia, w którym transporter zostanie zeskanowany. Kotka trzeba było wyjąć z transportera, a sam pojemnik przejechał po taśmie. W tym miejscu zostawia się też zwierzę, aby mogło ono zostać zaniesione do luku bagażowego.

Następnie należy skierować się do odprawy bagażu podręcznego z „drugą częścią kotów”. Tam również zwierzę trzeba przenieść przez bramkę, a transporter wjeżdża na taśmę do prześwietlenia.

kot i pies na lotnisku
fot. Shutterstock

Wreszcie – lecimy

Sama podróż samolotem przebiegła bez większych komplikacji. Jedynym momentem grozy była chwila, gdy jedna z kotek zaczęła łapać powietrze, chcąc wydostać się z transportera. W kabinie był chwilowy problem z dość wysoką temperaturą, dlatego kotka automatycznie zareagowała. Moja reakcja też była dość szybka. Od sąsiada pożyczyłam wodę (jeśli możecie wybrać, to nie mineralną!) i poiłam nią kotkę.

Z mojej podróży z kotami płynie kilka wniosków. Na lotnisku lepiej być dwie godziny wcześniej przed wylotem, choć mówi się, że półtorej godziny wystarczy. Pracownicy lotniska nie do końca wiedzieli jak odprawić zwierzęta i cały proces trwał dość długo.

Jeżeli podróżujecie z jednego miasta do innego, w którym znajduje się lotnisko, zróbcie sobie i zwierzakom krótką przerwę. Ja jechałam z Poznania do Warszawy pociągiem. Wcześniej transportery zostały spryskane kocimi feromonami, a jedna z kotek dostała obrożę na wyciszenie. W Warszawie zatrzymałam się w hoteliku, tuż przy lotnisku. Wtedy koty dostały kuwetę oraz świeżą wodę i jedzenie. Otrzymały również uspokajające lekarstwo, wcześniej przygotowane przez weterynarza.

Lecieliśmy na Cypr.
W nowym miejscu koty zadomowiły się w mgnieniu oka, może dlatego, że uwielbiają ciepło, a może dlatego, że Cypr nazywany jest wyspą kotów?

 

Katarzyna Zarówna