Matroska, czyli dalsze losy złodziejskiego kota z Władywostoku


Niedawno media obiegł przezabawny filmik z kotem, który raczył się smakołykami na lotnisku we Władywostoku. Bury kot zrobił prawdziwą karierę. Biły się o niego teatry i politycy, ale ostatecznie stał się maskotką rosyjskiego klubu hokejowego „Admirał”.

Niedawno media obiegł przezabawny filmik z kotem, który raczył się smakołykami na lotnisku we Władywostoku. Bury kot zrobił prawdziwą karierę. Biły się o niego teatry i politycy, ale ostatecznie stał się  maskotką rosyjskiego klubu hokejowego „Admirał”.

Bezdomny włóczęga nawet nie marzył o takiej popularności. On po prostu wlazł na witrynę sklepową i skosztował wędzonych kalmarów, flądry, łososia i innych owoców morza. Handlowcy wystawili lotnisku, w którym znajduje się sklep, rachunek na 1000 dolarów. Za tyle oczywiście puszysty smakosz nie zjadł, ale całą zawartość witryny, w której on buszował, trzeba było wyrzucić.

Historia narobiła dużo hałasu i zamieniła się w bożonarodzeniową bajkę. Popularność złodziejaszka poszybowała w niebo – w najczęściej czytanych wiadomościach Yandex wyprzedziła ona informacje o kursie dolara i sytuacji na Ukrainie. Komuniści z Petersburga oferowali bezdomnemu kotu członkostwo w partii, a moskiewski Teatr Kotów Kuklaczewa był gotowy przyjąć kota na artystę. „Nawet jest dla niego numer – w którym kot kradnie parówki”, – zapewnił teatr. Na temat kota aktywnie dyskutuje się w internecie, w mediach, a nawet w kuluarach Dumy Państwowej. W każdym razie ostrzegano tam przed potencjalnym obrażeniem smakosza i odpowiedzialnością karną za okrutne traktowanie zwierząt. Ale wydaje się, że nikt nie czyha na kota. Wręcz przeciwnie, los uśmiechnął się do niego – klub hokejowy „Admirał” przyjął „wąsiasto-pasiastego” do drużyny. Jak powiedziała menedżer organizacji wydarzeń klubu hokejowego „Admirał” Alina Bogatowa, po tym jak go znaleziono, hokeiści udali się na lotnisko i zabrali kota:

Teraz mieszka u nas na arenie i jest nieodłączną częścią zespołu – karmimy go, głaszczemy, opiekujemy się i hołubimy. Okazało się, że to nie jest kot, a kotka. Nazwaliśmy ją Matroska. Śpi ona w dziale handlowym. A w ciągu dnia wędruje po arenie. Teraz mamy takie wspaniałe zwierzątko.

Dobre traktowanie i jedzenie Matroska „odpracowuje” – przyniosła już „Admirałowi” zwycięstwo w kolejnym meczu narodowej ligi hokejowej:

Siedziała ona na arenie. Jeden z naszych pracowników ją trzymał. Kibice podchodzili, głaskali ją, robili jej zdjęcia. Teraz jesteśmy przekonani, że jeśli nie podrapiemy naszej kotki, to nie będzie żadnych wyników. Wczoraj była ogromna kolejka, wszyscy chcieli jej dotknąć. To była pierwsza gra z nią – i wygraliśmy.

Nie obiecują karmić kotki przysmakami, ale nie zostawią jej głodnej. Matroska będzie teraz zawsze mieć rybę. Ponieważ ona nie je zwykłej karmy dla kotów: nic dziwnego – zasłynęła drogą kolacją na sklepowej witrynie!
 

źródło