Na topie

Kocie sympatie

Historia trzyłapego kotka, uratowanego z sideł.

Pisałem już na swoim blogu o sidłach, jakie w okolicznych lasach kładzie miejscowa ludność. Ze wszechmiar piętnuję takie zachowania, ze wszechmiar jestem przeciwny barbarzyńskiemu uśmiercaniu zwierząt leśnych. Cóż – nie ma możliwości postawienia wszędzie strażników. Póki jest to proceder opłacalny i małowykrywalny, ludzkie kanalie będą sobie pozwalać na trzebienie zwierzyny leśnej każdym z możliwych sposobów.

Karolina biegał po lesie na wyciągnięcie rozwijanej smyczy. Natalka szła obok mnie, jak zawsze szczebiocąc o niezwykle ważnych sprawach. Ówczesny styczeń co prawda nie był aż tak śnieżny i mroźny jak w 2013, ale mimo to ujemne temperatury dawały się we znaki, i to mocno. W duchu ziewałem, co w tym konkretnym przypadku nie było skutkiem niedotlenienia. Raczej znudzenia małolatowymi, strasznie wyglądającymi problemami.

W pewnym momencie dziewczynka zatrzymała się, obrzuciła mnie badawczym spojrzeniem spod czapki i mruknęła:

– A pan to mnie nie słucha wcale… (Wtedy jeszcze nie mówiła mi po imieniu)

– Jak to – grzecznie się zdziwiłem – właśnie mówiłaś, że Janek odciął na lekcji biologii nożyczkami kosmyk włosów Anitki, bo się w niej zakochał.

– Jestem kobietą – powiedziała małolata, a ja ostatkiem sił woli powstrzymałem się, by nie pacnąć w śnieg i nie parsknąć śmiechem – i widzę po panu, czy mnie słucha, czy nie!

Skarcony w ten sposób musiałem powrócić do większej uwagi na paplaninę Natalki. A trzeba było przyznać, że słowa wyrzucała z siebie z szybkością ckm-u. Nagle Karolina szarpnął się z całej siły. Nie byłem przygotowany na niespodziewany wyczyn mojego psa, rączka ciężkiej smyczy wyleciała mi z dłoni, a wilczur dosłownie po chwili zniknął nam z oczu, ciągnąc za sobą zwijającą się linkę.

– No widzisz – warknąłem do Natalki – nie tylko ja miałem dość twoich szkolnych przygód.

– Czyli pan kłamał – „kobieta” podsumowała mnie, przechodząc natychmiast w stan obrażenia się.

Zawołałem Karolinę kilkakrotnie, ale dało to taki skutek, jak poproszenie menela o pięć złotych. Ale już po chwili usłyszeliśmy nieodległe basowe ujadanie. Brzmiało identycznie, jak chowchow Karoliny. Pies coś dopadł. Na skraju jasnej polany, tuż pod niewielką sosenką, obszczekiwany przez mojego psa leżał niewielki czarny kotek. Podnosił łepek, piszczał, ale nie wstawał. Szybko uciszyłem szczekającego potwora, odciągnąłem go od kota ze 20 metrów i przywiązałem do sosenki. Błąd – Karolina pociągnął znów za smycz, i cały śnieg z drzewka wleciał mi za kołnierz kurtki. Masakra! Wytrzepując się w pośpiechu, wróciłem do zwierzęcia nad którym pochylała się już moja przyjaciółka. Dziewczynka płakała, wręcz szlochała.

Drobny czarny kotek ugrzązł w sidle – ale nie takim klasycznym, zrobionym z pętli drutu. Jego przednią lewą łapkę na wysokości ludzkiego nadgarstka ściskały wielkie nożyce, takie stosowane kiedyś na dziki. Ściskały właściwie to, co z łapki zostało. Cała część nogi, ta z poduszeczkami i pazurkami była właściwie odcięta, trzymała się jedynie na kawałkach skóry. Uwięzione zwierzę musiało walczyć z pułapką, wokół sporo było porozchlapywanej krwi. Pewnie gdyby starczyło mu sił, jeszcze kilka skoków i uciekłoby. Ale upływ krwi zrobił swoje.

– Dzwoń do Filipka – podałem Natalce swoją komórkę – powiedz mu, że za dwadzieścia minut będziemy u niego – no NIE RYCZ – krzyknąłem, zasłaniając dziewczynce swoim ciałem koszmarny widok.

Próbowałem rozchylić szczęki, ale nie udawało się. Uwięziony kot już nie reagował, tylko jego przepełnione cierpieniem spojrzenie mówiło: – Ratuj mnie! W końcu jednym zdecydowanym ruchem oderwałem pozostałości łapki od reszty ciała. Towarzyszyło temu potężne miauknięcie, po którym osłabione zwierzę zemdlało. Tego popołudnia schudłem 2 kilo, biegnąc do domu po samochód, z popędzającą mnie szurniętą małolatą.

Już na stole operacyjnym doktor Filipek stwierdził: – Wie pan, musimy ciąć wysoko. Jak zostawimy mu łapę tak, jak jest teraz, będzie na niej stąpał, i zawsze będzie rana. A na trzech kończynach też sobie poradzi…

Dzisiaj Nynuś jest moim kotkiem, jednym z czterech. I jako jedyny kochają się z Karoliną, który nie dość, że nie gania go i nie robi krzywdy, to jeszcze potrafi zaopiekować się przybłędą i pomóc mu wyczyścić futerko.

Słowa Filipka sprawdziły się, trzy łapy wystarczają w zupełności, by spacerować na wysokości 3 metrów po belkach w domu, by przeskoczyć dwumetrowy płot, upolować myszkę czy dać po nosie Doni, gdy podejdzie za blisko.

Nynuś pozostał małym, drobnym kotkiem, jest niesamowicie przylepny i wdzięczny za uratowanie życia. Od Natalki i ode mnie z Armelką nie ucieka, jednak wszyscy inni ludzie budzą w nim strach. Paniczny strach. Pewnie czuje jeszcze zapach ręki człowieka, która rozwarła szczęki sidła i pamięta długie godziny walki o życie…

 

Chcesz oceniać i komentować?
Dołącz do nas – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *