410 ton karmy trafi do warszawskich kotów wolno żyjących


Warszawa inwestuje w karmę dla bezdomnych kotów. Ratusz ogłosił niedawno przetarg na zakup mokrej i suchej karmy dla tych kociaków, które prowadzą niezależny tryb życia. 

Aż 410 ton karmy dla kotów – tyle potrzeba zakupić, żeby zapewnić dobrobyt warszawskim wolno żyjącym kotom. Na podwórkach, strychach, w piwnicach i w parkach – wszędzie znajdziemy bezdomne koty. Nie wszystkie zwierzęta potrzebują jednak adopcji lub wolnej klatki w schronisku. Wiele miejskich kotów prowadzi niezależny tryb życia od pokoleń i dobrze sobie radzi. „Podwórkowe mruczki” nie dość, że dobrze czują się w roli niezależnych łowców, to jeszcze przyczyniają się do zmniejszania ilości szkodników w mieście, takich jak myszy czy szczury.

30 tysięcy kotów dostanie karmę

Według szacunków w Warszawie jest blisko 30 tysięcy kotów wolno żyjących. To zwierzęta, które urodziły się i żyją na wolności, w otoczeniu człowieka. Nie są to koty bezdomne, więc nie można ich wyłapywać czy wywozić do schronisk. Zamiast tego powinno się stwarzać im warunki bytowania w miejscach dotychczasowego schronienia. Zwierzęta te są ważnym elementem środowiska miejskiego, a ich obecność zapobiega rozprzestrzenianiu się gryzoni (myszy i szczurów) – czytamy na oficjalnej stronie Urzędu m. st. Warszawy.

Jednak fakt, że koty te są wolno żyjące nie oznacza, że są w stanie poradzić sobie zupełnie same. Potrzebują wsparcia człowieka choćby wtedy, gdy chorują, a na co dzień – gdy są głodne.

410 ton kociej karmy

Żeby wykarmić taką ilość zwierząt, potrzeba jest aż 410 ton kociej karmy. Taki zapas starczy mruczkom na dwa lata. Warszawskie koty już teraz cieszą się opieką ponad 2,5 tysiąca osób. Wszystkie te osoby są zarejestrowane jako opiekunowie kotów wolno żyjących. Osoby te regularnie odwiedzają swoich kocich towarzyszy, karmią je pożywieniem dostarczonym przez ratusz, a także dbają o to, by koty miały zapewnione spokojne miejsce do życia (np. swobodny dostęp do danej piwnicy).

Karmienie kotów a polowanie

W internecie pojawia się coraz więcej głosów sprzeciwu odnośnie do dokarmiania bezdomnych kotów. Najedzone koty mają rzekomo mniej chętnie polować, a w rezultacie zupełnie zatracić swoją naturę łowcy. Jak jest w rzeczywistości?

Kot nie poluje dlatego, że jest głodny, tylko dlatego, że tak podpowiada mu jego instynkt. Właśnie dlatego zupełnie nietrafione jest przekonanie, że najedzone koty przestaną polować na miejskie szkodniki. Kolejnym dowodem jest fakt, że bezdomne koty od dawna zaopiekowane są przez wcześniej wspomnianych wolontariuszy. Mimo to miejskie mruczki wciąż mają we krwi swoją łowiecką naturę, która nakazuje im wykorzystywać niemal każdą okazję do zapolowania na atrakcyjną zdobycz. Nie należy się więc sprzeciwiać inicjatywom, które tylko wzmocnią symbiozę kotów z człowiekiem.

Zapisz się do newslettera Koty.pl i otrzymuj ciekawe treści przed innymi!

Autor: Natalia Borzuta
Array
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments