Rzuciła pracę w agencji reklamowej by pomagać kotom


Lily Low pracowała kiedyś jako doradca klienta w agencji reklamowej w Singapurze. Stać ją było na wszystko, o czym zamarzyła.

Praca zapewniała jej dostatnie życie. Lily Low wydawała pieniądze na rzeczy potrzebne i takie, z których nigdy nie korzystała.

„Nigdy nie byłam kociarą”

Choć nie darzyła kotów szczególnym uczuciem, jej losy splotły się z tymi zwierzętami kilkanaście lat temu. Pierwszego mruczka uratowała 19 lat temu. Potem był kolejny, i jeszcze jeden… Ani się obejrzała, jak jej trzypokojowe mieszkanie w Tampines (Singapur), które dzieliła z bratem, zapełniło się 80 kocimi istotami.

Któregoś dnia rzuciła dobrze płatną pracę i została pomagaczem zwierzętom na pełen etat. Założyła prywatne schronisko dla bezdomnych zwierząt. Zaczęła wyprzedawać własne rzeczy, by móc kupić jedzenie dla zwierząt.  Pod jej opieką znajdowało się jednorazowo między 80 a 150 uratowanych kocich istnień.

schronisko dla kotów w Singapurze Lily Low Shelter
fot. facebook.com/LilyLowShelter/

Wiele osób narzekało, że trzyma aż tyle kotów w mieszkaniu. Lily musiała zmienić lokum. Zabrała podopiecznych do wynajętej piwnicy pod jednym ze sklepów. Ostatecznie jednak przeprowadziła się na Pasir Ris Farmway, przy której mieści się wiele prywatnych schronisk.

Priorytetem dobro i bezpieczeństwo kotów

schronisko dla kotów w Singapurze Lily Low Shelter
fot. facebook.com/LilyLowShelter/

Jej praca na rzecz bezdomnych zwierząt wpłynęła nie tylko na jej finanse, ale też na relacje z ludźmi. Rodzinie ciężko było zrozumieć, dlaczego Lily zdecydowała się wywrócić swoje życie do góry nogami, by całkowicie poświęcić się kotom. W końcu jednak zaczęli ją wspierać w jej działaniach. Na dodatek starsza siostra mieszkająca w Malezji zaczęła również udzielać się charytatywnie na rzecz zwierząt.

Lily Low utrzymuje schronisko dzięki wsparciu rodziny, przyjaciół oraz datkom miłośników zwierząt z całego świata. Jest znana w swojej okolicy, jak również w kręgach osób skupionych wokół niesienia pomocy dla zwierząt – tych z Singapuru jak i świata wirtualnego. Wiedzą, że na Lily można liczyć. Bardzo rzadko odmawia pomocy, choć dla niej kolejna sprawa to kolejne obciążenie czasowe, finansowe i psychiczne.

schronisko dla kotów w Singapurze Lily Low Shelter
fot. facebook.com/LilyLowShelter/

Jak sama mówi, stara się nikogo nie zostawić bez konkretnego wsparcia. Najważniejsze są one – koty. Leczy te, które są chore. Odkarmia, a potem szuka nowych domów. Stara się wyadoptowywać zarówno małe kocięta jak i dorosłe mruczki. W Singapurze także o wiele łatwiej znaleźć domy dla maluchów niż kocich kilkulatków.

Dzień z życia kociarza

schronisko dla kotów w Singapurze Lily Low Shelter
fot. facebook.com/LilyLowShelter/

Każdy dzień wygląda podobnie. Zanim wzejdzie słońce, Lily jest już na nogach i krząta się po schronisku, sprząta, dezynfekuje, wymienia wodę do picia i upewnia się, czy w miskach jest jedzenie. I tak schodzi czas aż do popołudnia. Wtedy Lily udaje się do pobliskiego supermarketu, by kupić kotom jedzenie i konieczne akcesoria. Musi też znaleźć czas na media społecznościowe – przekazać nowinki z życia schroniska, opowiedzieć i pokazać potencjalnym darczyńcom, jakie są aktualne potrzeby, który kot znalazł nowy dom, a który wciąż czeka. Trzeba też popłacić rachunki w lecznicy. Lily stara się wymieniać wszystkich darczyńców na swojej stronie. To dzięki nim może pomagać tak dużej liczbie kotów.

Czasem jednak konto świeci pustką. A koty nie mogą głodować. Lily sprzedała już niemal wszystkie rzeczy osobiste. Od kilku lat wystarcza jej jeden posiłek dziennie.

Nie narzeka

Lily Low obchodziła niedawno 46 urodziny. Choć zdarza się jej nie jeść posiłku przez dwa dni, jej podopieczni nigdy nie głodują.

Czy żałuje decyzji podjętej 10 lat temu? Ani przez chwilę. Pomaganie kotom nadało jej życiu sens.

źródło: Facebook, thebestcatpage

Autor: Joanna Nowakowska