Kotek na drzewie spędził co najmniej 4 dni. Wspiął się tak wysoko, że był potrzebny dźwig!

author-avatar.svg

Dorota Jastrzębowska

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Kotek na drzewie? Co za problem? Straż pożarna zdejmuje z drzew wiele kotów. Co jednak wtedy, gdy ma za krótką drabinę? Są inne sposoby!

kotek na drzewie

fot. Shutterstock

Nigdy nie należy się poddawać w ratowaniu zwierząt. Nawet gdy jeden sposób zawiedzie, trzeba sięgać po inny – aż do skutku! Nie wolno patrzeć na straty materialne. Nawet gdy po akcji ratowniczej trzeba naprawić zdewastowane ogrodzenie czy na nowo posiać trawę w ogrodzie, jak w tej historii. Wydarzyła się ona w Nowej Zelandii, a zaczęła banalnie – od tego, że pojawił się młody kotek na drzewie.

Kotek na drzewie – niby nic dziwnego…

Roczny kot wychodzący? To brzmi jak kłopoty… Młody, pełen energii, ciekawski zwierzak może wściubić nos wszędzie i dotrzeć tam, gdzie nam się nie śniło. Na przykład wdrapać się na 20-metrowe drzewo. Tam bowiem wypatrzyła rudego kota Sally Mabelle z Kinloch.

„Usłyszeliśmy miauczenie kota i zastanawialiśmy się, gdzie on jest. Następnego dnia miauczał więcej i brzmiało to, jakby głos dobiegał z pobliskiego lasu. W końcu go zobaczyliśmy: na drzewie, na wysokości ok. 20 m” – opowiada Sally.

Pech chciał, że rodzina Mabelle mieszkała wtedy w Kinloch dopiero od trzech miesięcy. Sally nie miała więc pojęcia, do kogo może należeć kot na drzewie. Zamieściła post na stronie Kinloch Families na Facebooku. Prawdopodobnie to dzięki temu wpisowi znalazła się opiekunka mruczka o imieniu Lochie – mieszkająca zaledwie 200 m dalej Lorene Blundell. Jak się okazało, szukała pupila już od dwóch dni.

Kto go zdejmie?

Lorene Blundell przypuszczała, że kota zagnał na drzewo pies i dlatego – ze strachu – wdrapał się on tak wysoko. Mógł to też zrobić wiedziony instynktem. Dlaczego koty wspinają się na drzewa? Jest kilka powodów. Niezależnie od przyczyny, trzeba było działać, i to szybko! Lecz jak go zdjąć? Kobiety wpadły na pomysł, że może pomóc zawodowy opiekun drzew. Takie osoby często potrafią się sprawnie i bezpiecznie wspinać nawet po wysokich drzewach.

„Zadzwoniliśmy do wszystkich arborystów z książki telefonicznej. Jednak była już prawie 17:00 i żaden nie odebrał. Zadzwoniliśmy też do straży pożarnej, ale okazało się, że nie mają wystarczająco długiej drabiny” – opowiadała Lorene.

W końcu jeden z arborystów oddzwonił i powiedział, że przyjedzie nazajutrz.

„Przyszedł, rzucił okiem na jeżyny rosnące u podnóża drzewa i ocenił, że wycięcie ich, by utorować sobie drogę, zajmie kilka godzin. Twierdził, że wróci pod koniec dnia” – relacjonowała Lorene.

Ratunkiem okazał się… dźwig

Mijał kolejny dzień i nie było już czasu do stracenia. I wtedy Lorene olśniło: potrzebny jest dźwig. To był strzał w dziesiątkę! Pierwszy operator dźwigu, do którego Lorene zadzwoniła, Wayne Murtagh, nie odmówił pomocy. Przyjechał, rozejrzał się, a potem wrócił z odpowiednim dźwigiem, zbieraczem wiśni i pomocnikiem. I to oni uratowali kota, który był już tak wycieńczony, że pewnie nie dałby rady długo utrzymać się na drzewie.
Wayne chwali Sally i jej rodzinę za to, że pozwoliła mu wjechać dźwigiem na betonowy podjazd i przejechać przez ogród, co wymagało usunięcia części ogrodzenia. On sam też zasłużył na pochwały. Tego ranka miał inną pracę, ale ją odłożył. Gdy Lorene zadzwoniła, zdał sobie sprawę, że to poważna sytuacja.

„Druga praca była ważna, ale czułbym się kiepsko, gdyby kot spadł z drzewa” – tłumaczył Wayne.

Okazało się, że kot był zaledwie metr od wierzchołka drzewa. Nie było mowy, żeby mógł tam choćby przysnąć, wśród tych małych, cienkich gałęzi – natychmiast by spadł. Nic dziwnego, że Lochie był tak wyczerpany swoją przygodą, że po udanej akcji ratunkowej spał przez dwa dni, u boku swojej siostry Kiny. Lorene przygarnęła błąkające się kociaki, gdy miały zaledwie dwa miesiące. To była pierwsza taka przygoda – i miejmy nadzieję, że ostatnia.

Arborysta może pomóc!

W Wellington mieszka arborysta, który oferuje darmowe zdejmowanie kotów z drzew. Chodzi o miejsca, do których nawet straż pożarna nie może dotrzeć. Josh Micallef zarabia na życie wspinaniem się i przycinaniem śliw. Zdał sobie sprawę, że ma umiejętności i odpowiednie narzędzia, aby pomóc zrozpaczonym opiekunom wszędobylskich kotów.

Po raz pierwszy wykorzystał swoje zdolności osiem lat temu, gdy ani strażakom, ani RSPCA nie udało się ściągnąć z drzewa kota, który tkwił na nim od czterech dni. Josh nie tylko uratował zwierzaka, lecz także adoptował go, bo jego opiekun zmagał się z chorobą i chciał oddać pupila w dobre ręce. Josh opublikował w mediach społecznościowych post, w którym oferuje bezpłatną pomoc w ratowaniu kotów. Już następnego dnia wezwano go do ogrodu, w którym mruczek tkwił od pięciu dni na daktylowcu. Zdaniem Josha to najgorsze drzewa do wspinaczki, bo mają ostre kolce – ale dał radę! Kolejny kot został uratowany.

Kotek na drzewie w Polsce

Na szczęście u nas nie rosną kolczaste palmy. Nie brakuje jednak innych wysokich drzew ani kocich śmiałków, którzy tracą rezon po wdrapaniu się na nie. Niedawno aż dwa zastępy straży pożarnej zdejmowały w gminie Brzeziny kota, który wszedł na wysokość 10 m. Na szczęście mruczek nie siedział tam cicho, lecz rozpaczliwym miauczeniem sprowadził pomoc. Na drzewie spędził jednak 3 dni, zanim go zdjęto. Wszystko jednak skończyło się szczęśliwie.

Podziel się tym artykułem:

author-avatar.svg
Dorota Jastrzębowska

Miłośniczka psów, szczególnie terierów. Obecnie opiekunka przygarniętej yoreczki Adelki, wolontariuszka opiekująca się kotami wolno żyjącymi w warszawskiej dzielnicy Ochota, była redaktor prowadząca czasopismo „Mój Pies i Kot".

Koty i Psy - E-booki (1).png

Pobierz darmowy poradnik!

Zapisz się na newsletter i odbierz ebook „Poznaj całą prawdę o kotach” całkowicie za darmo

Zapisz się

REKLAMA zniknie za 10s

REKLAMA zniknie za 10s