Uwaga! Kot na pokładzie!


Związki między marynarzami a kotami mają długie lata tradycji. Już w starożytnym Egipcie zabierano koty na łodzie płynące po Nilu. Prawdopodobnie to właśnie fenicki statek przywiózł pierwsze koty do Europy. Marynarska brać doceniała kocie zdolności.

Związki między marynarzami a kotami mają długie lata tradycji. Już w starożytnym Egipcie zabierano koty na łodzie płynące po Nilu. Prawdopodobnie to właśnie fenicki statek przywiózł pierwsze koty do Europy.
Marynarska brać doceniała kocie zdolności ochrony przewożonych towarów przed gryzoniami, a także ochrony ludzi przed chorobami przenoszonymi przez szczury, ale też traktowała mruczki na pokładzie z atencją i czułością – podczas długich rejsów kocia przyjaźń bywała najlepszą terapią…
Dziś opowiemy o czterech niezwykłych "pokładowych" kotach.

1. Blackie (znany też jako Churchill)

Pingwinkowaty Blackie był kotem pokładowym na HMS Książę Walii, jednostce Królewskiej Marynarki Wojennej. Statek ten brał udział w kilku znaczących akcjach podczas II Wojny światowej.
Blackie zyskał status celebryty po tym, jak Książę Walii zabrał Pierwszego Ministra Winstona Churchilla na spotkanie z Franklinem D. Rooseveltem. Tajemne spotkanie zaowocowało podpisaniem Paktu Atlantyckiego. W chwili, gdy Churchill szykował się do opuszczenia pokładu, nagle pod jego nogami znalazł się Blackie, dopominając się o uwagę. Churchill schylił się, by pogłaskać kota i – tę chwilę właśnie uwiecznił jeden z fotoreporterów. Zdjęcie obiegło cały świat.
Od tej chwili coraz częściej nazywano Blackiego Churchillem.

2. Convoy

Kolejny biało-czarny kot na statku. Ulubiony mruczek jednostki HMS Hermiona. Ponieważ statek często brał udział w eskortowaniu konwojów, stąd wzięło się imię kota – Konwój.
Convoy był ujęty jak każdy marynarz w księdze statku, posiadał nawet własny hamaczek do spania.
Mieszkał na statku do końca swojego życia. Zginął wraz z zatonięciem storpedowanej Hermiony.

3. Niezatapialny Sam

Najbardziej znana żywa maskotka Brytyjskiej Marynarki Krolewskiej. Wcześniej nosił imię Oskar. Był kotem pokładowym na niemieskim Bismarcku. Gdy statek zatonął w 1941 roku, uratowano tylko 116 z ponad 2 200 osób załogi. Właściwie 117 – jeśli wliczyć Sama. Kolejnym statkiem, na którym służył Sam, był HMS Cossack. Ta jednostka też została storpedowana i zatonęła kilka miesiecy później, grzebiąc 157 osób załogi. Sam przeżył. Trafił na kolejny okręt wojenny, HMS Ark Royal. Statek zatonął październiku tego samego roku. Sam znów przeżył. Tym razem jednak podjęto decyzję o honorowym odejściu z czynnej służby wojskowej niezwykłego kota.
Niezatapialny Sam dostał nową ciepłą posadkę na lądzie – w siedzibie Generalnego Gubernatora biura na Gibraltarze. Później powrócił do U.K. i dożył swych dni w Domu Marynarza.

4. Peebles

Kolejny kot okrętowy czasów II Wojny światowej. Pływał na jednostce HMS Western Isles. Był bardzo uzdolnionym kociakiem. Potrafił wykonywać wiele sztuczek, w tym przeskakiwać przez obręcz czy podawać i potrząsać łapką na powitanie. Spryciarz uwielbiał przedstawienia z sobą w roli głównej.

ciąg dalszy nastąpi…

opracowano na podstawie mnn.com Melissa Breyer

fot. Wikimedia Commons